Inter w lidze nie żartuje. Ale najpierw trzeba go wkurzyć

Marcin Długosz

28 października 2026, 11:24 • 5 min czytania 0

Reklama
Inter w lidze nie żartuje. Ale najpierw trzeba go wkurzyć

Czekamy na pierwszą drużynę, która obejmie prowadzenie w meczu z Interem, a jej piłkarze nawet się nie uśmiechną, tylko wrócą na swoje pozycje. Taka reakcja robi się coraz bardziej zasadna. Pośród przeróżnych smaczków początku sezonu Serie A, jednym z najciekawszych jest tendencja Nerazzurrich do skutecznego odrabiania strat.

Reklama

Mistrzowie Włoch i odrabiania strat

Inter to najlepszy włoski zespół – to nie ulega żadnym wątpliwościom. Mistrz Włoch z poprzedniego sezonu jest wielkim faworytem także i w obecnych rozgrywkach. I to nie tak, że trzeba Mediolańczykom dawać jakieś zaufanie na kredyt – w ośmiu meczach wygrali siedmiokrotnie i tylko raz zremisowali.

Gdyby nie fantastyczny, ale i absurdalno-szokujący początek sezonu w wykonaniu Lazio, Inter już odjeżdżałby konkurencji. A tak – ściga się z Rzymianami w olimpijskim tempie. Sposób, w jaki ekipa z Mediolanu zgarnia kolejne skalpy, przyciąga jednak uwagę.

Nerazzurri w tym sezonie są ekipą, która najpierw wpada w kłopoty, a potem bohatersko z nich wychodzi. Spośród 22 punktów, które widnieją już na koncie Cristiana Chivu i jego ludzi, aż 13 zostało odzyskanych. Czyli zdobytych w sytuacjach, w których Inter przegrywał, ale po prostu się nie dał.

Tak było w pięciu meczach:

Reklama
  • przegrywał z Napoli 0:2, ostatecznie wygrał 3:2,
  • przegrywał z Udinese 0:2, ostatecznie wygrał 5:3,
  • przegrywał z Romą 0:2, ostatecznie zremisował 2:2,
  • przegrywał z Bologną 0:1, ostatecznie wygrał 3:1,
  • przegrywał z Fiorentiną 0:1, ostatecznie wygrał 2:1.

Biorąc pod uwagę tylko mecze ligowe, jedynie w trzech przypadkach Inter wygrał bez żadnej pogoni, z czego dwa pierwsze miały miejsce w dwóch pierwszych kolejkach sezonu – 4:1 z Monzą (choć tam beniaminek wyrównał na 1:1 i trochę nerwowości wprowadził) i 1:0 z Cagliari. Do tego doszło spokojne 3:0 z Parmą.

W ujęciu serwisu statystycznego Opta, jest to wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii Serie A. W ostatnich 20 latach nikt w lidze włoskiej nie zdobył więcej punktów w pierwszych ośmiu kolejkach w sytuacjach, w których musiał gonić wynik.

Trzynaście punktów wywalczone w ten sposób to również najlepszy wynik w pięciu czołowych ligach Europy. Jak zaznacza Opta, Inter zgarnął tak co najmniej pięć punktów więcej od jakiejkolwiek innej drużyny, która również odrabiała straty skutecznie. To także rezultat o siedem punktów lepszy już od całego dorobku wywalczonego przez Mediolańczyków poprzez odrabianie strat w całym poprzednim sezonie.

Reklama

No dobrze, tylko teraz zasadne pojawia się pytanie – cieszyć się czy się martwić z perspektywy Interu? Odpowiedź, jak to często bywa w świecie sportu, brzmi: to zależy.

Rimonty chlubne, rimonty mniej chlubne

Z jednej strony są mecze z silnymi rywalami. Odwrócenie 0:2 z Napoli czy odrobienie dwóch bramek straty z rozpędzoną Romą Gian Piero Gasperiniego, to są najzwyczajniej w świecie sukcesy. Więcej zastrzeżeń pojawia się na pewno przy meczach z Udinese, Bologną czy Fiorentiną – tutaj od drużyny pokroju Interu należałoby wymagać, żeby w takie tarapaty po prostu nie wpadała, by później nie musieć z nich wychodzić.

Koniec końców liczy się jednak to, co w sieci i rubryce dorobku punktowego. A tam jest znakomicie – same zwycięstwa i raptem dwa punkty stracone remisem w Rzymie. Jeśli w środowy wieczór Nerazzurri pokonają na wyjeździe Venezię, a – umówmy się – są zdecydowanymi faworytami, to będą mieli 25 punktów zdobytych w pierwszych dziewięciu kolejkach Serie A. To byłoby najlepsze wejście w ligę w ich historii.

Jak zauważa La Gazzetta dello Sport, spora w tym zasługa rezerwowych – w tym także Piotra Zielińskiego. Polak był jednym z bohaterów niedzielnego meczu z Fiorentiną, w którym do 90. minuty Toskańczycy prowadzili 1:0, ale gol Marcusa Thurama i bramka polskiego kadrowicza z rzutu karnego zmieniły wszystko.

Reklama

Co ciekawe, sam mecz z Violą dla Mediolańczyków również był pod pewnym względem historyczny. Jak przeanalizował SportMediaset, od lat 90. aż do teraz to dopiero trzeci przypadek, w którym Inter przegrywał do doliczonego czasu gry drugiej połowy, a ostatecznie zwyciężył. Wcześniej miało to miejsce w 2005 roku z Sampdorią i w 2011 z Ceseną.

Ciężar rozłożony na całą drużynę

Wracając jednak do wątku rezerwowych – po pierwsze, jak podkreśla LGdS, w tym sezonie Serie A w Interze zagrało już 23 z 24 zawodników. Jedynym, który nie otrzymał nawet minuty, jest trzeci bramkarz Raffaele Di Gennaro. To pokazuje, że Chivu uważa wszystkich swoich piłkarzy za gotowych do gry w lidze i regularnie nimi rotuje.

Oprócz wspomnianego gola Zielińskiego, który rozstrzygnął mecz po wejściu z ławki, podobne sukcesy odnosili też jego koledzy. Z Napoli trafił wprowadzony w trakcie spotkania Thuram, z Udinese – Ange-Yoan Bonny, z Bologną ponownie po wejściu na murawę trafił Francuz, ale też Carlos Augusto.

Reklama

W każdym razie kwestię tracenia goli i bohaterskich powrotów na pewno trzeba poprawić pod kątem gry w Europie. Tam już musi być tak przyjemnie jak w Serie A, o czym zresztą Inter przekonał się z Club Brugge. Tam Mediolańczycy również się ścigali z przewagą rywali, ale ostatecznie polegli 3:4.

Na pierwszy rzut oka winna jest przeciekająca defensywa, bo dziesięć straconych bramek, to w aktualnym TOP7 Serie A wynik lepszy jedyne od Frosinone, którego bramkarz piłkę z siatki wyjmował trzynaście razy. W ataku wygląda to dobrze, bo 23 trafienia to wespół z Romą (mającą już o jeden mecz rozegrany więcej) najlepszy wynik w lidze, ale…

Inter jednocześnie jest drużyną, która marnuje najwięcej sytuacji we Włoszech. Według statystyk SofaScore, Nerazzurri zmarnowali już 28 dogodnych szans, więcej niż jakakolwiek inna drużyna. Nie pomaga też dziesięciokrotne obicie słupka lub poprzeczki – reszta stawki ma co najwyżej sześć takich sytuacji.

Pewnie gdyby chociaż część z tych zmarnowanych sytuacji zamienić na gole, to i rywalom szybciej minęłaby ochota do jakiegokolwiek wyścigu na bramki. To wszystko pokazuje, że choć wyniki w lidze się zgadzają, to Chivu ma nad czym pracować, żeby rozpędzić swoją maszynę i powetować sobie największy minus poprzedniego sezonu, czyli wczesne odpadnięcie z Ligi Mistrzów.

Reklama

Derby Mediolanu w zanadrzu

Nim jednak europejska elita, to po środowym przerywniku w Wenecji, test wagi ciężkiej w ostatnim dniu października. Derby z Milanem. Z lokalnym rywalem Inter nie wygrał od siedmiu meczów i niespodziewanie wpadł w tym względzie w kiepską passę. Na premierową trenerską wygraną w derbach czeka też sam Chivu.

A może pokonanie Milanu po rimoncie? To byłoby coś. Ostatnia taka rzecz wydarzyła się tuż przed lockdownem w 2020 roku. Rossoneri z powracającym do Włoch Zlatanem Ibrahimoviciem na czele prowadzili do przerwy 2:0, żeby w drugiej połowie przyjąć cztery sztuki i dać Nerazzurrim radość prestiżowego triumfu w wielkim stylu.

Nim jednak mecz z Milanem, najpierw Venezia. Jakiekolwiek odrabianie strat z beniaminkiem, nawet zakończone upiększeniem i tak już imponującej statystyki udanych pogoni, nie byłoby jednak niczym sympatycznym.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Sancho jednak nie zagra w La Liga! Wybrał ofertę z Arabii Saudyjskiej

Maciej Bartkowiak
0
Sancho jednak nie zagra w La Liga! Wybrał ofertę z Arabii Saudyjskiej

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Sancho jednak nie zagra w La Liga! Wybrał ofertę z Arabii Saudyjskiej

Maciej Bartkowiak
0
Sancho jednak nie zagra w La Liga! Wybrał ofertę z Arabii Saudyjskiej