Man City znów w finale FA Cup! Drugoligowiec napsuł krwi

Maciej Bartkowiak

25 kwietnia 2026, 20:29 • 5 min czytania 0

Reklama
Man City znów w finale FA Cup! Drugoligowiec napsuł krwi

Piękna przygoda Southampton z tegoroczną edycją Pucharu Anglii dobiegła końca. Drugoligowiec, który nie przegrał poprzednich 20 meczów, uległ Manchesterowi City, ale przynajmniej napsuł liderowi Premier League sporo krwi. W 79. minucie Święci niespodziewanie objęli prowadzenie, lecz ich radość szybko została stłumiona. The Citizens w finale FA Cup zagrają czwarty raz z rzędu, co jest nowym rekordem rozgrywek.

Reklama

Stali bywalcy na Wembley

Tylko raz w dziesięcioletniej erze Pepa Guardioli Manchester City nie pojechał na Wembley walczyć o finał Pucharu Anglii. W sezonie 2017/18 zmierzający po pierwsze pod wodzą Hiszpana mistrzostwo kraju zespół sensacyjnie został wyeliminowany w 1/8 finału przez trzecioligowe zarówno wtedy jak i dziś Wigan. W tym czasie Southampton dwukrotnie zawitało na Wembley, by rozegrać półfinał FA Cup, ale za każdym razem przegrywało. W obu przypadkach Świętych eliminował późniejszy triumfator rozgrywek – Chelsea w 2018 i Leicester w 2021 roku.

Od Ligi Mistrzów do trzeciej ligi. Zespoły, które upadały jak Leicester

Tylko jeden widział spalone

Niby Southampton nie przegrało żadnego z 20 poprzednich meczów, a aż 16 z nich wygrało, jednak Guardiola posłał do boju niemal samych rezerwowych. Względem wygranego trzy dni wcześniej meczu z Burnley, po którym The Citizens wskoczyli na fotel lidera Premier League, zaszło aż osiem zmian w wyjściowej jedenastce. Do podstawy wrócił m.in. Tijjani Reijnders, który już w 5. minucie obił słupek. Gol Holendra nie byłby jednak uznany, bowiem dogrywający mu Marmoush był chwilę wcześniej na spalonym. Szkoda, że oczywistego ofsajdu nie widział liniowy.

Chwilę później Lee Betts przegapił kolejnego spalonego Egipcjanina. Do końca więc za idącym sam na sam Marmoushem musiał biec Nathan Wood i chociaż popisał się świetnym blokiem. W lepszej formie był drugi liniowy, bo od razu po wpakowaniu piłki do siatki przez Leo Scienzę podniósł chorągiewkę. Przynajmniej trzecia sytuacja z udziałem Marmousha nie stworzyła już Bettsowi problemów, bo Egipcjanin tym razem był idealnie ustawiony w momencie podania od Mateo Kovacicia. Choć znakomicie urwał się obrońcom So’ton, zatrzymał go Daniel Peretz.

Reklama

Mur stoi jak stał

Zatrzymał też na samym początku drugiej połowy Toma Fellowsa Nathan Ake. Wahadłowy Świętych po prostopadłym zagraniu Azaza nie uderzył z pierwszej piłki tylko chciał ją jeszcze opanować, dzięki czemu Holender zdążył z blokiem. Swoją drogą, gdyby Fellows nie dopadł do piłki, sędzia Craig Pawson przyznałby drużynie Tondy Eckerta rzut wolny, gdyż Ait-Nouri spóźnił się z interwencją i sprzedał Azazowi kopa. Ostrzeżenie od So’ton faworyt niczym Michael Jordan „wziął do siebie”, bo następne minuty stały pod znakiem nawałnicy ze strony City.

Minęła jednak już godzina, a „mur stoi jak stał”, ale trudno się dziwić, że były problemy z jego skruszeniem, skoro Marmoush po patelni od Aita-Nouriego z kilku metrów posłał piłkę w kosmos. Z asysty były gwiazdor Eintrachtu Frankfurt okradł także Cherkiego, bo spóźnił się z nabiegiem i tylko minął się z piłką. Dochodził ostatni kwadrans podstawowego czasu gry, a wynik cały czas pokazywał 0:0, więc trzeba było wytoczyć najcięższe działa. Męki Marmousha wreszcie zakończył Erling Haaland, a wraz z nim na boisku zameldował się Nico O’Reilly.

Reklama

Szybko zgaszona euforia

Zespół z południa Anglii skutecznie jednak odpierał oblężenie pola karnego, a w 79. minucie niespodziewanie sam zadał cios. Skandalicznie jak na City dużo miejsca przed ich szesnastką miał Fin Azaz. Obrócił się z piłką i technicznym strzałem z ok. 20 metrów Irlandczyk pokonał Jamesa Trafforda. Radość So’ton długo jednak nie potrwała, bo już trzy minuty później strzał z podobnej odległości oddał Jeremy Doku, a piłka po rykoszecie wpadła do bramki Peretza. Belg w nogach ma ponad 2500 minut, a strzelił dopiero czwartego gola w tym sezonie.

Reklama

City rekordzistą FA Cup

Znacznie lepiej jest u niego z asystami, gdyż przed końcem podstawowego czasu gry zanotował czternastą w tym sezonie. Zagrał do Nico Gonzaleza, a ten z ponad 20 metrów posłał bombę na bramkę Peretza. Nie będzie zaskoczeniem, jeżeli gol Hiszpana zostanie wybranym najpiękniejszym, jaki padł w tej edycji Pucharu Anglii. Doku powinien mieć na koncie jeszcze jedną asystę, ale zabrał mu ją Savinho, który oddał strzał na pustą bramkę, jednak piłka została wybita z linii bramkowej. Przynajmniej pudło Brazylijczyka nie zemściło się na City.

Piłkarze Guardioli dowieźli prowadzenie i czwarty raz z rzędu zagrają w finale FA Cup. Ustanowili tym samym nowy rekord rozgrywek. Dwa z trzech poprzednich finałów jednak przegrali. Triumfowali jedynie w 2023 roku, gdy zgarnęli potrójną koronę. Trzy przegrane finały Pucharu Anglii z rzędu nie byłyby niczym nowym, bo już w 2022 roku ten niechlubny rekord ustanowiła Chelsea. The Blues mogą zresztą w tym sezonie to „osiągnięcie” pobić, bowiem to oni lub Leeds w sobotę 16 maja raz jeszcze przyjadą na Wembley.

Reklama

Manchester City – Southampton 2:1 (0:0)

  • 0:1 – Finn Azaz ’79
  • 1:1 – Jeremy Doku ’82
  • 2:1 – Nico Gonzalez ’87

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. screen The Touchline / X

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama
Bundesliga

Karbownik czeka na koniec sezonu. Kownacki znalazł się w kropce

Braian Wilma
7
Karbownik czeka na koniec sezonu. Kownacki znalazł się w kropce