Świetny debiut polskiej tenisistki! Jest druga runda Australian Open

Sebastian Warzecha

19 stycznia 2026, 06:47 • 4 min czytania 9

Świetny debiut polskiej tenisistki! Jest druga runda Australian Open

Linda Klimovicova polskie obywatelstwo ma od października 2024 roku i z każdym kolejnym miesiącem staje się to coraz lepszą wiadomością dla naszego tenisa. W styczniu 2026 roku Linda najpierw bowiem awansowała do drabinki głównej Australian Open – notując tym samym wielkoszlemowy debiut – a potem wygrała mecz otwarcia. Choć pomogły jej w tym problemy rywalki.

Reklama

Linda Klimovicova gra dalej! Polka w II rundzie Australian Open

Klimovicova uchodziła długo za jeden ze sporych talentów czeskiego tenisa, jednak od pewnego momentu coraz więcej grała w Polsce – czy to w naszej lidze, czy w organizowanych tu turniejach. Sama wspominała, że w Bielsku-Białej – gdzie z czasem zamieszkała – miała lepsze warunki do treningów i po prostu się zadomowiła. W efekcie – po staraniach jej własnych oraz jej klubu – otrzymała polskie obywatelstwo i zaczęła grać pod naszą flagą. Pod koniec zeszłego roku po raz pierwszy reprezentowała Polskę w Pucharze Billie Jean King Cup.

CZYTAJ: LINDA KLIMOVICOVA. CZESZKA, KTÓRA WYBRAŁA POLSKĘ

Reklama

Teraz po raz pierwszy zagrała w drabince głównej wielkoszlemowego turnieju. W dodatku poszczęściło jej się w losowaniu – trafiła na Francescę Jones.

Owszem, Brytyjka w ostatnim czasie rozegrała kilka solidnych spotkań, notując dobre wyniki. Jednak biorąc pod uwagę wszelkie możliwości, to Linda trafiła na przeciwniczkę w jej zasięgu, 69. na świecie. Jones nie notowała do tej pory wielkich sukcesów w turniejach WTA – choć w przeszłości była jedną z czołowych juniorek świata – natomiast jest rozpoznawalna z powodu… choroby. Urodziła się bowiem z zespołem EEC, schorzeniem genetycznym, przez którym każdej jej dłoni brakuje jednego palca (nie ma też trzech palców u nóg).

Każdy, kto trzymał rakietę tenisową i próbował w swoim życiu odnaleźć się na korcie, może się domyślić, o ile trudniej robić to, mając w ten sposób ograniczony chwyt. Sam fakt więc, że Jones jest w najlepszej setce, jest tym bardziej – bo to przecież osiągnięcie dla każdego – godny docenienia.

Docenienie to jedno, ale drugie to fakt, że dziś akurat życzyliśmy jej porażki. Dlaczego? Bo chcieliśmy, by Linda Klimovicova poszła w ślady Magdaleny Fręch oraz Magdy Linette, które zgodnie wygrały swoje mecze I rundy. Na starcie meczu Linda miała jednak problemy – już w drugim gemie musiała bronić się przed przełamaniem. Zrobiła to i niedługo potem to ona przełamała rywalkę, przy drugiej wypracowanej przez siebie okazji. Nie poprzestała na tym jednak – najpierw obroniła serwis, potem dołożyła drugiego breaka, a na koniec raz jeszcze sama wybroniła się przed przełamaniem i skończyła seta dwoma asami serwisowymi!

Klimovicova imponowała w tamtym momencie dojrzałą, pewną grą. Jones z kolei poprosiła w przerwie między setami o pomoc fizjoterapeutów. Otrzymała ją i udało jej się wygrać pierwszego oraz trzeciego gema tego seta. Przy stanie 2:2 jednak po raz kolejny w meczu dała się przełamać – i to do zera – a gdy usiadła na ławeczce, znów poprosiła o pomoc medyczną. Doskwierała jej dolna część pleców, na tyle, że zdarzyło jej się nawet krzyknąć z bólu.

Po krótkiej interwencji medycznej Brytyjka uznała, że nie zdoła dokończyć spotkania. Pierwsza wygrana Klimovicovej w turnieju wielkoszlemowym przyszła więc po kreczu rywalki, ale wydaje się, że i bez niego Linda doprowadziłaby to spotkanie do końca. Znajdowała się przecież w doskonałej sytuacji.

Teraz przed Polką znacznie trudniejsze wyzwanie – mecz z Eliną Switoliną. Ukrainka to turniejowa „12”, tenisistka z najwyższej półki. Linda może więc śmiało uznać, że swoje już w tym turnieju zrobiła i po prostu cieszyć się grą w starciu z dużo bardziej renomowaną rywalką.

Linda Klimovicova – Francesca Jones 6:2, 3:2 (krecz)

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Feio o Koronie, historii i pączkach. „Wiemy, jaką społeczność reprezentujemy”

Szymon Janczyk
3
Feio o Koronie, historii i pączkach. „Wiemy, jaką społeczność reprezentujemy”
Reklama

Polecane

Ekstraklasa

Feio o Koronie, historii i pączkach. „Wiemy, jaką społeczność reprezentujemy”

Szymon Janczyk
3
Feio o Koronie, historii i pączkach. „Wiemy, jaką społeczność reprezentujemy”
Liga Narodów

Czas na losowanie Ligi Narodów! Powrót do elity czy lot do Dywizji C?

AbsurDB
10
Czas na losowanie Ligi Narodów! Powrót do elity czy lot do Dywizji C?
Reklama
Reklama