Luke Littler jest nie do zatrzymania. Obronił tytuł mistrza świata

Sebastian Warzecha

03 stycznia 2026, 22:52 • 4 min czytania 4

Można analizować. Zastanawiać się. Myśleć o mocnych stronach rywala i problemach Luke’a Littlera. A potem przychodzi do samego spotkania i nagle okazuje się, że przy tarczy na Littlera nie ma mocnych. Anglik znów zagrał fenomenalne spotkanie i w pełni zasłużenie obronił tytuł mistrza świata. Przypomnijmy: on nie ma jeszcze 19 lat!

Luke Littler jest nie do zatrzymania. Obronił tytuł mistrza świata
Reklama

Luke Littler obronił tytuł. Genialna gra Anglika

Gian van Veen wydawał się być ciekawym kandydatem na przerwanie serii Littlera – który bierze udział w mistrzostwach świata PDC po raz trzeci i przegrał tylko raz, w finale z roku 2024. Takie głosy miały swoje uzasadnienie. Van Veen grał genialny turniej, w ćwierćfinale z Lukiem Humphriesem – głównym kandydatem do mistrzostwa obok Littlera – i w półfinale z Garym Andersonem prezentował się przy tarczy fantastycznie. A Littler – mimo że wygrywał gładko – zdawał się dawać rywalom szanse. Do tego van Veen już trzykrotnie w karierze z nim wygrywał.

Ten finał jednak miał być historyczny bez względu na wynik. Przy tarczy stanęli niespełna 19-latek (Littler) i 23-latek (GVV), co oczywiście czyniło ich starcie najmłodszym finałem mistrzostw w dziejach. Idzie młodość, można było mówić. Tyle że w przypadku Littlera ta młodość już nadeszła, dobre dwa lata temu. Van Veen – mimo że starszy – długo się rozkręcał, miał swoje problemy. Ale wreszcie doszedł na największą scenę.

Reklama

CZYTAJ TEŻ: GIAN VAN VEEN. SREBRNE DZIECKO DARTA PO PRZEJŚCIACH

Na niej jednak nie miał szans. Po prostu.

Jasne, zaczął od wygrania seta. To była zresztą nerwowa partia, obaj popsuli kilka podwójnych, ale lepiej zamknął to wszystko Holender. Zastanawialiśmy się wtedy, czy to aby nie oznaka tego, że faktycznie może być van Veen rywalem dla Littlera. Jak się okazało – nie była. Choć początek drugiego seta też zwiastował kłopoty Anglika. Gian co prawda nie radził sobie najlepiej na dystansie, nie dorzucał przesadnie dobrej punktacji, ale fantastycznie radził sobie na finiszach – zamknął w tej drugiej partii najpierw 144, a potem 127.

Co mu to dało? Absolutnie nic. Seta wygrał bowiem Littler, zgarniając trzy legi z rzędu. I od tego momentu nie było na niego mocnych.

Przy czym nie tyle wypada, a należy podkreślić, że Gian van Veen nie grał źle. Ba, możliwe, że na każdego innego rywala taka postawa by wystarczyła. Było w jego grze trochę mankamentów: sporo (jak na niego) podejść bez potrójnych, gorsza niż w poprzednich rundach postawa na podwójnych. To było decydujące. Ale nie zmieniło to faktu, że nadal rzucał na średniej ponad 100 punktów, a to znakomity wynik… o ile nie grasz z Lukiem Littlerem. Bo on dorzucił znacznie wyższą średnią, to raz. A dwa – od pewnego momentu genialnie zamykał legi, właściwie nie dawał Holendrowi szans.

Tu big fish (170), tam kilka razy wysokie finisze z ponad stu punktów – było tego mnóstwo. Do tego świetnie otwierał legi – co prawda nigdy nie rzucił dziewiątej lotki, ale ta dziewiątka przy jego nazwisku pojawiała się po pierwszym podejściu mnóstwo razy. A Gian van Veen to wszystko obserwował i zdawało się, że z każdym legiem coraz bardziej traci chęć na to, by przy tej tarczy się znaleźć. Holender w dodatku skaleczył się w palec, zostawiając nawet trochę krwi na tarczy (ta została wymieniona po legu), no nic nie szło po jego myśli.

Biorąc pod uwagę scenariusz tego meczu, właściwie od pewnego momentu Gian zdawał się czekać na koniec. I ten koniec dostał szybko. Littler oddał mu jednego seta, a finalnego lega zamknął znakomitym finiszem ze 147 punktów. Zero wątpliwości. Zero jakichkolwiek przestojów.

Po prostu mistrzostwo. Drugie z rzędu.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o darcie na Weszło:

4 komentarze

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”

Braian Wilma
0
Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”
Hiszpania

Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar

Braian Wilma
0
Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar
Hiszpania

Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar

Braian Wilma
0
Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar
Reklama

Polecane

Anglia

Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”

Braian Wilma
0
Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”
Hiszpania

Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar

Braian Wilma
0
Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar
Hiszpania

Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar

Braian Wilma
0
Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar
Reklama
Reklama