Meksyk płonie po śmierci „El Mencho”. Mundial zagrożony?

Antoni Figlewicz

23 lutego 2026, 16:21 • 8 min czytania 10

Meksyk płonie po śmierci „El Mencho”. Mundial zagrożony?

Największa piłkarska impreza na świecie już za kilka miesięcy, a w kraju, który na pewno niecierpliwie czeka na mecz Polski (wierzymy!) z Tunezją wybuchają właśnie regularne walki karteli narkotykowych z siłami rządowymi. Jedni mówią, że to tylko pokaz siły i swoisty protest w odpowiedzi na akcję meksykańskich sił specjalnych i zabicie jednego z najważniejszych narkotykowych baronów. Inni przekonują, że to tylko preludium do regularnej wojny domowej, która może zamienić cały Meksyk w pole bitwy. A mundial w imprezę wysokiego ryzyka. Albo w ogóle turniej zorganizowany tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Reklama

„El Mencho”, a właściwie Nemesio Oseguera Cervantes to do wczoraj (22 lutego) najprawdopodobniej największy w całym Meksyku baron narkotykowy, który przewodził Cartel Jalisco Nueva Generacion (CJNG), może i najbrutalniejszej organizacji przestępczej w kraju. Wyeliminowanie tak istotnej dla funkcjonowania całego światka postaci musi mieć poważne konsekwencje, więc meksykańskie służby nie są pewnie zaskoczone efektami ich akcji.

Otóż to – nie mówimy o „El Mencho” jako ofierze gangsterskich porachunków czy nawet tajemniczego wypadku samochodowego. Choć planem A miało być według hiszpańskojęzycznych portali zatrzymanie szefa kartelu, to trudno uwierzyć, by siły specjalne Meksyku nie przygotowywały się także na warianty B i C. Pierwszy z nich – zakładający niepowodzenie całej akcji i ucieczkę „El Mencho”. Drugi sukces połowiczny, czyli śmierć narkotykowego barona. Albo opisując to w sposób bardziej dobitny – likwidację.

Reklama

Do starcia między siłami rządowymi a Oseguerą Cervantesem i jego ludźmi doszło w miejscowości Tapalpa. W wyniku strzelaniny na miejscu zginęły cztery osoby, a sam „El Mencho” został poważnie ranny i zmarł w drodze do stolicy.

Kokaina, morderstwa, Pablo Escobar. Jak kartele zawładnęły futbolem

Śmierć narkotykowego barona w Meksyku. Gospodarz mundialu pogrążony w chaosie

Powtórzmy – trudno spodziewać się, że meksykański rząd nie spodziewał się takiej reakcji narkotykowego światka. Zamieszki powodowały w tym kraju nawet mniejsze wydarzenia naruszające jakkolwiek strukturę wielkich organizacji przestępczych. Skala może jednak przerażać, szczególnie gdy spojrzymy na pogrążony dziś w chaosie Meksyk z perspektywy Europy.

Albo, co nawet bardziej nieprzyjemne, z perspektywy będących tam akurat turystów. Polaków przebywających w tym kraju próbuje wziąć pod swoją opiekę MSZ i nasza ambasada, ale sprawa nie jest prosta. Na ten moment wymaga ona raczej przestrzegania zaleceń przez samych zagrożonych.

W systemie Odyseusz zarejestrowanych jest 448 Polaków przebywających w Meksyku. Jeszcze wczoraj było ich 400. To znaczy, że turyści szybko się rejestrują, żeby szybko dostać informację o ewentualnej ewakuacji albo pomocy. Na razie polskie władze radzą, by ukryć się i nie wychodzić z hoteli – donosi RMF FM.

Co jeśli jednak ktoś z hotelu wyjdzie? Wszelkie doniesienia z Meksyku są co najmniej niepokojące. Blokady drogowe, płonące samochody i budynki, rozboje, strzelaniny. W powietrzu wiszące dym i spore ryzyko eskalacji, która mogłaby sprawić, że najbliższe tygodnie zmienią się w regularne bitwy sił rządowych i karteli.

Najgorzej jest na południowym zachodzie kraju, ale zamieszki zaczęły wybuchać także na terenach bardziej odległych od macierzystego dla CJNG regionu Jalisco. Nie będzie wielkim nadużyciem stwierdzenie, że teraz w niepokoju pogrążona jest już połowa kraju.

Przynajmniej na razie…

Przejrzystą grafikę przygotowano w… tureckich mediach. Widzimy na niej stany, w których doszło do zamieszek po śmierci „El Mencho” (źródło: Anadolu Ajansi)

Sukces i jego pochodne. Amerykanie też spijają śmietankę

Generalnie całą akcję meksykańskich służb uznaje się jednak za spory sukces. „El Mencho” był jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Meksyku, ale i… w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie potwierdzają zresztą, że wspierali swoich sąsiadów w likwidacji narkotykowego barona, między innymi przekazując im ważne informacje wywiadowcze.

Śmierć Nemesio Oseguery Cervantesa była zresztą na rękę Waszyngtonowi. Jak donosi Associated Press, w ostatnich tygodniach Donald Trump miał nawet zażądać od Meksyku bardziej stanowczych działań w walce z narkotykowym biznesem. Prezydent USA miał nawet pogrozić sąsiadom nałożeniem większych ceł, jeśli ci nie rozprawią się z „El Mencho” i jemu podobnymi. Wszystko w związku z przemytem do Stanów ogromnych ilości fentanylu.

Akcję pochwalić zdążył już nawet Ron Johnson, amerykański ambasador w Meksyku: – Pod przywództwem prezydenta Trumpa i prezydent Sheinbaum współpraca obu krajów osiągnęła niespotykany dotychczas poziom. Stany Zjednoczone stoją ramię w ramię z Meksykiem – napisał w swoim oświadczeniu dyplomata.

Wygląda więc na to, że oba rządy mają prawo być z siebie zadowolone, ale… tak naprawdę to cieszą się pewnie przede wszystkim ci, którym na ulicach nie zaprowadzają właśnie rządów, podrażnieni śmiercią swojego lidera, wyjątkowo bezwzględni narkotykowi przestępcy. Nie może więc dziwić ogólne zadowolenie Amerykanów. Wygląda wręcz na to, że administracja Trumpa załatwiła swoją sprawę cudzymi rękami i teraz może fetować sukces.

Prezydent Donald Trump wyraził się jasno – Stany Zjednoczone zadbają o to, aby narkoterroryści wysyłający śmiercionośne narkotyki do naszej ojczyzny zostali zmuszeni do stawienia czoła sprawiedliwości, na którą od dawna zasługują. Administracja Trumpa również wyraża uznanie i podziękowania meksykańskiemu wojsku za współpracę i udane przeprowadzenie operacji – przekazuje rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt.

Całą zawiłość tej sytuacji całkiem przejrzyście tłumaczy David Mora, analityk z International Crisis Group, na którego słowa powołuje się Independent. Ekspert podkreśla, że zabicie Oseguery Cervantesa i wybuch przemocy to moment kulminacyjny działań prezydent Sheinbaum, która za jednym zamachem może rozprawić się z kartelami i zarazem złagodzić presję USA.

Oprócz szefów kartelu Sinaloa, „El Mencho” jest największą „zdobyczą” od wielu, wielu lat – tłumaczy z kolei w rozmowie z Reutersem Vanda Felbab-Brown z Brookings Institution.

I to naprawdę niewiarygodne, jak długo udawało mu się uniknąć amerykańskich i meksykańskich organów ścigania, które chciały go wyeliminować – dodaje.

Co z mundialem? Do niego jeszcze sporo czasu

W kontekście mundialowym największą zagadką i zarazem największym zagrożeniem mogą być mecze rozegrane za kilka miesięcy w Guadalajarze, stolicy stanu Jalisco i drugim co do wielkości mieście Meksyku.

Swoje spotkanie mają tam mieć Hiszpanie z Urugwajczykami, ale także Kolumbijczycy, Koreańczycy czy – co oczywiste – Meksykanie. Dziś trudno przewidywać przyszłość, sytuacja zdaje się wyjątkowo dynamiczna, ale nie możemy wykluczać scenariusza, w którym mecze zostają przeniesione z Guadalajary do innego miasta. Albo w ogóle do Stanów Zjednoczonych czy Kanady.

Myślę, że jeszcze nie ma powodu do paniki. To jest kwestia kilkunastu dni rozwoju sytuacji. Jeśli atmosfera będzie się nasilać lub przynajmniej będzie tak gorąca, jak obecnie, to FIFA rozpocznie równoległe realizowanie rozwiązań alternatywnych. Na każdą imprezę istnieją przygotowane „plany B”. Na sto procent są wyznaczone stadiony, na które można przenieść mecze. Na pewno jest też wersja, w której wszystkie mecze są zabrane Meksykowi i odbywają się w USA lub Kanadzie – przekonuje w rozmowie z Przeglądem Sportowym Marcin Samsel, ekspert do spraw bezpieczeństwa, który pracował przy organizacji Euro 2012.

Nie można jednak wykluczyć scenariusza, w którym walki całkowicie wygasną za kilka czy kilkanaście dni, ale niebezpieczeństwo nie minie. Mistrzostwa świata same w sobie są przecież doskonałą okazją dla narkotykowych przestępców na efektowne pomszczenie „El Mencho”.

Eksperci wypowiadający się w zagranicznych mediach są w tej kwestii zgodni – potencjalnym problemem nie będzie samo zabezpieczenie meczów rozgrywanych w Meksyku. Piłkarze też nie powinni się raczej martwić o swoje bezpieczeństwo. Gorzej będzie jednak zadbać o to, by krzywda nie stała się też tysiącom kibiców, którzy przyjadą do kraju właśnie z okazji mundialu.

W ostatnich godzinach przełożono już kilka lokalnych spotkań piłkarskich, mówi się nawet o odwołaniu towarzyskiego meczu reprezentacji Meksyku z Islandią zaplanowanego na środę 25 lutego, ale – z całym szacunkiem dla wszystkich tych przypadków – impreza mistrzowska to zupełnie inna para kaloszy. Więcej ludzi, obcych, nie do końca obeznanych w realiach funkcjonowania kraju. I jeszcze wszyscy skupieni w trzech miastach, w których Meksyk ma gościć mundial – w stolicy, w Monterrey i właśnie w Guadalajarze.

„El Mencho” już od dłuższego czasu był na celowniku służb

Poważne znaki zapytania. Niektóre pojawiały się już wcześniej

Wszystko to prowadzi do poważnej zagwozdki, nad którą musi się teraz pochylać FIFA. Już od jakiegoś czasu do opinii publicznej przebijają się informacje o sporych niedociągnięciach w przygotowaniach Meksyku do organizacji mundialu. Problemy z infrastrukturą, głównie drogową. Kompletny brak gotowości do przyjęcia dużej liczby zagranicznych kibiców. A co za tym idzie, również wątpliwości związane z zapewnieniem wszystkim tym ludziom bezpieczeństwa. W kraju, w którym i bez całego tego chaosu wokół śmierci „El Mencho” bywało niebezpiecznie.

Według Global Peace Index Meksyk to 135. pod względem bezpieczeństwa państwo na świecie. Według danych Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) z 2024 roku kraj ten plasował się na 4. miejscu na świecie pod względem liczby zabójstw w skali roku. Wyżej znajdowały się tylko mogące pochwalić się zdecydowanie większym zaludnieniem Indie (z dwunastokrotnie mniejszym wskaźnikiem liczby zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców) a także Brazylia i Nigeria.

Wszystkie te wątpliwości stają się jeszcze bardziej uzasadnione. Śmierć „El Mencho” nie pozostała bez odzewu jego ludzi, a podkreślić należy, że Cartel Jalisco Nueva Generacion to nie jest po prostu banda dilerów, którzy w kapturach wciskają ludziom torebki z białym proszkiem w jakichś ciemnych zaułkach. To często zimnokrwiści zabójcy, w wielu komentarzach określani wspólnie mianem regularnej, prywatnej armii. Pozbawionej swojego głównego dowódcy, ale nadal utrzymującej struktury zarządzania, czego dowodem są wydarzenia ostatnich godzin.

Dziś za szybko na poważne decyzje FIFA i rewolucję w mundialowych planach, ale najbliższe dni będą dla piłkarskiej światowej centrali niezwykle gorące. Gianni Infantino i jego współpracownicy mają naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Muszą usiąść do stołu i ustalić, czy są gotowi – ale tak naprawdę – odpowiadać w Meksyku ze bezpieczeństwo tysięcy ludzi podczas największego święta futbolu na świecie. To nie jest żadna błahostka. To naprawdę poważna sprawa.

CZYTAJ WIĘCEJ O MISTRZOSTWACH ŚWIATA NA WESZŁO:

Fot. Newspix

10 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Theo Walcott o Realu Madryt: Nie byłby w TOP 6 Premier League

Maciej Piętak
6
Theo Walcott o Realu Madryt: Nie byłby w TOP 6 Premier League
Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Reklama