Ktoś zamknął w szatni ŁKS. Ruch grał, skoro nikt nie przeszkadzał

Patryk Idasiak

11 października 2026, 16:49 • 5 min czytania 5

Reklama
Ktoś zamknął w szatni ŁKS. Ruch grał, skoro nikt nie przeszkadzał

ŁKS jest w grze o awans do Ekstraklasy, niedawno był nawet liderem Betclic 1. Ligi. Natomiast jeżeli ktoś załapał się tylko na drugą połowę ich meczu z Ruchem Chorzów, to mógł pomyśleć, że to jakiś sparing z ekipą z okręgówki. Fatalnie grająca obrona, ciągle te same błędy i chaos wywołany zmianami. Zespół Waldemara Fornalika wygrał 2:0, a mógł śmiało wpakować jeszcze więcej goli. ŁKS po prostu nie wyszedł z szatni, odstawił trudny do wytłumaczenia samosabotaż. 

Reklama

ŁKS vs Ruch Chorzów to historycznie mecz bardzo prestiżowy, oba te zespoły mają razem na koncie aż 16 mistrzostw Polski.

Nie mogło zabraknąć uczczenia pamięci zmarłego Jacka Ziobera – w końcu to jeden z symboli ŁKS-u, grał tu przez osiem lat i był wychowankiem tego klubu. To z Łodzi trafił potem do ligi francuskiej.

Reklama

Łodzianie po wygranej w Niepołomicach byli nawet liderem Betclic 1. Ligi, ale później przegrali w Grodzisku Mazowieckim 0:2 i zlecieli na czwartą lokatę. Obie ekipy mają stabilizację na ławce trenerskiej. Ruch już od ponad 40 spotkań prowadzi Waldemar Fornalik, a Grzegorz Szoka w Łodzi wykonał duży progres w stosunku do pracy Szymona Grabowskiego. Mówienie o awansie do Ekstraklasy to już realny scenariusz, a nie jakieś urojone marzenia.

Z jedenastki Ruchu po rozgrzewce wyleciał Agustín Coscia, a jego miejsce zajął wracający do składu Daniel Szczepan.

Co za nuda w pierwszej połowie…

Od początku celnych uderzeń brakowało, ale lepiej w ten mecz weszła ekipa gości. Ruch tak jakoś płynniej grał. ŁKS postawił na dalsze zagrania i tylko niepotrzebnie tracił piłkę. Wreszcie Arasa stwierdził jak w 1 z 10 (w tym przypadku 1 z 11), że weźmie „na siebie” – minął jednym zwodem dwóch rywali i podał do Igora Strzałka. Ten jednak uderzył jakby nie jadł ani śniadania, ani obiadu. Ot, odhaczony pierwszy celny strzał w meczu w 19. minucie.

A później? ŁKS zaczął podchodzić trochę wyżej, wobec tego piłkarze gości posyłali długie piłki na Daniela Szczepana. Kluczem do dobrej akcji dla obu zespołów było zgarnięcie tzw. drugiej piłki. Tak się stało w akcji Arasy, który pognał skrzydłem. Nie wiedział, czy wystawiać piłkę, czy próbować do końca samemu. Podał i źle to rozwiązali Karol Podliński z Szymonem Karasińskim.

Reklama

Niedokładność goniła niedokładność. Fałowski z Craciunem kogoś tam szukali z przodu, ale jedno-dwa podania i już była z tego strata. Ruch chciał zaskoczyć szybkim wypadem po odbiorze. Choćby Abraham del Moral przeprowadził taki rajd prawie przez całe boisko i chwilę po rzucie rożnym z tej akcji Patryk Szwedzik oddał z woleja pierwszy celny strzał w wykonaniu gości.

Chyba dość tego marnego widowiska mieli kibice i postanowili odpalić pirotechnikę. Zadbali o tych, którym oko uciekało do drzemki. Arasa mógł się nieźle wkurzyć na poziom gry kolegów. On tu idzie na pojedynek z trzema przeciwnikami, robi rajd na 60-70 metrów, dobrze odgrywa, robi miejsce innym, a później… Mateusz Wysokiński z pierwszej piłki kopie do przeciwnika. No ludzie kochani…

Trochę z przypadku i po przebijankach kolejną szansę miał Igor Strzałek. Uderzył mocniej, ale odbił to Jakub Wrąbel.

Reklama

10 strzałów z obu stron i tak naprawdę jedna taka dość dobra sytuacja Strzałka z końcówki – tak wyglądał marny bilans pierwszej połowy. Więcej było kartek niż udanych akcji.

ŁKS nie wyszedł z szatni, chyba dalej tam siedzi

Ruch Chorzów postanowił grać mocniej skrzydłami, skoro brakowało tam asekuracji pomocników i powrotów wahadłowych. Po jednej z akcji prawą stroną Daniel Szczepan wygrał pozycję i zgrał piłkę klatką piersiową do Teddy’ego Sutherlanda. Gdyby tylko Anglik wcelował bramkę… Damian Węglarz mógł tylko patrzeć. Ruch znów wyglądał lepiej, ale nie wszyscy jego piłkarze, bo co wyprawiał Patryk Szwedzik… klękajcie narody. Raz się tak zaplątał, podał do rywala i jeszcze się przewrócił.

Ogarnął się za to kiepsko wyglądający w pierwszej części Szczepan – przynajmniej w odgrywaniu do Teddy’ego.

Reklama

Szoce się ewidentnie nie podobało to, co widzi na boisku i wprowadził Michała Kaputa z Lenardem Szczygłem. Ale i tak to nic nie dało. Minęło niewiele ponad 10 minut drugiej części, a Teddy Sutherland miał już na koncie trzy zmarnowane szanse, z których śmiało powinien walnąć przynajmniej dublet.

ŁKS grał po dziadersku. Zostawił hektary miejsca Sutherlandowi na skrzydle przy kontrze, ale Szczepan wyraźnie lepiej tego dnia podawał niż strzelał. Kilka minut później Teddy wkręcił w ziemię Craciuna i zrobił kolejną groźną akcję, po której strzał oddał Szwedzik. W piłkę grał tylko jeden zespół, powtarzał tę samą akcję kopiuj+wklej. ŁKS ciągle siedział w szatni. Ruchowi wychodziło wszystko poza finalizacją. Płynnie wymieniał piłkę.

W 63. minucie Michał Chrapek z trzech metrów nie dał rady pokonać Węglarza. Napór trwał. Chorzowianie w końcu dopięli swego, potwierdzili to, że jechali równo z beznadziejnymi kompletnie gospodarzami. Był to gol w stu procentach zasłużony. A skoro Ruch w ataku raził nieskutecznością, to swojakiem pomógł mu Bartosz Farbiszewski.

Reklama

To było naprawdę przedziwne, jak ustawiał się ŁKS. Goście wjeżdżali sobie w pole karne, jak tylko mieli ochotę. Pomiędzy formacjami momentami tworzył się krater meteorytowy. Nikt nie reagował na aktywne skrzydła, kogo by tam obchodziło osiem z rzędu udanych akcji Sutherlanda na lewej stronie. Puszczanie tej samej piosenki.

ŁKS był przeciętny w pierwszej połowie, ale coś tam chociaż grał, próbował. W drugiej za to wyglądał kompletnie żałośnie. Jak kandydat do walki o utrzymanie, a nie awans. Szoka to widział i w 72. minucie wykonał już komplet zmian.

Jak można nic się nie uczyć na własnych błędach? Kolejny raz Teddy Sutherland miał hektar miejsca, spokojnie sobie piłkę przyjął, nikt go nawet mocniej nie zaatakował. A później z pomocą rykoszetu od Krzysztofa Fałowskiego… zapakował bramkę.

Reklama

Ruch już tylko przez ostatnich 10-15 minut bronił wyniku i zrobił to bez trudu. Zmniejszyć rozmiar porażki próbował jeszcze aktywny, choć coraz bardziej zmęczony Arasa, ale po minięciu rywala kopnął obok bramki.

Może przyjdzie woźny z kluczami i wypuści piłkarzy ŁKS-u z szatni do domu.

Reklama

ŁKS Łódź – Ruch Chorzów 0:2

  • 62′ Farbiszewski (sam.) – 0:1
  • 76′ Sutherland – 0:2

Fot. screen TVP Sport

5 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama