Prędzej doczekamy się chyba tryumfalnego powrotu Andiego Zeqiriego do składu Widzewa niż jednoznacznej interpretacji tego, kiedy bramkarz jest faulowany w polu karnym. Klub z Łodzi na tym skorzystał, wygrał pierwszy raz w sezonie, ale nie odbierajmy drużynie Aco Vukovicia wszelkich zasług. Poszczęściło im się tylko raz, tymczasem to cios numer dwa ostatecznie posłał Jagiellonię na deski.
Z interpretowaniem poszczególnym decyzji szło zwariować dawno temu, ale początek obecnych rozgrywek to w zasadzie nieustanne zastanawianie się nad tym, co zostało odgwizdane, co nie. W przypadku Widzewa i Jagiellonii sprawa była jednak prosta. Łodzianie rozegrali korner na Arsenal – Emil Kornvig stanął na drodze do Sławomira Abramowicza do piłki, w pewnym momencie nawet się z nim złapał i… gola uznano.

Screen: Kuba Seweryn, X.com
Tydzień temu, gdy rywal przeszkadzał golkiperowi w interwencji, mieliśmy anulowanego gola. Na mundialu, gdy rywal przeszkadzał golkiperowi w interwencji, mieliśmy anulowanego gola. W Białymstoku gol został uznany. I musimy wszyscy z tym żyć.
Ekstraklasa. Jagiellonia Białystok – Widzew Łódź 0:2
Nam to jeszcze lotto, ale Jagiellonii niekoniecznie. Gospodarze nie otrząsnęli się z tego należycie szybko, więc po chwili Widzew poprawił i mógł się skupić na bronieniu korzystnego rezultatu. W obydwu przypadkach wypada jednak docenić Mario Garcię, który dwukrotnie był wyjątkowo precyzyjny w zakresie obsługiwania kolegów dośrodkowaniami. Lewa nóżka najpierw dokręciła futbolówkę na dalszy słupek, na głowę Sebastiana Bergiera. Następnie udała się sztuka jeszcze trudniejsza: głęboki, precyzyjny przerzut w pełnym biegu, które dotarł do Frana Alvareza.
To, co zrobił wtedy krajan Garcii, po latach gry Frana w Polsce nie zaskakuje już chyba nikogo. Może oprócz pana czapeczki, Igora Jovanovicia. Kapitalna kontrola piłki po przyjęciu i doskonały, mierzony strzał, po którym można tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.
CO ZA MINUTY WIDZEWA ŁÓDŹ! ⏰ Dwa błyskawiczne ciosy! Gole strzelają Sebastian Bergier i Fran Alvarez! 🔥👊
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/E1hF3Kg37g
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 9, 2026
Garcia pokazał się z doskonałej strony także pod własną bramką. Dziewięć z dziesięciu wygranych pojedynków, jedenaście skutecznych interwencji. Wreszcie trzy na trzy udane dryblingi. Hiszpan pierwszy raz wystąpił w wyjściowym składzie Widzewa i już chcemy więcej.
Bartłomiej Drągowski bohaterem Widzewa. Zagrał jak reprezentant Polski
Co by nie mówić dośrodkowania Mario Garcii odwróciły obraz i przebieg tego spotkania. Nie to, że Jagiellonia Widzew miażdżyła, lecz nawet Przemysław Wiśniewski przyznał w przerwie, że to rywal ma inicjatywę. Trzeba oddać Bartłomiejowi Drągowskiemu, że było to możliwe także dlatego, że utrzymał zespół w meczu.
Przede wszystkim wtedy, gdy po kwadransie gry Eryk Kozłowski znalazł w polu karnym Jesusa Imaza, którego strzał Drągowski odbił nogą. I chwilę później, bo Kozłowski raz jeszcze znalazł kolegę — tym razem szczęśliwie, kiksując przy strzale — obsługując tym razem Kajetana Szmyta, którego uderzenie Drągowski obronił nawet bardziej efektownie.
Potem fatalnie pomylił się Yuki Kobayashi, który wyszedł w powietrze, ale nie trafił nawet bramkę. Wreszcie, zaraz po przerwie, Drągowski zatrzymał Yusufa Syllę. I właśnie wtedy na scenę wszedł Mario Garcia ze znakomicie ułożoną nogą. Po wszystkim reprezentant Polski dopełnił swojej pracy, podbił jeszcze notę, wygrywając starcia z Nikiem Prelcem.
Słoweniec pokazał, że instynkt strzelecki ma, obił nawet poprzeczkę. Tym razem został jednak niedosyt. Zresztą, nie tylko w przypadku Prelca. Braku liczb może żałować Kajetan Szmyt, który niemiłosiernie kręcił Marcelem Krajewskim. Trzeba było często sprowadzać go na ziemię, byle tylko nie urywał się przeciwnikom.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix