Mateusz Lis: Temat zimowego transferu do Widzewa był poważny [WYWIAD]

Przemysław Michalak

11 lutego 2026, 12:55 • 10 min czytania 3

Mateusz Lis: Temat zimowego transferu do Widzewa był poważny [WYWIAD]

Mateusz Lis jest obecnie jednym z najlepszych polskich bramkarzy w ligach zagranicznych. W tym sezonie tureckiej ekstraklasy zachował już 12 czystych kont (następny Ugurcan Cakir z Galatasaray ma osiem), a z Goztepe walczy o europejskie puchary. 28-latek tłumaczy eksplozję formy swojej i zespołu, wspomina pobyt w Southampton i Troyes oraz szczerze opowiada o kulisach zimowych rozmów z Widzewem Łódź. Zapraszamy. 

Reklama

Mateusz Lis: Celem Goztepe są europejskie puchary

Wygląda na to, że znalazłeś swoje miejsce na ziemi w zagranicznym świecie. Indywidualnie w Goztepe jest więcej niż dobrze, zespołowo chyba zresztą też.

W Goztepe leci mi już trzeci rok, a ogólnie w Izmirze czwarty. Altay SK, w którym najpierw występowałem w Turcji, też jest z tego miasta. Z pięciu lat za granicą blisko cztery spędziłem w tym miejscu. A w Goztepe faktycznie wszystko układa się książkowo. Fajny pierwszy rok z awansem do Super Lig, teraz jesteśmy na czwartym miejscu, do tego wyróżniam się liczbowo. Oby tak dalej.

Reklama

Pod koniec grudnia zrobiło się o tobie wyjątkowo głośno. Miałeś na koncie 11 czystych kont w siedemnastu meczach tureckiej ekstraklasy. W tym aspekcie byłeś najlepszym bramkarzem w Europie. 

Bardzo miło się czytało takie rzeczy, nie ukrywam. Jak jest sukces, można wchodzić do internetu (śmiech). Teraz ten ranking trochę mi odjechał. FC Porto traci jeszcze mniej goli, a ja tam ścigałem się głównie z Diogo Costą.

Ten rok zaczęliśmy od dwóch zwycięstw i dwóch remisów – z tym z Fenerbahce na wyjeździe. Dopiero jednak w ostatni weekend znów zachowałem czyste konto. To oczywiście nie jest najważniejsze, to tylko dodatek dla mnie, choć robię wszystko, żebyśmy zagrali na zero z tyłu. To zawsze będzie oznaczało, że zdobywamy przynajmniej jeden punkt. Mam nadzieję, że się nie zatrzymamy i osiągniemy swój cel, czyli w przypadku tego sezonu – europejskie puchary.

Puchary były celem już na starcie rozgrywek?

Gdy zaczynaliśmy poprzedni sezon jako beniaminek, na początku nie było mowy o pucharach. Graliśmy jednak zaskakująco dobrze i zaczęliśmy się kręcić wokół miejsc pucharowych. Apetyty zaczęły rosnąć, ale koniec końców zabrakło nam czterech punktów, żeby zagrać w eliminacjach Ligi Konferencji. Teraz już od pierwszego meczu byliśmy nastawieni, że chcielibyśmy powalczyć o Europę i czuję, że jesteśmy do tego bardziej przygotowani niż wcześniej.

Mateusz Lis

Mało strzelacie, jeszcze mniej tracicie. Średnie posiadanie piłki macie na poziomie 37%. Pachnie mi to taką turecką Wisłą Płock.

Dobrze to ująłeś. Na ile oglądam Ekstraklasę, też najprędzej porównałbym nas do Wisły Płock. Nie komplikujemy futbolu, gramy raczej prostą piłkę. Nasz trener ma system, który przynosi efekty i na tę ligę wystarczy. Nie gramy jak Barcelona, nie ma pięknego budowania akcji od tyłu. Staramy się bardziej wywierać presję, wysoko odebrać piłkę, albo czasem oddać ją przeciwnikowi i potem wykorzystać szybkie przejścia do ofensywy.

Zauważyłem, że w lidze tureckiej gdzieś tak do 60. minuty wszystkie zespoły dobrze wyglądają taktycznie, a potem trochę zaczynają się sypać i robią się większe przestrzenie. Wtedy łatwiej o gole. Trener wychodzi z założenia, że kluczem jest defensywa i ja się pod tym podpisuję.

Z drugiej strony, chyba nie macie wyjścia, z taką kadrą trudno grać inaczej. W wielu tureckich klubach znajdziemy wielkie nazwiska czy CV, a u was grają zawodnicy mało znani w skali międzynarodowej. 

U nas rządzi kolektyw. Pomysł właścicieli klubu jest taki, że nie przyjdzie tu gość, który kiedyś miał duże nazwisko i na tym dziś bazuje. My potrzebujemy piłkarzy, którzy na boisku idą jak do pożaru i każdy godzi się ze swoją rolą. Jak coś zostało ci powiedziane, masz to potem realizować. Nie mamy indywidualności, która może sobie trochę poczłapać czy czegoś nie zrobić. Liczy się zespół i tak są dobierani zawodnicy. Na tę chwilę czapki z głów przed właścicielami, bo ci, których sprowadzają idealnie się w tym odnajdują.

Kim są ci właściciele?

Sports Republic. Do nich należą też Southampton i Valenciennes. Jesteśmy jedynym tureckim klubem z zagranicznym właścicielem. To duży handicap. W Turcji często są problemy z płatnościami i trzeba walczyć o swoje, a odkąd jestem w Goztepe, nigdy nie było choćby jednego dnia obsuwy w wypłacie. Można się w stu procentach skupić na robocie. Mamy tu wszystko, żeby osiągnąć dobry wynik.

Ta stabilność sprawia, że Goztepe nie musi sprzedawać za wszelką cenę. W ostatnim dniu zimowego okienka Lille dawało 15 mln euro za naszego napastnika Juana i spotkało się z odmową. Sądzę, że każdy inny klub Super Lig by się zgodził.

To pokazuje, że w Goztepe można zostać zauważonym. Sezon wcześniej Romulo odszedł do RB Lipsk za 20 mln euro plus bonusy. A został wyciągnięty z Brazylii na wypożyczenie z opcją wykupu za pięć baniek. Juan przychodził za jeszcze mniej. Ostatnio widziałem grafikę, z której wynika, że jesteśmy na pierwszym miejscu w Turcji w relacji wydatki na transfery a przychody z transferów. Klub jest naprawdę zdrowo zarządzany.

Odpowiedziałeś mi już więc na pytanie, skąd się wziął pomysł, by wracać do ligi tureckiej. Miałeś pewność, że nie będzie przebojów.

Tak, ci sami właściciele z Southampton mieli kluczowe znaczenie. Do tego znałem już Izmir. Na początku chodziło o drugą ligę, ale z dużym parciem na awans. Mały krok w tył, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

Mateusz Lis - Goztepe

Mateusz Lis: W Southampton każdemu musiałem się przedstawiać

Jak dziś patrzysz na transfer do Southampton latem 2022? I spełnienie marzeń, i porwanie się z motyką na słońce?

Duża rzecz, ale nie szedłem tam z przekonaniem, że będę pierwszym bramkarzem w Premier League. Kontrakt z Altay rozwiązałem z winy klubu ze względu na zaległości finansowe. Miałem inne oferty, ale gdy zgłosili się Anglicy z ciekawym projektem i propozycją długiej umowy, trudno było odmówić. Postanowiłem skorzystać, wiedząc, że pierwszy rok i tak spędzę na wypożyczeniu.

Ten plan w trakcie okienka trochę się skomplikował i kilka razy zmieniał. Ostatecznie rzutem na taśmę wysłano mnie do Troyes. Później po awansie z Goztepe stwierdziłem, że tutaj czuję się najlepiej i cieszyłem się, że załatwiono transfer definitywny.

W pewnym sensie wykazałeś się wtedy pragmatyzmem. Wolałeś granie w tureckiej ekstraklasie niż bycie numerem trzy w Premier League.

Dokładnie. W Southampton czułem, że każdemu muszę się przedstawiać. Moje nazwisko w ogóle nie było tam znane, a w Turcji miałem już wyrobioną markę. Doceniano mnie. Stwierdziłem, że w Izmirze jestem też po prostu szczęśliwszy. Myślę, że jeszcze raz wybrałbym tak samo.

W Troyes w debiucie obroniłeś rzut karny, całościowo rozegrał dziewięć meczów w Ligue 1. Wycisnąłeś maksimum z roku we Francji?

Jest ogólny niedosyt związany z tym wypożyczeniem. Przeprowadzono je na ostatnią chwilę. Wcześniej miałem odchodzić gdzie indziej, potem mnie wstrzymywano.

Mogłeś odejść do St. Pauli.

Tak, to był nasz pierwszy kierunek. Siedziałem już na walizkach i miałem wykupione bilety na lot. Southampton w ostatniej chwili wszystko wstrzymało, bo szykowała się sprzedaż innego bramkarza i wtedy zaczynałbym sezon jako „dwójka” w Premier League. To też byłby fajny scenariusz, ale tygodnie mijały, a tamten nie odchodził. Wiele furtek nam się pozamykało i dopiero na kilka dni przed końcem okienka pojawiła się opcja z Troyes.

I dość szybko zacząłeś grać w Ligue 1, ale ciągłości w składzie zabrakło.

Gauthier Gallon, z którym wtedy rywalizowałem, miał mocną pozycję w klubie, był jednym z kapitanów. Drużynowo szło nam bardzo średnio. Kilka rzeczy złożyło się na to, że ten pobyt nie przebiegał tak, jak zakładałem. Przychodziłem tam z nastawieniem na regularne granie. Z drugiej strony, nawet dziewięć występów we francuskiej ekstraklasie to bardzo cenne doświadczenie, które wiele mi dało. To na pewno było lepsze niż zostanie w Southampton i granie w U-23.

Delikatnie określiłeś postawę Troyes, które finiszowało wtedy z passą dwudziestu jeden meczów bez zwycięstwa i spadło z hukiem. Zapewne gdzieś od marca w klubie szykowali się na drugą ligę. 

No wtedy ogrywanie wypożyczonego bramkarza raczej nie jest priorytetem. Na treningach zasuwałem i wysyłałem sygnały, ale dopiero w ostatnich kolejkach dostałem jeszcze dwie szanse.

Mateusz Lis: Lubię zabierać głos w szatni

W Goztepe od dawna jesteś kapitanem zespołu. 

Duża sprawa, widzisz, że twoje nazwisko coś znaczy. To na pewno nie jest oczywistość, że obcokrajowiec dostaje opaskę. Czuję dodatkową odpowiedzialność i mobilizację.

Wybrali cię koledzy w szatni czy trener?

Poszło naturalnie. Gdy byliśmy w drugiej lidze, znalazłem się w kapitańskiej czwórce, ale opaski nie zakładałem. Potem każdy z pozostałej trójki odchodził albo jego akcje spadały i tak w płynny sposób kapitanowanie przeszło na mnie.

W jakim języku przemawiasz w szatni? W waszej kadrze dominują Turcy i Brazylijczycy.

Poza paroma wyjątkami, z większością można rozmawiać po angielsku. Mamy w zespole dwóch tłumaczy – z tureckiego na angielski i z tureckiego na portugalski. Jakoś się rozumiemy. Ja po turecku biegle nie mówię, ale na co dzień dogaduję się i większość rozumiem. Pomijam gramatykę, to osobny temat.

Gdy czuję, że chcę coś powiedzieć, nie chowam tego w sobie i nie boję się głośniej przemówić. Lubię zabierać głos w szatni i widzę, że trafia to do kolegów. Nie lubię gadania dla zasady, bo wypada coś wtrącić. Wyczuwam moment. Staram się też pomagać młodszym zawodnikom, żeby mieli łatwiejsze wejście do nowego środowiska.

Postawą na boisku sobie pomogłeś. W sezonie z awansem wpuściłeś tylko 18 goli w trzydziestu jeden meczach, 20 razy zachowałeś czyste konto. Szalone statystyki.

To był rekordowy sezon jeśli chodzi o bramkarza na tym szczeblu. Kosmiczne liczby, awans z przytupem – drużynowo i indywidualnie.

W statystykach za ten sezon masz już siedem „uratowanych goli”. Imponujące. 

Zawsze się mówi, że liczby nie kłamią. W tym sezonie czuję się po prostu dobrze i jestem w najlepszym momencie w karierze. Statystyki to potwierdzają. My generalnie dobrze gramy w defensywie, więc to nie tak, że w każdym meczu wyciągam po 10 strzałów i robię cuda w bramce. Ale przeważnie masz te 2-3 ważne interwencje i wtedy trzeba się wykazać. Na razie mi się to udaje.

Na czele tabeli niezmiennie Galatasaray i Fenerbahce. Ci pierwsi są poza zasięgiem reszty?

Przez ostatnie lata tak właśnie było. Galata moim zdaniem była nie do złapania przez nikogo. Zbudowała taki skład, że nikt nie miał do niej podjazdu. W tym sezonie czuć, że Fenerbahce jest może nawet głównym kandydatem do mistrzostwa, mimo że aktualnie traci cztery punkty do lidera. Zaszły tam zmiany w zarządzie, zrobiono trochę porządku w klubie. Wcześniej Fenerbahce kojarzono z chaosem w zarządzaniu. Dziś to jemu dałbym nieco większe szanse na tytuł.

Ta dwójka rozdaje karty. Płaci zdecydowanie najwięcej i sprowadza najlepszych piłkarzy. Fenerbahce dopiero co wzięło N’golo Kante i Guendouziego. W bramce jest Ederson, w obronie Skriniar, w pomocy Asensio, w ataku Talisca. Galatasaray ma potężną moc z przodu. W ataku biega Osimhen, a za niego wchodzi Icardi. Na skrzydle gra Leroy Sane. Rywalizacja z nimi to wielkie wyzwanie.

W czasach Altay SK mówiłeś, że w dniu meczu nie możecie używać przypraw.

Nasz trener miał swoje specyficzne wymagania. Z drugiej strony, dzień przed meczem mogłeś sobie wypić małe piwo. W Goztepe takich wytycznych nie mamy, to były przekonania jednego człowieka.

Mateusz Lis: Byłem zdecydowany na Widzew

Jak zaawansowany był temat zimowego transferu do Widzewa? Media donosiły, że w Łodzi wybierali między tobą, Mateuszem Kochalskim i Bartłomiejem Drągowskim.

Temat był poważny, nawet bardzo. Więcej wskazywało na to, że trafię do Widzewa, niż nie trafię. Finalnie postawili na Bartka Drągowskiego.

Czyli w pewnym momencie byłeś już nastawiony na transfer?

Tak, wiele na to wskazywało po naszych rozmowach. Zdecydowaliśmy, że jeśli ma to dojść do skutku, to my jesteśmy chętni.

Byłeś rozczarowany, że wybrano kogoś innego?

Nie. W tej sytuacji każdy scenariusz byłby dla mnie dobry. Wiadomo, jak duży projekt tworzy się w Widzewie, więc skoro pojawiła się szansa, żeby stać się jego częścią, byłem gotowy z niej skorzystać. Ale nie miałem ciśnienia, żeby odchodzić z Goztepe, tu też mogę się realizować. Nie czułem się załamany i zdemotywowany. Nadal dobrze mi w klubie, jestem zadowolony z naszej gry i ze swojego statusu.

Widzew musiałby za ciebie solidnie zapłacić, skoro Goztepe odrzuciło 15 mln euro za Juana.

Nie wiem, o jakich pieniądzach kluby musiałaby rozmawiać, ale widziałem w mediach, o jakiej kwocie mówiono w temacie Widzewa i Bartka Drągowskiego. Sądzę, że za mnie musiałaby być wyższa.

Czujesz czasem tęsknotę za krajem czy może nawet za samą Ekstraklasą?

Nie jestem fanem oglądania meczów w telewizji, ale akurat Ekstraklasę i I ligę śledzę uważnie. Kurde, tęsknota chyba zawsze będzie. Jako Polak nie wyobrażam sobie, żebym po karierze mógł żyć za granicą. Polska jest pięknym krajem. Im bliżej domu, tym lepiej i wygodniej. Masz kontakt z rodziną, synek ma dziadków u boku. To są rzeczy nie do przecenienia. Na tu i teraz tęsknota jednak mnie nie rozrywa, na zjechanie do domu jeszcze przyjdzie czas.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

3 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama