Tak wiemy, sytuacja Lecha przed rewanżowym starciem z Szachtarem do najłatwiejszych nie należy. W pierwszym spotkaniu całkowicie zasłużenie przegrał 1:3 i jeśli mielibyśmy osądzać tylko na podstawie tego, co tam widzieliśmy, to powiedzielibyśmy, że nie ma najmniejszych szans na odrobienie strat i awans do ćwierćfinału. Postanowiliśmy jednak pójść nieco pod prąd i poszukać argumentów przemawiających za tym, że mistrzowie Polski przy Reymonta jeszcze mocno postraszą swoich rywali.
Stawiasz 2 zł na gola Rakowa z Fiorentiną i zgarniasz bonus 350 zł za trafiony typ – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczy
Liga Konferencji. Dlaczego Lech Poznań odrobi straty z Szachtarem?
Spis treści
- Liga Konferencji. Dlaczego Lech Poznań odrobi straty z Szachtarem?
- Powód pierwszy: Lech drugi raz tak słabo nie zagra
- Powód drugi: Lech wygrał w Lubinie, czyli jest na fali wznoszącej
- Powód trzeci: Rewanż nie jest rozgrywany w Turcji
- Powód czwarty: Lech w europejskich dwumeczach jest lepszy na wyjazdach
Powód pierwszy: Lech drugi raz tak słabo nie zagra
Można mówić o zawodnikach Szachtara, że jeden kupiony za 10 milionów euro, drugi za 12, trzeci to w ogóle nadzieja brazylijskiej piłki, a czwarty to etatowy reprezentant Ukrainy. Wszystko się zgadza, ale to tylko jedna ze składowych na wynik pierwszego spotkania. Przede wszystkim to podopieczni Nielsa Frederiksena kompletnie nie przypominali siebie z najlepszych meczów.
Mimo strzelonego gola fatalny tamtego wieczoru był Mikael Ishak, który – jak nie on – notował kolejne straty i nieudane zagrania. Nie lepsi byli Joel Pereira, Leo Bengtsson, Timothy Ouma – w jego przypadku to akurat żadne zaskoczenie – Antoni Kozubal i tak dalej można byłoby wymieniać. Jedyni zawodnicy bez negatywnego udziału w tym meczu to Radosław Murawski i Alex Douglas. Obaj kontuzjowani, tylko przyglądali się występowi kolegów.
Nikt na boisku nie podpala tak, jak Timothy Ouma [KOMENTARZ]
Zwyczajnie, to nie był dzień Lecha, nie zgadzało się nic. Obrona była tragiczna, przeciekająca i co chwilę popełniająca proste błędy. Atak nie był lepszy, bowiem poza kilkunastominutowym fragmentem drugiej połowy, zagrożenie pod bramką Szachtara praktycznie nie istniało. To nic, że zespół Frederiksena przegrał z Szachtarem, bo w takiej dyspozycji poległby z wieloma ekipami nawet ze znacznie niższej półki.
I właśnie, można zapytać, jakim cudem to jest dla nas powód do optymizmu? Takim, że nie ma możliwości i takiej siły, że Lech drugi raz na przestrzeni tygodnia zagra tak słabe spotkanie. Tak bardzo słabe. Oczywiście, jest to zespół z pewnymi problemami, ale jego średnia forma jest o wiele, wiele wyższa od tej, którą zaprezentował w poprzedni czwartek przy Bułgarskiej. Nie umniejszając w żaden sposób rywalowi, to przy Lechu, grającym na poziomie ze swoich lepszych meczów tego roku, wynik dla Szachtara mógłby być znacznie mniej korzystny.
Można szukać różnych powodów, dlaczego w Poznaniu coś mistrzom Polski ewidentnie nie zagrało, ale mamy przekonanie, że taki odchył od normy drugi raz się nie wydarzy i przy Reymonta w Krakowie zobaczymy ten sam zespół, ale w kompletnie innym wydaniu.

Powód drugi: Lech wygrał w Lubinie, czyli jest na fali wznoszącej
Jeszcze przed rozpoczęciem pracy Nielsa Frederiksena w Polsce, z Danii można było usłyszeć opinie, że zespoły tego trenera grają bardzo nieregularnie, niczym rollercoaster ich forma szybuje w górę i w dół. Przykładowo, jego Broendby kiedyś odniosło zwycięstwo w czterech meczach z rzędu, trzy następne przegrało, a kolejne cztery znów wygrało. Takie wahania formy były normą, a teraz w Lechu widzimy coś bardzo podobnego.
Mistrz Polski rok zaczął od dwóch porażek, a następnie zaliczył sześć kolejnych wygranych – cztery w lidze, dwie w Lidze Konferencji – i większość z nich w efektownym lub przynajmniej niezłym stylu. Lech był mega rozpędzony, grał na trzech frontach, a dublet i półfinał Ligi Konferencji dla kibiców wydawało się formalnością. Aż nastąpiło załamanie. Pożegnanie z Pucharem Polski, porażka z Widzewem i Szachtarem. Lech w dołku.
Trzy dni po tym fatalnym występie z Ukraińcami pojechał na teren lidera, do Lubina. I co? Wygrał i pozwolił rywalom na zaledwie jeden celny strzał. Co najważniejsze w kontekście rewanżu w 1/8 finału europejskich pucharów, w pierwszej połowie wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać, by pokonać Szachtara. Po przerwie nieco osłabł, ale raczej można to zrzucić na kark zmęczenia. Korzystny wynik i tak dowiózł.
Lech pokazał Zagłębiu, jak powinien grać lider
Biorąc pod uwagę powtarzalność serii Lecha, dochodzimy do prostego wniosku. Teraz na swoim wykresie jest w tym miejscu, gdy idzie do góry. Ewidentnie znów łapię formę, w czym jeszcze mocno pomoże zastrzyk pozytywnych emocji i pewności siebie po pokonaniu – bądź co bądź – lidera.
Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore
Powód trzeci: Rewanż nie jest rozgrywany w Turcji
Jeszcze przed pierwszym meczem obu drużyn trener Szachtara, Arda Turan stwierdził: – Zapytałem Darijo Srnę, czy byłoby to możliwe, gdyby UEFA wyraziła na to zgodę… Powiem szczerze – nie chciałbym rozgrywać dwóch meczów, w tym nominalnego meczu u siebie, w Polsce z polską drużyną. Gdyby było to technicznie wykonalne, chcielibyśmy rozegrać mecz na stadionie Goztepe w Izmirze [w Turcji]. To bardzo piękny stadion, piękne miasto i drużyna z długą tradycją. Dlatego, jeśli technicznie będzie to wykonalne, jestem pewien, że byłaby to dla nas bardzo dobra okazja, aby uniknąć dwukrotnego meczu z polską drużyną na ich ojczystej ziemi.
Trener Szachtara nie chce grać z Lechem w Krakowie
Wiadomo, słowa absurdalne pod tym kątem, że Szachtar, decydując się na grę w europejskich pucharach w Krakowie, musiał się liczyć z tym, że trafi na któryś z polskich zespołów i nie będzie mógł ot tak zmienić sobie stadionu. Tylko że w pewnym sensie Turek miał rację. To przewaga po stronie Lecha. Gdyby po 1:3 miał polecieć na rewanż do Izmiru, szanse na odrobienie strat byłyby mniejsze, niż w przypadku znacznie krótszego wyjazdu do Krakowa.
I nawet nie do końca chodzi tylko o – również istotne – kwestie zmęczenia bardziej wymagającą podróżą. Rzeczywiście mistrz Polski będzie mógł się poczuć, jakby drugi raz rozgrywał mecz domowy. Na wyjazd do Krakowa wybiera się wielu kibiców z Poznania – raczej będzie można ich liczyć nie w setkach, a w tysiącach – a nie zabraknie też fanów Cracovii, chcących wesprzeć zaprzyjaźniony klub oraz zwykłych sympatyków polskiej piłki, którzy z takim samym nastawieniem przyszliby na stadion jeśliby to chodziło o Raków, Jagiellonię, Legię czy którąkolwiek z innych drużyn.
Powód czwarty: Lech w europejskich dwumeczach jest lepszy na wyjazdach
W trwającym sezonie Lech w europejskich pucharach rozegrał cztery dwumecze – z Breidablik, Crveną Zvezdą, Genk i KuPS. Odliczając starcie z Islandczykami, w trzech pozostałych lepiej zaprezentował się na wyjeździe. W przypadku Serbów oraz Belgów, to również był rewanż po w pełni zasłużonej klęsce przy Bułgarskiej.
Wiadomo, po 1:5 z Genkiem trudno było w ogóle myśleć o innym zakończeniu dwumeczu, niż próba ratowania honoru. Przynajmniej tyle się mistrzom Polski udało. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na rozluźnienie w szeregach Belgów, ale i tak warto docenić, że po domowej kompromitacji Lech był w stanie się podnieść i wygrać.
Najbardziej podobną sytuację do obecnej zespół Nielsa Frederiksena miał w dwumeczu z Crveną Zvezdą. Też na rewanż jechał po 1:3 przed własną publicznością. Tyle że wtedy nie na Reymonta w Krakowie, a na owianą sławą Marakanę w Belgradzie. Co prawda awansu nie wywalczył, ale nie pękł i pokazał się nawet z lepszej strony niż tydzień wcześniej przy Bułgarskiej. Remis w Serbii był całkiem sprawiedliwym wynikiem.
Pierwszy gwizdek sędziego przy Reymonta w Krakowie w rewanżowym starciu Lecha z Szachtarem już o 21:00.
Czytaj więcej na Weszło:
- Nudna i słaba Ekstraklasa? Ten sezon to emocje, ale też jakość [KOMENTARZ]
- 3 powody, dla których GieKSa zgarnie dublet
- W pustyni i w puszczy. Warszawa najgorszym piłkarsko miastem świata