Magda Linette pokonała legendę! Musiała się jednak napocić

Sebastian Warzecha

06 stycznia 2026, 07:20 • 4 min czytania 0

Każdemu życzymy, żeby w wieku 45 lat był w takiej formie, jaką zaprezentowała Venus Williams w starciu z Magdą Linette. Weteranka światowych kortów – a przy okazji ich absolutna legenda – po dwóch godzinach gry nadal była w stanie rywalizować z Polką jak równa z równą. Dopiero w samej końcówce spotkania to Linette zyskała przewagę. I ostatecznie Amerykanką pokonała, choć nie miała z nią lekko.

Magda Linette pokonała legendę! Musiała się jednak napocić
Reklama

Magda Linette ograła legendę. Ale Venus Williams zaimponowała

Venus Williams w zeszłym roku wróciła na kort po dłuższej przerwie. Na tyle długiej, że wypadła nawet z rankingu WTA, choć akurat jej to przesadnie nie przeszkadzało – prawda jest taka, że Amerykanka zagra wszędzie tam, gdzie będzie chcieć, bo otrzyma dzikie karty. Dostała zresztą już taką na tegoroczne Australian Open, co oznacza, że Venus wystąpi w Australii po raz pierwszy od 2021 roku. W ostatnich latach jeśli pojawiała się w turniejach wielkoszlemowych, to głównie u siebie – w US Open.

CZYTAJ TEŻ: STARA, ALE JARA. VENUS WILLIAMS MA 45 LAT, A NA KORCIE WCIĄŻ DAJE RADĘ

Reklama

Teraz jednak postanowiła wybrać się i na drugą stronę świata. A tę podróż zaczęła od Nowej Zelandii i tamtejszego Auckland, gdzie los w pierwszej rundzie skojarzył ją z Magdą Linette. Zresztą w ostatnich pięciu spotkaniach – tyle rozegrała od powrotu na kort w zeszłym roku – to już druga Polka, z którą Venus grała. W zeszłym sezonie w drugiej rundzie turnieju w Waszyngtonie przegrała 2:6, 2:6 z Magdaleną Fręch.

Dziś ugrała znacznie więcej gemów.

Już pierwsze wymiany pokazały, że może się w tym meczu sporo dziać – najpierw to Linette miała szansę na przełamanie, a gema później okazję otrzymała Williams. Obu nie udało się ich wykorzystać. Dopiero w piątym gemie breaka zaliczyła Linette. To był zresztą słaby moment Amerykanki, która wpadła w drobny kryzys. Krótki, ale znaczący – Polka bowiem niedługo później przełamała ją po raz drugi.

Venus jednak w końcu się pozbierała i pokazała Linette, że i ona swoje potrafi. Zaczęła grać po swojemu – agresywnie, skracając wymiany. Atakowała podanie Magdy. Efekt? Przełamanie powrotne. Ale tylko jedno, na drugie nie było Amerykanki stać. Stąd to Polka wygrała pierwszego seta, 6:4.

Im dalej w mecz, tym lepiej wyglądała Williams. W drugim secie najpierw skutecznie trzykrotnie utrzymała swój serwis, a w końcu zdołała nawet przełamać Polkę. Co prawda breaka zaraz straciła, ale było to spore ostrzeżenie dla Linette – Venus wysyłała sygnał, że gotowa jest nie tylko wyjść na kort i zagrać, ale też na poważnie powalczyć o zwycięstwo. I faktycznie powalczyła. Bo choć Linette stan rywalizacji wyrównała, to po chwili znów była w tarapatach, bo Amerykanka wypracowała sobie dwie piłki setowe.

I wykorzystała pierwszą z nich. Niespodzianka – wygranie przez Venus seta – stała się faktem. A do sensacji – wygrania meczu – brakowało już tylko seta.

W dodatku na starcie trzeciej partii to Williams była bliżej kolejnego przełamania. W czwartym gemie miała nawet dwa break pointy, ale Linette zdołała się wybronić. I ten długi gem był najwyraźniej punktem zwrotnym – po nim Venus już się nie podniosła. Chwilę później oddała podanie, potem przydarzyło jej się to jeszcze raz. Polka z kolei przy swoim serwisie miała jeszcze problemy w szóstym gemie, ale kolejny obroniony break point sprawił, że najpierw wypracowała przewagę, a potem ją potwierdziła.

I ostatecznie wygrała, choć spędziła na korcie więcej czasu, niż mogła się spodziewać. Polka i Amerykanka grały bowiem 2 godziny i 13 minut, a Venus pokazała, że nadal może zagrozić młodszym i znacznie wyżej notowanym rywalkom.

Magda Linette – Venus Williams 6:4, 4:6, 6:2

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

0 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Koszykówka

Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela

AbsurDB
2
Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela
Reklama

Polecane

Koszykówka

Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela

AbsurDB
2
Na boisku pozostał jeden koszykarz. Walkower dla klubu z Izraela
Reklama
Reklama