Lewandowski zamknął temat. Barcelona w TOP8 Ligi Mistrzów!

Szymon Janczyk

28 stycznia 2026, 23:23 • 4 min czytania 0

Lewandowski zamknął temat. Barcelona w TOP8 Ligi Mistrzów!

Gol, wywalczony rzut karny i FC Barcelona unika baraży, dodatkowego spotkania – melduje się od razu w gronie szesnastu najlepszych drużyn Ligi Mistrzów. Można mówić, że „to tylko FC Kopenhaga”, można wyliczać, ile szans potrzebował, żeby tak to się skończyło, ale fakty są takie, że Robert Lewandowski w kluczowym dla Barcelony meczu znów był decydujący.

Reklama

Wcale nie tak wiele brakowało przecież, żeby mecz z „tylko Kopenhagą” na Camp Nou okazał się koszmarem. To, że duński mistrz szybko objął prowadzenie, to jedno. Istotniejsze, że schemat, w którym goście ruszają z szybkim atakiem i posyłają świetnie podanie za/między obrońców, powtarzał się i długo nie dawał Barcelonie złapać wytchnienia, nabrać spokoju.

Liga Mistrzów. Nastoletni Viktor Bjarki Dadason z FC Kopenhaga błysnął w Barcelonie

Sposób, w jaki FC Kopenhaga otworzyła wynik, był zdumiewający pod wieloma względami. Nie można było się spodziewać ani tego, że Mohamed Elyounoussi dostrzeże uliczkę rodem z klasyka w wykonaniu Bohdana Łazuki. Nie można było też zakładać, że Viktor Bjarki Dadason okaże się takim kozakiem, że absolutnie na chłodno oceni sytuację, perfekcyjnie ucieknie stoperom i bezbłędnie wymierzy karę za gapiostwo.

Reklama

Dadason przy okazji złamał ciekawy rekord. Został najmłodszym strzelcem w pucharach w historii Camp Nou. Skaut FCK na Islandię powinien zostać przez duński klub ozłocony:

  • siedem lat temu znalazł tam Hakona Arnara Haraldssona, którego opędzlowano potem za piętnaście baniek;
  • sześć lat temu znalazł tam Orriego Oskarssona, który został sprzedany za dwadzieścia milionów i pobił rekord klubu;
  • dwa lata temu wrócił po Viktora Dadasona, który ma siedemnaście lat i już trzy gole w Lidze Mistrzów.

Gdy Dadason przyszedł na świat, Robert Lewandowski za moment miał zacząć pierwszy sezon w Lechu Poznań. Teraz ten chłopaczek mógł się uśmiechnąć i zaprosić napastnika Barcelony na treningi wyrównawcze w wykorzystywaniu sytuacji. Pięć minut po tym, jak Islandczyk wyśmienitym strzałem dał Kopenhadze prowadzenie, Polak koncertowo zaprzepaścił podobną okazję, przegrywając pojedynek z Dominikiem Kotarskim.

FC Kopenhaga długo się broniła. FC Barcelona biła głową w ścianę

Leszek Miller zauważył kiedyś jednak, że mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy. I na koniec to goście z Kopenhagi okazali się chłopcami, którzy do oponenta rzucić mogą co najwyżej: kończ waść, wstydu oszczędź.

Bo Robert Lewandowski pomylić może się raz czy dwa (Kotarski dwukrotnie uprzedził go po podaniach Yamala), lecz w końcu zrobi to, co do niego należy.

Lamine Yamal w meczu FC Barcelona FC Kopenhaga

Kopenhaga i tak broniła się dzielnie. Robił to głównie Kotarski, któremu wyrosła trzecia, czwarta i piąta ręka, bo chyba tylko tak można wytłumaczyć to, że przez czterdzieści pięć minut odbijał absolutnie wszystko, co leciało w jego kierunku. Nawet gdy rykoszet zmieniał tor lotu piłki, Chorwat wyciągał się i parował ją za linię końcową boiska.

Nie przełamał tego Raphinha, zabierając Lewandowskiemu potencjalną błyskotliwą asystę. Nie przełamał Eric Garcia, który obił obramowanie. Bramkarz mógł jednak tylko wbić rozczarowane spojrzenie w kolegów z szatni, którzy nie potrafili zamknąć akcji tym jednym, najważniejszym podaniem. Pewnie wiedział wtedy, że długo tak nie pociągnie.

Robert Lewandowski zrobił robotę. Gol, rzut karny i FC Barcelona w TOP8 Ligi Mistrzów

I nie pociągnął. Dominik Kotarski zdołał heroicznie wybronić jeszcze dwa strzały po przerwie. Z trzecim sobie nie poradził, nie miał prawa. Lamine Yamal dostał genialne, prostopadłe podanie, błyskawicznie odstawił obrońców i – ścinając w kierunku bramki – ściągnął na siebie uwagę golkipera po to, żeby wystawić piłkę do pustej bramki Lewandowskiemu. Lewandowski nie zawiódł.

 

Yamal potem wykorzystał to, że obrońcy mistrza Danii próbowali przyjmować ciosy na siebie. Kopnął, obił nogę i obserwował, jak piłka wpada za kołnierz Kotarskiego. Wreszcie Lewandowski zdołał we właściwy sposób skleić futbolówkę do ciała w polu karnym, przymierzyć i… paść na ziemię. Żadna powtórka nie sprawiła, że mamy pewność co do słuszności podyktowania jedenastki.

Wyglądało to bardziej tak, jakby Polak wiedział, że strasznie spartolił to, co powinien strzelić sam, więc zawył, rzucił się i zamienił błąd w korzyść. Skoro sprawdził to także VAR, trzeba uwierzyć, że kontakt faktycznie był. W każdym razie: Barcelona w tym momencie pozamiatała temat i zamknęła mecz dzięki bramce i – w uproszczeniu – asyscie polskiego napastnika.

To, że Marcus Rashford kąśliwym strzałem z rzutu wolnego podwyższył wynik, było już tylko liściem mięty na deserze. Wygląda on z nią ładniej, przyjemniej, ale efekt końcowy byłby taki i bez niego.

FC Barcelona – FC Kopenhaga 4:1 (0:1)

  • 0:1 – Viktor Bjarki Dadason 4′
  • 1:1 – Robert Lewandowski 48′
  • 2:1 – Lamine Yamal 60′
  • 3:1 – Raphinha 68′ (rzut karny)
  • 4:1 – Marcus Rashford 85′

WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

fot. Newspix

0 komentarzy

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama