Kamil Majchrzak znakomicie radził sobie w ostatnich turniejach wielkoszlemowych poprzedniego sezonu. Jego gra dobrze wyglądała też na początku tego roku. Stąd przed Australian Open – wiedząc, że ma niezłe losowanie – liczyliśmy, że ustanowi życiówkę na turnieju w Melbourne i dojdzie co najmniej do trzeciej rundy. Niestety nie udało się. Lepszy od niego okazał się Węgier Fabian Marozsan. Polakowi nie pomógł jednak uraz, z którym się zmagał.
Kamil Majchrzak poza Australian Open. Porażka w II rundzie
Majchrzak pokonał w pierwszej rundzie Jacoba Fearnleya, ale było widać, że nie wszystko w jego grze wygląda tak, jak powinno. Po wygraniu dwóch pierwszych partii, przegrał trzecią, a potem było już 0:3 w IV secie i wydawało się, że zmierzamy do meczu na pełnym dystansie. Polak zdołał jednak odwrócić losy tamtej partii i wygrać ją po tie-breaku. A wraz z nią cały mecz. Finalnie był to więc udany początek rywalizacji. A że w dodatku sprzyjała mu drabinka – rozstawionego Arthura Rinderknecha ograł niżej notowany Fabian Marozsan – to można było wierzyć w kolejny triumf.
Owszem, Marozsan to wciąż zawodnik notowany rankingowo nad Polakiem. Ale zdecydowanie w zasięgu dobrze grającego Kamila.
Sęk w tym, że tej dobrej gry dziś zabrakło. Wiemy, że częściowo z powodu urazu, który sprawiał, że Majchrzak nie był w stanie serwować na swoim normalnym poziomie, głównie pod względem siły, prędkości, a co za tym idzie – skuteczności podania. To sprawiało, że Węgrowi łatwiej było atakować w gemach serwisowych Polaka i z tego przywileju korzystał. W całym meczu Kamil aż sześciokrotnie tracił swoje podanie, a w ostatnich latach to element, który mocno podszlifował.
Tyle przełamań świadczy więc o tym, że nie wszystko w jego grze się układało.
Drugi Szlem z rzędu, w którym Kamil Majchrzak w dużej mierze przegrywa z urazem. Ból uniemożliwiał mu optymalne serwowanie, a wygranie serii meczów grając z takim dyskomfortem w zasadzie graniczyło z cudem. Kamil walczył, próbował, Marozsan strasznie napiął się w końcówkach…
— Marek Furjan (@MarekFurjan) January 21, 2026
Mimo wszystko – walczył. Gdy stracił gema serwisowego na start meczu, to z miejsca zanotował breaka powrotnego. Tyle tylko że niedługo potem ponownie serwis stracił. I tak właściwie wyglądał cały ten mecz: Majchrzak gonił, starał się, harował na kolejne punkty i regularnie zbliżał się do Węgra… ale tylko po to, by ten finalnie odskoczył. W pierwszym secie stało się to w gemie na 4:2, a potem wypracowanej przewagi już nie oddał.
Druga partia miała zupełnie inny, zaskakujący przebieg. Węgier aż trzykrotnie przełamał serwis Polaka, wyszedł już na prowadzenie 5:0 w gemach i nagle sam zaczął przegrywać kolejne małe partie. Choć najpierw zmarnował – w dużej mierze za sprawą gry Kamila – trzy piłki setowe, a potem przegrał tego gema. Majchrzak następnie utrzymał serwis, a chwilę później odrobił kolejnego breaka, po wyrzuconym backhandzie rywala. Gdy jeszcze raz utrzymał podanie, zrobiło się 4:5.
A w gemie na remis prowadził już 40:15 i… nie udało mu się z tego skorzystać. Marozsan przejął inicjatywę, zaatakował, co dało mu efekt. Obronił oba break pointy, potem dołożył swoje w kolejnych wymianach i wygrał seta.
Kamil był już pod ścianą i bronił się tam, jak tylko mógł. W trzecim gemie trzeciego seta udało mu się na przykład odeprzeć aż sześć break pointów. Dwa gemy później jednak Marozsanowi udało się przełamać już przy pierwszym. Wydawało się, że to już koniec emocji, ale Majchrzak – nawet z urazem – nie zamierzał poddać się tak łatwo. Przy stanie 5:4 dla rywala najpierw obronił piłkę meczową, a potem wykorzystał wypracowanego brek pointa. Zrobiło się 5:5.
Dwa gemy później Polak miał piłki setowe. Dwie. Jednak tak jak nie udało się mu wyrównać stanu rywalizacji w secie drugim, tak nie udało się też zamknąć trzeciej partii. Doszło więc do tie-breaka, a w nim Kamil po chwili wysoko przegrywał – najpierw 1:5, a potem 2:6. Majchrzak wygrał jeszcze trzy punkty z rzędu, ale kolejną piłkę meczową – już szóstą w spotkaniu – Marozsan finalnie wykorzystał. I to on awansował do trzeciej rundy.
A Kamil Majchrzak w drugim z rzędu Szlemie przegrał w dużej mierze z urazem. Na US Open co prawda doprowadził on ostatecznie do tego, że Polak poddał mecz III rundy po tym, jak w drugiej w wielkim stylu pokonał Karena Chaczanowa, wychodząc z 0:2 w setach. W Australii swoje spotkanie rozegrał, ale nie był w stanie grać na najwyższym poziomie. I skończyło się porażką oraz wycofaniem z turnieju debla, które ogłosił tuż po swoim singlowym spotkaniu.
Majchrzakowi pozostaje więc życzyć zdrowia. Bo w walce o TOP 50 – a to jego cel – po prostu będzie mu potrzebne.
Kamil Majchrzak – Fabian Marozsan 3:6, 4:6, 6:7 (5)
Fot. Newspix