Real przegrał tytuł na Majorce? Muriqi i spółka z wielkim triumfem

Jan Broda

Autor:Jan Broda

04 kwietnia 2026, 18:47 • 4 min czytania 2

Reklama
Real przegrał tytuł na Majorce? Muriqi i spółka z wielkim triumfem

Real przystępował do meczu z Majorką bez marginesu błędu. Problem w tym, że Królewscy popełnili ich aż dwa, a te okazały się dla nich wyjątkowo kosztowne w skutkach. Alvaro Arbelora i spółka stracili bowiem na San Moix nie tylko dwa gole oraz trzy punkty, ale również – być może – mistrzostwo Hiszpanii. Wszystko zależy teraz od FC Barcelony, która jeśli wieczorem nie potknie się z Atletico, to jej przewaga w tabeli nad Madrytczykami wzrośnie do aż siedmiu oczek. 

Reklama

Wyjazdowa konfrontacja z Majorką od początku pachniała pułapką dla Realu. Z wielu powodów. Trudny teren, na którym Królewscy nigdy nie czuli się najlepiej. Przeciwnik, który ma nóż na gardle i desperacko potrzebuje punktów w walce o utrzymanie. Napięty terminarz – tuż po przerwie reprezentacyjnej i zarazem tuż przed pierwszym ćwierćfinałem z Bayernem w Lidze Mistrzów.

Arbeloa postanowił oszczędzić swoje największe gwiazdy przed decydującym dwumeczem w Champions League, sadzając na ławce m.in. Viniciuca czy Jude’a Bellinghama. W pierwszym składzie znalazło się za to miejsce dla powracającego do zdrowia Kyliana Mbappe. I to właśnie Francuz był motorem napędowym akcji w pierwszej połowie.

Mallorca – Real Madryt. Leo Roman? Leo RoMUR

Mbappe mógł spokojnie mieć na swoim koncie dublet, ale dwukrotnie przegrał pojedynek sam na sam z Leo Romanem. Bramkarz gospodarzy ratował tyłek swoim kolegom z drużyny, pracując na tytuł MVP spotkania. Popisał się też dobrą interwencją po strzale z pierwszej piłki Gulera. Golkiper, który w siedemnastu poprzednich meczach nie zachował czystego konta, tym razem był nie do przejścia.

Realowi brakowało skuteczności, czego nie można powiedzieć o Mallorce. Podopieczni Martina Demichelisa rzadko pojawiali się pod polem karnym Andrija Łunina, lecz kiedy już się tam zjawiali, to za każdym razem robiło się niebezpiecznie. Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłali w 35. minucie. Ruediger wprawdzie uprzedził w ostatniej chwili Muriqiego, ale do futbolówki na piątym metrze dopadł Manu Morlanes, który uderzeniem głową przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Reklama

Morlanes zmarnował stuprocentową sytuację, ale szybko się zrehabilitował. Tuż przed końcem pierwszej połowy Pablo Maffeo posłał dośrodkowanie w pole karne, a 27-latek wykorzystał dziurę w ustawieniu Realu i drugi raz już się nie pomylił.

Wydawać by się mogło, że po przerwie Real, zmuszony do odrabiania strat, w końcu wrzuci czwarty i piąty bieg, przyspieszy grę, zwiększy intensywność. Nic bardziej mylnego. Podobnie jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej Madrytczycy wyprowadzali swoje ataki w trybie slow motion. Wolno, ospale, przewidywalnie. Bez jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Bez błysku geniuszu indywidualności.

Reklama

Ciężar gry na swoje braki próbował brać jedynie osamotniony w ofensywnych poczynaniach Mbappe. To było jednak za mało. Arbeloa zareagował zmianami, wpuszczając na boisko na pół godziny przed końcem najcięższe działa w swojej artylerii: Viniciusa, Bellinghama i Militao. Pozytywny impuls dał tylko Brazylijczyk. W 88. minucie to on doprowadził do wyrównania z rzutu rożnego.

Można było się spodziewać, że Real w swoim stylu w ostatnich minutach ruszy po drugiego gola, dokona kolejnej remontady, wyszarpie zwycięstwo. Albo że chociaż spróbuje. Stało się jednak zupełnie na odwrót. To Mallorca oddała dopiero drugi celny strzał w tym meczu i to wystarczyło, by pozbawić Królewskich choćby remisu.

Reklama

Trudno zresztą, żeby było inaczej, skoro obrońcy Realu pozostawili w polu karnym niepilnowanego Muriqiego, dla którego była to już 19. bramka w tym sezonie. Więcej w całej klasyfikacji strzelców LaLiga ma tylko Mbappe (23). Kosowianin wygrał dzisiaj korespondencyjny pojedynek z Francuzem i poprowadził Majorkę do sensacyjnego zwycięstwa.

Mallorca nie pokonała w tym sezonie żadnej drużyny, która przed tą kolejką plasowała się w pierwszej siódemce tabeli. Aż do dzisiaj. Real może sobie pluć w brodę podwójnie, bo konsekwencje porażki na San Moix mogą okazać się wyjątkowo kosztowne. Wieczorem kibice Królewskich będą trzymali kciuki za… Atletico, które zmierzy się w hicie kolejki z FC Barceloną. Jeśli bowiem Blaugrana pokona bandę Simeone, wówczas jej przewaga w tabeli nad drugim Realem zwiększy się do aż siedmiu punktów.

Reklama

Podczas gdy na Bernabeu kibicują swoim odwiecznym rywalom, bo już nic innego im nie zostało, na Balearach świętują nie tylko prestiżową wygraną, ale również opuszczenie strefy spadkowej. Podopieczni Demichelisa w wielkim stylu podnieśli się po porażce z Elche i teraz to oni spoglądają na bezpośredniego rywala w walce o ligowy byt z góry.

RCD Mallorca – Real Madryt 2:1 (1:0)

  • 42′ Morlanes – 1:0
  • 88′ Militao – 1:1
  • 90’+1 Muriqi – 2:1

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

2 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama