Polacy nie wiedzą, jakich sportowców chcą [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

13 stycznia 2026, 08:21 • 6 min czytania 8

Kiedy ktoś jest wesoły, to pewnie nie traktuje treningów wystarczająco poważnie. Gdy jest zbyt poważny, to powinien wyjąć kija. Kiedy ktoś jest charakterny i nie boi się wyrazić swojego zdania, to budzi niechęć. A kiedy jest zawsze spokojny, to pewnie miękka z niego… wiadomo co. Niewielu mamy w Polsce sportowców, których zgodnie byśmy szanowali i lubili. O ile jakiegokolwiek.

Polacy nie wiedzą, jakich sportowców chcą [KOMENTARZ]
Reklama

Klaudia Zwolińska ma charakter. I to źle. Jakby go nie miała, też byłoby źle

Klaudia Zwolińska to wielka sportsmenka. Nie boję się tego zdania, nie przeraża mnie. Nie powiem, że to poziom Igi Świątek, ale nie mam problemu z tym, że Klaudia wygrała plebiscyt na Sportowca Roku. Bo zasłużyła. Trzy medale mistrzostw świata w olimpijskich konkurencjach w trzy dni? No cholera, to jest coś wielkiego. I jasne, że jej wygrana mogła być to zasługą mobilizacji konkretnych środowisk. Ale nawet jeśli – co z tego? Przecież zmobilizować mogli się też fani motorsportu, żeby wepchnąć na szczyt Roberta Kubicę. Albo ci od tenisa.

Reklama

Ale się nie zmobilizowali. Więc wygrała Zwolińska. Plebiscyty tak po prostu działają.

Tak naprawdę jednak ja nie o tym, a o tym, że Klaudia wiele już dla polskiego sportu zrobiła. Tak, sportu ogółem. I zrobiła, bo nigdy nie bała się mówić o swoich planach, marzeniach, medalowych oczekiwaniach. W ogóle nie bała się mówić. Stąd też kilka kontrowersyjnych ostatnio wypowiedzi – o tym szerzej pisał jednak Kuba Radomski, więc poniżej zostawiam link do jego komentarza.

CZYTAJ TEŻ: ZWOLIŃSKA ŚWIADOMIE BUDUJE WYRAZISTOŚĆ. I NIE PRZEGINA

Co jednak zwróciło moją uwagę, to fakt, że reakcje na triumf Zwolińskiej były różne. Od gratulacji i zadowolenia, przez niezrozumienie, kto to w ogóle jest, najczęściej z komentarzem: „interesuję się sportem, ale o niej pierwsze słyszę” (tu na marginesie dodam, że jeśli faktycznie interesujesz się szeroko pojętym sportem – a nie konkretnymi dyscyplinami – i nie słyszałeś o Klaudii, która rok wcześniej zdobyła medal na igrzyskach, to kiepskie to zainteresowanie), aż po zdenerwowanie i internetowe „krzyki” o tym, że to na pewno ustawka.

Wiecie, co by się tu przydało? Trochę więcej szacunku.

Do Klaudii, do jej osiągnięć, ale też do tego, że ma prawo wyrazić swoje zdanie. Ba, wydawało mi się, że akurat fani sportu w Polsce powinni ten szacunek mieć. Spodziewałem się komentarzy na zasadzie „nie zgadzam się z nią, ale podoba mi się, że ma charakter”.

CZYTAJ TEŻ: DLACZEGO KLAUDIA ZWOLIŃSKA ZOSTAŁA SPORTOWCEM ROKU?

Sądziłem bowiem, że to coś, czego nałogowo wręcz szukamy u sportowców.

Mocny charakter? Nie no, to nie do nas tak

Wiecie, Michał Pazdan do dziś jest całkiem lubiany, bo w Euro 2016 jeździł po murawie na tyłku. I nie odpuszczał. Koszykarze nie zdobyli medali dwóch ostatnich EuroBasketów, a w decydujących meczach na ogół mocno obrywali, ale mieli przy tym wielki szacunek, bo walczyli do końca.

Z drugiej strony Hubert Hurkacz czy Iga Świątek często dostawali w komentarzach i różnorakich wypowiedziach za to, że „za miętcy są”. Bo Hubert rzadko się denerwuje na korcie, może się zdawać flegmatyczny. A Idze przydarzają się momenty, gdy płacze. Podobnie obrywa się na przykład niektórym siatkarzom.

Wniosek w wielu głowach jest więc jeden – brakuje im charakteru.

Gdy jednak pojawia się ktoś, kto tego charakteru, zadziorności – i sportowej, i w życiu – ewidentnie ma sporo, to czekamy, aż zostanie udupiony.

Nie mówię, że w pełni podobają mi się sportowcy tacy jak Paweł Fajdek czy Michał Kubiak. Ale już na przykład Justyna Kowalczyk czy Mateusz Gamrot – tak. Wiecie, pewne swego osoby, które znają swoją sportową wartość (Kowalczyk) albo nie boją się marzyć i mówić o wyższych celach (Gamrot).

Oczywiście, że czasem wyjdzie śmiesznie i buńczuczne zapowiedzi mogą się skończyć porażką. Jednak gdy ktoś nie boi się powiedzieć, że jedzie na mistrzostwa po medal, nawet jeśli nie jest faworytem, bo po to się trenuje i startuje, by o te medale właśnie walczyć – to ja to kupuję. Niech jedzie, niech próbuje, niech pokaże ambicję.

Często mam jednak wrażenie, że wiele osób nie kupuje.

Łaska kibica na oszalałym byku

W ogóle mam pewną awersję do jakiegokolwiek wyśmiewania reprezentantów Polski… o ile faktycznie się nie narażą. Wiecie, w skokach Dawid Kubacki i Aleksander Zniszczoł zasłużyli sobie aferą ze zwalnianiem Thomasa Thurnbichlera. Wspomniany Fajdek też czasem obrywa zasłużenie. Ale właściwie nie ma powodu, by obrywała Klaudia Zwolińska.

Bo za co się jej dostaje? Że ludzie na nią głosowali? Że powiedziała kilka, owszem, kontrowersyjnych opinii, ale wypowiedziała je normalnie i rzeczowo, argumentując swoje zdanie? Że ma mocny charakter?

Można by jeszcze zapytać, czy to wszystko nie ma jakiegoś powiązania z faktem, że jest kobietą, bo tym, gdy są odważne w swoich działaniach i wypowiedziach, często obrywa się mocniej. Jak Ewie Swobodzie, Idze Świątek czy nawet wspominanej już tutaj Kowalczyk (zajrzyjcie czasem na jej Facebooka, choćby po to, by się przekonać, że w wyjaśnianiu hejterów jest równie dobra, co na biegówkach).

Wątek płci jednak zostawmy, bo obrywało się też czy to odważnym, czy charakternym facetom.

W kadrze Polski regularnie cięgi zbierał Robert Lewandowski, największy profesjonalista, jakiego miała polska piłka – sam nie jestem fanem, ale ten profesjonalizm doceniam – za to szanowani byli Kamil Glik czy Kamil Grosicki, bo „dawali z wątroby” i mieli charakter właśnie. W kadrze skoczków Kamil Stoch przeszedł drogę od „patrzcie, jak fajnie wyjaśnia tych dziennikarzy”, gdy wygrywał, do „mógłby pokazać trochę szacunku”, gdy wyniki przestały przychodzić. Robert Kubica również obrywał, bo „jeździł za publiczny hajs, a w ogóle F1 to nie sport”.

I tak możemy wymieniać, i wymieniać, aż dojdziemy do wniosku, że ostatnim sportowcem – bo nie prezesem – kochanym niemalże uniwersalnie, był w Polsce Adam Małysz. Potem blisko miała jeszcze Kowalczyk, otarł się o to również Stoch, ale to były momenty. Opcjonalnie, właśnie, kochani są sportowcy momentów. Tacy, którzy zaliczą wystrzał, a potem znikają z uniwersalnej świadomości – jak Zbigniew Bródka czy Dawid Tomala. Wtedy można wspominać tylko tę jedną chwilę i kreować sobie swój obraz takich osób.

W przeciwnym razie zawsze znajdziemy jakiś mankament. Iga Świątek – że jest nijaka. Robert Lewandowski – że zbyt „spięty”, jakby się wywyższał. Anita Włodarczyk uprawia niszowy sport. Irena Szewińska pewnie się koksowała. Klaudia Zwolińska za dużo cwaniakuje w wywiadach. Zresztą wypada tu dodać, że mamy też tendencję do szybkiego zakochiwania się i odkochiwania w sportowcach.

CZYTAJ TEŻ: TO ONA ZOSTAŁA SPORTOWCEM ROKU. KIM JEST KLAUDIA ZWOLIŃSKA

Bo przecież jeszcze półtora rok temu Zwolińską zachwycała się cała Polska, gdy ta zdobywała medal olimpijski. Jej wyniki na mistrzostwach świata też się poniosły i zewsząd spływały gratulacje.

A teraz? Teraz nagle jest na cenzurowanym.

Łaska kibica nie jeździ już na pstrym koniu. Raczej należałoby napisać, że to oszalały byk na rodeo.

Pora wybrać. To jakich sportowców chcemy?

Zapytam więc: jakich my właściwie chcemy zawodników? Grzecznych i ugłaskanych, mówiących zawsze „dzień dobry” na klatce i ustępujących miejsca w kolejkach? Charakternych i takich, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać? Aspirujących do wielkości czy realnie oceniających swoje szanse i możliwości? Spokojnych i przeżywających wszystko w środku czy potrafiących wybuchnąć, gdy coś nie wyjdzie?

Może powinniśmy się wreszcie zdecydować – albo takich, albo takich… albo po prostu pozwolić im być sobą.

Warto jednak byłoby ostatecznie ten temat ogarnąć. Choćby po to, by i sami zawodnicy wiedzieli, co mają robić, żeby im się nie obrywało.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:

8 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama