Choć wynik zupełnie na to nie wskazuje, to Magdalena Fręch długimi momentami stawiała się Idze Świątek. Ba, początek meczu sugerował, że Fręch może nawet urwać seta czy pokusić się – wzorem Magdy Linette z Miami – o wygraną z najlepszą polską tenisistką. Potem jednak Iga ograniczyła liczbę błędów własnych i wtedy w zasadzie nie było już dyskusji o tym, kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko.
Iga Świątek potrzebowała chwili. Potem grała swoje
Po raz drugi spotykały się ze sobą Iga Świątek i Magdalena Fręch. I w zasadzie skończyło się tak samo, jak przy pierwszej okazji. To poprzednie starcie, to turniej o mniejszej randze, bo WTA 250, ale szczególny dla polskich fanów – Iga i Magdalena grały wówczas bowiem w Warszawie. Teraz też było miasto na „W”, ale w zupełnie innym miejscu – dwie Polki zmierzyły się ze sobą w Wuhan. Magdalena po prawdzie mogła być zadowolona z samego faktu, że do tego spotkania doszło – przegrała bowiem w kwalifikacjach. Do turnieju weszła jako szczęśliwa przegrana i wygrała mecz pierwszej rundy.
W drugiej trafiła na Igę. Dla Świątek z kolei jest to niezwykle ważny turniej z tego powodu, że to ostatni dzwonek na walkę o finały WTA. Tylko dużo punktów – najlepiej 1000, za wygraną – popartych potem dobrymi występami w imprezach rangi WTA 500, może pozwolić jej na bezpośrednie wejście do kończącej sezony imprezy. Innymi słowy: trzeba wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać.
Zaczynając od meczu z rodaczką.
Świetny początek Fręch. Iga nierówna
Ten, jak się szybko okazało, wcale nie był łatwy. Rozpoczęły bowiem obie od gema trwającego 12 minut! Serwowała Iga i ewidentnie było widać, że nie jest to Świątek w najlepszej dyspozycji. Iga grała trochę tak, jakby co odbicie piłki rzucała monetą. Jak orzeł, no to dane uderzenie wchodziło, akcja była dobra i przynosiła punkt. Jak reszka, to piłka leciała bez kontroli – tam, gdzie akurat chciała ona, a nie Świątek. Fręch za to akurat z dokładnością wielkich problemów nie miała – była też cierpliwa i staranna w swoich poczynaniach. Czekała na błędy i te błędy często przychodziły.
Dlatego Igę przełamała. Za piątym razem, ale jednak.
Po dłuższej chwili wygrała też swojego gema serwisowego. Prowadziła 2:0, a mogła i trzy, bo miała jeszcze dwa break pointy w kolejnym gemie. Je jednak Iga obroniła i utrzymała serwis. I to w zasadzie był koniec meczu, choć jeszcze nikt o tym nie wiedział. Ten jeden wygrany gem pozwolił bowiem młodszej Polce ustabilizować własną grę. Najprostszy dowód? W pierwszym secie popełniła 14 niewymuszonych błędów. Sporo. Tyle że 11 (!) z nich przyszło w pierwszych dwóch gemach!
Potem w zasadzie przestała się mylić.
No.7 seed takes charge 💪
Iga Swiatek takes the first set 6-2 against Frech in Wuhan!
#dongfengvoyahwuhanopen https://t.co/2EYZVFjjhV
— wta (@WTA) October 14, 2026
Iga Świątek bez zawahania. Odmiana gry
A jak przestała się mylić, to i Magdalenie Fręch nieco brakowało pomysłu, co z tym fantem zrobić. Dlatego zaczęła przegrywać gema za gemem. Czy serwis Igi, czy jej własny – nie miało to żadnego znaczenia. W pierwszym secie już nie wygrała ani jednej małej partii. W drugiej udało jej się zgarnąć jedną… i to przy serwisie Igi. Było wtedy jednak już 0:4, więc niewiele to zmieniło, a gdy Świątek zamknęła na swoją korzyść kolejnego, długiego gema, to już w ogóle zakończyły się wszelkie dyskusje na temat tego, czy Fręch jeszcze powalczy.
To był ostatecznie ciekawy i nieco dziwny mecz.
Bo Fręch faktycznie grała długimi momentami bardzo dobrze, jednak po prostu nie ma w jej grze żadnej broni, która pozwoliłaby solidną i pewną swego Igę odeprzeć, podkopać jej grę. Niemniej: pierwszy set, właśnie ze względu na to, jak Magdalena walczyła, a Świątek początkowo psuła, trwał aż 64 minuty – średnio 8 minut na rozegranego gema! Drugi był szybszy, ale obie i tak nieco pobiegały, bo na korcie spędziły łącznie 104 minuty. Przy wyniku 6:2, 6:1 to dużo, naprawdę dużo.
Game, set, match 🎾
Iga Swiatek moves on into the last 16 in Wuhan, defeats Frech 6-2, 6-1.
#dongfengvoyahwuhanopen https://t.co/kWig7Mk15e
— wta (@WTA) October 14, 2026
Iga Świątek może to spotkanie potraktować jako solidną rozgrzewkę, mecz na przetarcie i odnalezienie swojej gry. To wszystko się udało. Teraz czeka ją spotkanie albo z Amerykanką Ashlyn Krueger, albo z Tajką Lanlaną Tararudee. To III runda. Z kolei w potencjalnym ćwierćfinale możemy dostać – choć trudno w to uwierzyć – pierwszy w tym roku mecz Igi z Aryną Sabalenką.
Jest więc na co czekać.
Iga Świątek – Magdalena Fręch 6:2, 6:1
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix