Daniel Myśliwiec mówił przed meczem, że Lech gra przewidywalnie i trzeba stwierdzić, że te słowa mu się sprawdziły – Piast przegrał przy Bułgarskiej 0:3 wiosną poprzedniego sezonu i teraz przegrał takim samym wynikiem. Pierwsza część meczu zapowiadała wyrównane starcie, ale po przerwie goście zgaśli. I finalnie znów zebrali w Poznaniu bolesny oklep.
Bez cienia przesady, po pierwszej połowie myśleliśmy sobie, że jeśli tak to ma wyglądać przez resztę sezonu, to chyba czas zapisywać sobie w kalendarzu mecze Piasta. Tydzień po kapitalnym widowisku stworzonym do spółki z Wisłą Kraków, ekipa Daniela Myśliwca znów zagrała mecz, w którym działo się sporo – tym razem z Lechem w Poznaniu. Różnica taka, że tym razem piłka niespecjalnie chciała wpadać do bramki. No i przede wszystkim Piastowi starczyło paliwa tylko na 45 minut.
Lech rozbił Piasta. Zabójcza druga połowa Kolejorza
O pierwszej części meczu wszystko mówi statystyka strzałów – łącznie mieliśmy ich aż 21, to tylko jeden mniej niż oglądaliśmy do przerwy we wspomnianym meczu Piasta z Wisłą. Tyle że wtedy połowa była celna i padły z tego trzy gole. A przy Bułgarskiej zawodnicy obu drużyn wcelowali w bramkę tylko cztery razy i ani razu tak, by pokonać bramkarza.
A po obu stronach mieliśmy sytuacje stuprocentowe, przed zmianą stron spokojnie powinno być co najmniej 1:1. W przypadku Lecha pomylił się Walemark – świetnie powalczył o piłkę i całkiem łatwo poradził sobie z Vallejo, natomiast gdy już stanął oko w oko z Grilem, to uderzył prosto w niego. Jeśli chodzi o Piasta, to samo możemy napisać o Ntamachu. Francuz świetnie wyszedł sam na sam z Lisem, ale podobnie jak wcześniej Szwed, strzelił w bramkarza.
W każdym razie oglądało się to dobrze, o ile zgadzamy się, że niezbyt ekscytujące jest przyglądanie się żelaznej dyscyplinie w defensywie. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby gościom po przerwie nie odcięło prądu.
Druga połowa toczyła się już bowiem pod dyktando Lecha. Gracze Frederiksena wyraźnie przeważali, dalej tworzyli sobie okazje, aż wreszcie wprowadzony z ławki Mikael Ishak dostał patelnię, z której nie mógł nie skorzystać. Hakans przyzwyczaił już, że nie ma wielu atutów czysto piłkarskich, ale szybkość ma nieprzeciętną. W pierwszej połowie Fin był właściwie niewidoczny. W drugiej, gdy piłka trafiła do niego w polu karnym rywala, niespecjalnie wiedział co z nią zrobić. Za to gdy trzeba po prostu dodać gazu i odsadzić przeciwnika na dystansie, to sprawdza się świetnie. Tym razem skrzydłowy świetnie urwał się Twumasiemu, pociągnął z piłką pod szesnastkę Piasta, a potem zagrał do kapitana Lecha, któremu pozostało już tylko dopełnić formalności.
Gliwiczanie nie mieli argumentów, by na to odpowiedzieć. W pierwszej połowie bili się z Kolejorzem jak równy z równym, ale w drugiej tylko raz zmusili Lisa do wysiłku. Przy jednobramkowej stracie gracze Myśliwca mogli jeszcze liczyć, że jakoś, nawet przypadkowo, uda się wyszarpać remis, ale gol Karola Delikata na 2:0 zamknął sprawę. Swoją drogą młodzieżowiec zaliczył istne wejście smoka – jego pierwszy kontakt z piłką po wejściu na boisko to właśnie trafienie do siatki po znakomitym dośrodkowaniu Palmy. A dodajmy, że dla 18-latka z Akademii Lecha to był debiut w pierwszej drużynie.
Tutaj warto wspomnieć, że tak jak Piastowi zmiany kompletnie nie pomogły (Twumasi zawalił przy pierwszym golu, Sanca i Lokilo nic nie wnieśli), tak u gospodarzy to właśnie one zrobiły robotę. Poza wspominanymi Ishakiem i Delikatem świetną robotę zrobili też Rodriguez i Sayyadmanesh. I ostatecznie obaj spuentowali swój występ konkretami – Hiszpan po zagraniu Gumnego (też zmiennika) wygrał pojedynek biegowy z Lewickim, a potem wystawił piłkę na strzał Irańczykowi. Ten nie dał najmniejszych szans Grilowi.
Trudno o przyjemniejszy wieczór dla Lecha. Niels Frederiksen zarotował składem, a i tak zanotował przekonujące zwycięstwo, które powinno pomóc drużynie zbudować pewność siebie przed rewanżem z KI Klaksvik w eliminacjach Ligi Europy. A Piast, cóż, na razie wyrasta na jedną z najsłabszych defensyw ligi. I, jak widać, nie zawsze będzie mu się to udawało przykryć ofensywą.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix