Juventus powalczył do końca. Zmiennicy zapewnili punkt Starej Damie

Marcin Ziółkowski

01 marca 2026, 23:01 • 5 min czytania 2

Reklama
Juventus powalczył do końca. Zmiennicy zapewnili punkt Starej Damie

Przez długi czas wydawało się, że Roma zapewni sobie trzy punkty w domowym meczu z Juventusem. Na nieszczęście dla Rzymian, mecze trwają 90 minut, bowiem w ostatnim kwadransie to drużyna z Turynu dwukrotnie trafiła do siatki. Bohaterami okazali się zmiennicy – Jeremie Boga oraz Federico Gatti. Roma zremisowała z Juventusem 3:3 po bardzo dobrym widowisku w ramach 27. kolejki Serie A.

Roma wypuściła zwycięstwo z rąk. Okoliczności meczu z Juventusem

Roma w tygodniu odpoczywała od meczu o stawkę. Gol Jana Ziółkowskiego z Panathinaikosem zapewnił Giallorossim miejsce w najlepszej ósemce fazy ligowej Ligi Europy. W rywalizacji o mistrzostwo Włoch ekipa z Rzymu miała na koncie trzy mecze z rzędu bez porażki i ciągle trzymała się w walce (nawet) o wicemistrzostwo Włoch.

Reklama

Juventus ma za sobą huśtawkę nastrojów związaną z rewanżowym spotkaniem w Lidze Mistrzów z Galatasaray. Turcy w przewadze grali tak, jakby to oni byli osłabieni, a nie Stara Dama (czerwona kartka Kelly’ego). Juventus zdołał doprowadzić do dogrywki, prowadził 3:0. Mimo to piłkarze znad Bosforu dobili Turyńczyków dwoma golami, w tym trafieniem Victora Osimhena.

Jan Ziółkowski rozpoczął spotkanie ze Starą Damą na ławce rezerwowych. Ponownie brakowało Mario Hermoso. Po stronie Juventusu zawieszenie za żółte kartki miał Manuel Locatelli – kluczowy piłkarz środka pola u Spallettiego.

Okazji nie brakowało, ale skuteczność zawodziła. Wyłamał się Wesley

Od początku obydwie ekipy narzuciły wysoką intensywność. Można nawet rzec, że na Stadio Olimpico odbywało się spotkanie, które jest „mało włoskie”. Brakowało dyscypliny taktycznej, ale nie fantazji i chaosu.

Mattia Perin nie popisał się w 3. minucie. Chciał on dorzucić piłkę na prawą flankę do Pierre’a Kalulu, ale sprytniejszy był Niccolo Pisilii, który ubiegł Francuza. Młody Włoch po szybkiej kontrze oddał strzał, ale Perin to obronił. Lorenzo Pellegrini z dobitki nie trafił nawet w bramkę, choć znalazł w dogodnej sytuacji. Bramkarz Juve miał szczęście.

Reklama

Stąd po prostu trzeba trafić.

Początkowo Juventus ciut odstawał, ale miał też swoje momenty. Kenan Yildiz wykorzystał bierność stoperów Romy – Manciniego i Ndicki – którzy stworzyli mu dużo przestrzeni. Uderzył jednak nad bramką i był wyraźnie sfrustrowany. Blisko gola był też Weston McKennie po strzale głową.

Reklama

Spotkanie w pierwszej połowie było chaotyczne, ale momentami czyniło tę rywalizację całkiem atrakcyjną do oglądania. Z czasem jednak brakowało emocji pod bramkami Perina i Svilara.

Taki stan rzeczy zmienił się w 39. minucie, kiedy Wesley Franca popisał się czwartym golem w Serie A.

Reklama

Po 45 minutach brakowało celnego uderzenia w szeregach Juventusu. Roma prezentowała się lepiej, choć miała swoje mankamenty. Jednym z nich był Bryan Cristante, który wyglądał jak ciało obce i podejmował złe decyzje.

Juventus w stylu fino alla fine – o emocje zadbali zmiennicy

Jeżeli można o czymś powiedzieć, że rozpoczęło się od mocnego uderzenia, to zdecydowanie druga połowa na Stadio Olimpico. Po rzucie wolnym dla Juventusu z lewej strony boiska piłka trafiła do Bremera. Wystawił futbolówkę Francisco Conceicao, a ten przymierzył w okienko ekskluzywnie. To nie było łatwe, by z takiej pozycji tak celnie i efektownie władować. Po bramce Michaela Folorunsho w meczu z Parmą mieliśmy kolejnego kandydata do gola sezonu i to tylko w ramach 27. kolejki.

Reklama

Roma nie kazała długo czekać na reakcję. Ospali Cambiaso i Koopmeiners nie dali rady odpowiednio szybko przykryć Ndicki, który ponownie dał gospodarzom prowadzenie. Był to drugi mecz z rzędu z golem Iworyjczyka w lidze.

Mecz zrobił się odrobinę fizyczny. Ostro w nogę Kenana Yildiza trafił Rensch. Turek potrzebował chwili, by dojść do siebie. Krótko później obsłużył też świetnym podaniem McKenniego, ale… ten nie zorientował się w porę. Trzeba przyznać – działo się, mecz nam się rozkręcił na dobre.

Gdy wydawało się, że Juventus jest blisko wyrównania, to Roma ponownie przypuściła udany atak. Z głębi pola doskonale dorzucił piłkę do wychodzącego Donyella Malena Manu Kone. Holender wygrał sprinterski wyścig z Lloydem Kellym i po chwili podcinką pokonał Perina. Szósty gol w siódmym ligowym meczu Malena stał się rzeczywistością. Był to świetny strzał dyrektora Freda Massary. To nowy bohater Stadio Olimpico.

Reklama

Z niewielu pozytywów po stronie Turyńczyków coś w końcu wyszło Edonowi Zhegrovie (cały czas mamy przed oczami jego pudło z Galatasaray, Chryste…). Kosowianin po kilku minutach na boisku wrzucił w pole karne, a piłka przedostała się pod nogi zmiennika, Jeremiego Bogi. Iworyjczyk uderzył i otworzył tym samym konto bramkowe w Turynie, zmniejszając rozmiary prowadzenia Rzymian. Było 3:2 i nadal ponad 10 minut do końca.

Roma od trzeciego gola wyraźnie spuściła z tonu. Juventus powoli, ale dochodził do celu. I udało się uniknąć porażki. Po stałym fragmencie gry piłka trafiła w Ndickę, a po chwili do Federico Gattiego, który trafił z najbliższej odległości. Drugi raz w krótkim czasie Juventus pokazał charakter i zafundował nam istny rollercoaster.

Reklama

Wynik spotkania w Rzymie oznacza, że Roma jest czwarta, a Juventus szósty. Turyńczycy powiększyli o punkt przewagę nad Atalantą, która przegrała z Sassuolo na wyjeździe. Giallorossi po wypuszczeniu wygranej mają sześć oczek straty do Milanu i dwa do SSC Napoli.

AS Roma – Juventus 3:3 (1:0)

  • 1:0 – Wesley Franca – 39. minuta
  • 1:1 – Francisco Conceicao – 47. minuta
  • 2:1 – Evan Ndicka – 54. minuta
  • 3:1 – Donyell Malen – 65. minuta
  • 3:2 – Jeremie Boga – 78. minuta
  • 3:3 – Federico Gatti – 93. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Legia bada mózgi. „Był piłkarz, który miał pamięć na poziomie U11”

Szymon Janczyk
30
Legia bada mózgi. „Był piłkarz, który miał pamięć na poziomie U11”

Piłka nożna

Ekstraklasa

Legia bada mózgi. „Był piłkarz, który miał pamięć na poziomie U11”

Szymon Janczyk
30
Legia bada mózgi. „Był piłkarz, który miał pamięć na poziomie U11”