ŁKS wciąż zadziwia na wyjazdach. Coraz bliżej miejsca barażowego

Patryk Idasiak

04 kwietnia 2026, 21:39 • 6 min czytania 7

Reklama
ŁKS wciąż zadziwia na wyjazdach. Coraz bliżej miejsca barażowego

Grzegorz Szoka odwrócił ŁKS o 180 stopni – wygrywa na wyjazdach, a nie potrafi u siebie. W Łodzi jednak przynajmniej remisuje, co sprawia, że przesuwa się w tabeli coraz wyżej i miejsce barażowe jest już na wyciągnięcie ręki. Napędzający akcje Andreu Arasa może się podobać, jak i cały ŁKS wiosną. Do wyjazdowych wygranych z dwiema Poloniami i Stalą Mielec dołożył teraz pokonanie Wieczystej i swojego byłego trenera Kazimierza Moskala. 

Reklama

ŁKS vs były trener

Jesienią Wieczysta deptała po piętach Wiśle Kraków i przez kilka kolejek z rzędu zajmowała pozycję wicelidera. Ograła wtedy na Konwiktorskiej Polonię aż 6:1, a prowadził ją jeszcze Przemysław Cecherz. W końcowym etapie rundy jesiennej Krakowianie wpadli w kryzys, w który wpisała się też arcykrótka, trzymeczowa kadencja Gino Lettieriego (dwie porażki i remis).

Od 24 listopada Wieczystą prowadzi Kazimierz Moskal, który w przeszłości dwa razy z ŁKS-em awansował do Ekstraklasy – w sezonie 2018/19 oraz 2022/23, lecz w obu przypadkach był zwalniany już pracując w Ekstraklasie. W Łodzi jest miło wspominany, otrzymał nawet przydomek Kazimierz „Odnowiciel”. Kiedy przypomnimy sobie jego skład z ostatniej przygody w najwyższej lidze, to nie dziwimy się porażkom, zdecydowanie był on na ten poziom za słaby i odstawał od reszty. Teraz celem Moskala jest wprowadzenie do elity Wieczystej.

Reklama

Wieczysta w tym sezonie zwolniła dwóch trenerów, a ŁKS jednego i widać pozytywne tego skutki. Grzegorz Szoka po pierwsze odmienił grę na wyjazdach, bo to było ogromną bolączką ekipy Szymona Grabowskiego, po drugie też ten zespół ogląda się przyjemniej, a i pozycja w tabeli ruszyła w górę.

ŁKS ma świetny pożytek z prawego skrzydła

Goście z Łodzi dość aktywnie weszli w mecz – mieli rzut rożny, po którym wybijać piłkę musiał Antoni Mikułko czy też sytuację Kokiego Hinokio, który chyba powinien strzelać w pierwsze tempo, a nie próbować przekładać przeciwnika. Mógł się podobać Loffelsend, ale i wszyscy jego koledzy stosowali wysoki pressing, sprawiając kłopoty Wieczystej w rozegraniu.

Ta dominacja przełożyła się nawet na bramkę po rzucie wolnym. Mateusz Wysokiński dośrodkował, a Sebastian Rudol najwyżej wyskoczył w polu karnym. Nie mógł jednak zapisać tego gola na swoje konto, bo po długiej analizie VAR wyłapał, że znajdował się na pozycji spalonej.

Po tej sytuacji płynność i dynamika zdecydowanie ucierpiały, a coraz bardziej do głosu zaczęła dochodzić Wieczysta. Tyle że szczelnie stała obrona Łodzian, blokując chociażby próbę Maigaarda. Ale już w 24. minucie Aleksander Bobek musiał interweniować po strzale Lisandro Semedo z główki.

Reklama

Wieczysta się rozkręcała i… w tym właśnie momencie dostała bramkę w plecy. A zdobył ją ten, który mógł się podobać w odbiorach i swojej aktywności, czyli Jasper Loffelsend. Ale show skradł tu ktoś inny. Wcześniej świetnie się zastawił, trzech kolejnych piłkarzy się od niego odbijało i żaden mu piłki nie zabrał. Arasa się przy piłce utrzymał i jeszcze zagrał prostopadle do Loffelsenda.

Hiszpan zresztą zaczyna znaczyć coraz więcej – gol z Polonią (czyli oddał asystę Loffelsendowi), gol z Ruchem. Widzimy sporo tej magii Hiszpana z jesieni 2024/25.

Reklama

Bobek show w bramce

34. minuta zdecydowanie należała do Aleksandra Bobka, bo Wieczysta powinna wtedy strzelić na 1:1. Ale nie strzeliła, bo dwukrotnie świetnie interweniował bramkarz ŁKS-u. Najpierw koniuszkami palców zbił piłkę na poprzeczkę, a potem instynktownie obronił strzał z główki po rzucie rożnym gospodarzy. To nie był koniec jego popisów, bo do tego efektownie przerzucił piłkę nad poprzeczką po strzale z daleka.

Bobek miał więc cztery naprawdę efektowne interwencje do przerwy i dzięki temu ŁKS mógł się cieszyć z czystego konta.

W drugiej połowie na boisku pojawił się dobry znajomy Łodzian – Stefen Feiertag, który jesienią 2024 roku strzelił dziewięć goli dla ŁKS-u, a od sezonu 2025/26 gra w barwach Wieczystej, gdzie także imponuje skutecznością.

Złą wiadomością dla gości była na pewno kontuzja Loffelsenda, który musiał zejść z boiska w 53. minucie. To po pierwsze zdobywca bramki, po drugie piłkarz, który mógł się podobać w akcjach prawą stroną razem z Arasą. ŁKS był jednak zadowolony z przebiegu spotkania, bo skutecznie utrzymywał przeciwników z dala od swojej bramki. Efekt taki, że strzałów oglądaliśmy jak na lekarstwo.

Reklama

Ale jak już grający w Sosnowcu gospodarze doszli do sytuacji bramkowej, to Semedo zmarnował coś takiego…

… i od razu zmienił go Kazimierz Moskal. Semedo był niepilnowany na piątym metrze, wystarczyło wycelować z główki. „Okradł” tu Karola Filę z asysty. Filę, który chwilę później wyraźnie się zdenerwował i sam postanowił przylutować z ponad 20 metrów lewą nogą. Piłka drasnęła boczną siatkę, dobry to był strzał prawego obrońcy.

ŁKS z rzadka odpowiadał, ale raz zrobił to zaskakująco, kiedy Arasa na czternastym metrze przeskoczył wyższego od siebie obrońcę.

Reklama

Głównie czekali. Czekali, czekali i czekali na taką kontrę, jaka przytrafiła się w 73. minucie. To po prostu musi być gol… Arasa zagrał prostopadle do Mateusza Lewandowskiego, a ten przez pół boiska biegł sam na sam z bramkarzem i chyba nie miał już siły uderzyć, bo wykończył tę akcję fatalnie – zbyt lekko i w miejsce, w które się położył Mikułko (chyba każdy wiedział, że się tam rzuci).

Taka nieskuteczność aż prosiła się o kłopoty i dwukrotnie było blisko – najpierw Paulinho minął się z piłką, potem przy rzucie rożnym Karol Fila i Feiertag wzajemnie sobie przeszkadzali, gdy wystarczyło wepchnąć piłkę po zamieszaniu i to dosłownie z metra.

Jedna kontra ŁKS-wi nie wyszła, ale udała się inna. Fabian Piasecki zachował się zdecydowanie lepiej niż wcześniej Lewandowski. Daniel Mikołajewski mu bardzo pomógł. Bardzo źle się ustawił i po długim podaniu wyprzedził go napastnik Łodzian. Ściął z lewej strony do środka i uderzył po dalszym słupku. Dla Piaseckiego to bardzo ważna chwila, bo strzelił swojego pierwszego gola od 23 listopada, a ostatnio regularnie jest rezerwowym.

Reklama

Andreu Arasa mógł udokumentować dobry występ jeszcze golem, ale w 83. minucie uderzył z pięciu metrów w poprzeczkę. Wieczysta już wydawała się pogodzona z porażką.

Ma o czym myśleć Kazimierz Moskal, bo przegrał trzy z ostatnich czterech spotkań. A ŁKS wyprzedził w tabeli pokonanego rywala. Jakby nie patrzeć, ŁKS to przecież Rycerze Wiosny. Ograli dwie Polonie i Stal Mielec. Muszą jednak poprawić punktowanie na własnym obiekcie i baraże o Ekstraklasę wydają się całkiem realne.

CZYTAJ WIĘCEJ O BETCLIC 1. LIDZE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
7 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
23
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Betclic 1. Liga

Reklama