Legia w tym sezonie nie ma szczęścia do napastników. Nie dość, że snajperzy Wojskowych – delikatnie mówiąc – nie grzeszą przesadną skutecznością pod bramką, to na dodatek nie omijają ich problemy zdrowotne. Do kontuzjowanego Jeana Pierre-Nsame dołączył teraz Antonio Colak.
Colak może mówić o sporym pechu. Chorwat wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Cracovią (1:0), dopiero po raz drugi za kadencji Marka Papszuna, jednak już w 24. minucie był zmuszony opuścić boisko. Powód? Uraz mięśniowy bez kontaktu z przeciwnikiem.
Trener Legii wypowiedział się o stanie zdrowia swojego podopiecznego na pomeczowej konferencji prasowej. – W tym tygodniu miał lekkie problemy z Achillesem. Udało się to opanować, ale uraz powrócił i był już bardziej odczuwalny, dlatego nie mógł kontynuować gry. Na szczęście nie doszło do zerwania, więc to jest pozytywna informacja w tej sytuacji – przyznał.
Jak to w futbolu bywa, nieszczęście jednego okazuje szczęściem drugiego. Colaka na murawie zastąpił Mileta Rajović, który zaliczył prawdziwe wejście smoka. Duńczyk już kilka minut później wpisał się na listę strzelców i wreszcie przerwał strzelecką niemoc. Najdroższy w historii piłkarz Legii na gola w Ekstraklasie czekał dokładnie… 5 miesięcy i 9 dni.
Legia Warszawa. Problemów z napastnikami ciąg dalszy
Problemy zdrowotne nawiedziły Colaka w najgorszym dla niego momencie. Chorwat w rundzie wiosennej był na fali wznoszącej, po tym jak ustrzelił dublet na wagę remisu z Arką (2:2) i wywalczył nawet miejsce w podstawowym składzie.
Przy Łazienkowskiej generalnie w tym sezonie mogą narzekać na klęskę urodzaju w ataku. Na początku sezonu błyszczał Jean Pierre-Nsame, lecz w sierpniu zerwał Achillesa i od tamtej pory w dalszym ciągu nie jest w pełni sił, choć jego powrót zbliża się wielkimi krokami. Docelowo jednak pierwsze skrzypce na pozycji numer dziewięć miał grać Rajović – ekhm, no właśnie, miał. Jeszcze latem w trybie awaryjnym sprowadzono wspomnianego Colaka, który początkowo też nie grzeszył skutecznością, a gdy już zaczął trafiać – rozsypał się. Zanim to jednak nastąpiło, Legia zimą w akcie desperacji musiała się posiłkował transferem Rafała Adamskiego z pierwszoligowej Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
Niemniej jednak, Legia w ostatnim czasie powoli zaczęła wychodzić na prostą. Pod wodzą Papszuna nie przegrała pięciu meczów z rzędu, a po zwycięstwie z Cracovią w końcu opuściła strefę spadkową. W następnym spotkaniu Wojskowi zmierzą się z Radomiakiem, w którym – nawiasem mówiąc – wybuchła niezła afera. W roli głównej nie kto inny jak Goncalo Feio. Więcej o radomskim pojedynku na pięści trenera z lokalnym politykiem przeczytacie TUTAJ.
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Lokalny polityk zaatakował trenera. Feio uderzony przez radnego!
- Papszun o przełamaniu Rajovicia: Udało się do niego dotrzeć
- Rajović wcelował do bramki. I to wystarczyło do ogrania Cracovii
Fot. 400mm.pl