Napastnik Legii kontuzjowany. „Problemy z Achillesem”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

09 marca 2026, 11:21 • 3 min czytania 8

Reklama
Napastnik Legii kontuzjowany. „Problemy z Achillesem”

Legia w tym sezonie nie ma szczęścia do napastników. Nie dość, że snajperzy Wojskowych – delikatnie mówiąc – nie grzeszą przesadną skutecznością pod bramką, to na dodatek nie omijają ich problemy zdrowotne. Do kontuzjowanego Jeana Pierre-Nsame dołączył teraz Antonio Colak. 

Colak może mówić o sporym pechu. Chorwat wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Cracovią (1:0), dopiero po raz drugi za kadencji Marka Papszuna, jednak już w 24. minucie był zmuszony opuścić boisko. Powód? Uraz mięśniowy bez kontaktu z przeciwnikiem.

Trener Legii wypowiedział się o stanie zdrowia swojego podopiecznego na pomeczowej konferencji prasowej. – W tym tygodniu miał lekkie problemy z Achillesem. Udało się to opanować, ale uraz powrócił i był już bardziej odczuwalny, dlatego nie mógł kontynuować gry. Na szczęście nie doszło do zerwania, więc to jest pozytywna informacja w tej sytuacji – przyznał.

Jak to w futbolu bywa, nieszczęście jednego okazuje szczęściem drugiego. Colaka na murawie zastąpił Mileta Rajović, który zaliczył prawdziwe wejście smoka. Duńczyk już kilka minut później wpisał się na listę strzelców i wreszcie przerwał strzelecką niemoc. Najdroższy w historii piłkarz Legii na gola w Ekstraklasie czekał dokładnie… 5 miesięcy i 9 dni.

Reklama

Legia Warszawa. Problemów z napastnikami ciąg dalszy

Problemy zdrowotne nawiedziły Colaka w najgorszym dla niego momencie. Chorwat w rundzie wiosennej był na fali wznoszącej, po tym jak ustrzelił dublet na wagę remisu z Arką (2:2) i wywalczył nawet miejsce w podstawowym składzie.

Przy Łazienkowskiej generalnie w tym sezonie mogą narzekać na klęskę urodzaju w ataku. Na początku sezonu błyszczał Jean Pierre-Nsame, lecz w sierpniu zerwał Achillesa i od tamtej pory w dalszym ciągu nie jest w pełni sił, choć jego powrót zbliża się wielkimi krokami. Docelowo jednak pierwsze skrzypce na pozycji numer dziewięć miał grać Rajović – ekhm, no właśnie, miał. Jeszcze latem w trybie awaryjnym sprowadzono wspomnianego Colaka, który początkowo też nie grzeszył skutecznością, a gdy już zaczął trafiać – rozsypał się. Zanim to jednak nastąpiło, Legia zimą w akcie desperacji musiała się posiłkował transferem Rafała Adamskiego z pierwszoligowej Pogoni Grodzisk Mazowiecki.

Niemniej jednak, Legia w ostatnim czasie powoli zaczęła wychodzić na prostą. Pod wodzą Papszuna nie przegrała pięciu meczów z rzędu, a po zwycięstwie z Cracovią w końcu opuściła strefę spadkową. W następnym spotkaniu Wojskowi zmierzą się z Radomiakiem, w którym – nawiasem mówiąc – wybuchła niezła afera. W roli głównej nie kto inny jak Goncalo Feio. Więcej o radomskim pojedynku na pięści trenera z lokalnym politykiem przeczytacie TUTAJ.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. 400mm.pl

Reklama
8 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa