Co za mecz Hurkacza! Zverev aż rozwalił rakietę

Sebastian Warzecha

05 stycznia 2026, 09:08 • 4 min czytania 3

Co za mecz Hurkacza! Zverev aż rozwalił rakietę

Ponad pół roku nie grał w tenisa Hubert Hurkacz. Po przejściu drugiego zabiegu na kontuzjowane kolano spędził pozostałą część roku na rehabilitacji, a potem powolnym powrocie do gry w tenisa. Pierwsze sparingi rozgrywał dopiero pod koniec listopada. Jednak i Hubert, i wszyscy w jego sztabie zapewniali, że jest gotów na rywalizację na najwyższym poziomie. Dziś wyszło, że chyba faktycznie. Bo Polak w wielkim stylu ograł światową trójkę, Alexandra Zvereva.

Reklama

Hubert Hurkacz ze znakomitą wygraną. Doskonały start sezonu

Nie jest łatwo wrócić do gry po ponad sześciu miesiącach. To oczywiste. W dodatku kontuzje kolana są jednymi z najgorszych dla tenisisty, a Hubert męczył się ze swoim stawem od połowy 2024 roku, bo urazu doznał pierwotnie właśnie wtedy – na Wimbledonie. Jasne, grał w międzyczasie, ale kolano nie dawało mu spokoju, aż wreszcie okazało się, że trzeba o nie zadbać. W międzyczasie Polak zanotował spadek w rankingu ATP i przegrał kilka meczów, których – w pełni sprawny – zapewne by nie oddał rywalom.

O jego drodze do powrotu na kort pisaliśmy jednak w tym miejscu:

Reklama

CZYTAJ: PÓŁ ROKU BEZ GRY I WYSTARCZY. HUBERT HURKACZ WRACA NA KORT

Dlatego w tej sprawie zapraszamy was właśnie tam. Tu skupmy się na samym meczu z Alexandrem Zverevem, bo ten był wręcz… zaskakująco dobry. Od samego początku pewne były dwie rzeczy. Po pierwsze, że Hubert nic a nic nie stracił z jakości swojego podania. Ba, momentami wydawało się, że wręcz je ulepszył – odjął nieco z siły (co w jego przypadku oznacza, że to nadal piekielnie szybki serwis), za to dodał w precyzji. Po drugie, że kolano faktycznie – zgodnie z tym, co mówił – nie sprawia mu problemów. Hurkacz biegał po korcie, ślizgał się, bez problemu odwracał z jednej strony na drugą.

A że ten mecz miał być przede wszystkim testem dla stawu – głównie pod kątem obciążeń i tego, jak ten je zniesie – no to już ten początek nastrajał pozytywnie. Wiadomo, dopiero pełne dwa czy trzy sety miały dać odpowiedź, ale istotne było, że Hubi się nie hamował, nie było widać u niego strachu czy zawahania. A to gość, który wcześniej nie miał kontuzji, mógł się obawiać. Widać, że pod kątem mentalnym Polak też był doskonale do rywalizacji przygotowany.

Istotne było też coś innego: że to był Hubert nastawiony na atak. Wiadomo, nie cały czas, to nie jego granie. Ale gdy tylko pojawiała się szansa, Hurkacz próbował z niej skorzystać. Naciskał na Zvereva – który sam też lubi być wycofany, operujący gdzieś przy (a nawet za nią) końcowej linii. Naciskanie na Niemca potrafi się więc opłacić i dziś się opłacało. I to już na starcie meczu, bo Hubert wykorzystał pewne „zaspanie” Saschy, przełamując go już w pierwszym gemie serwisowym.

Sam miał jedynie problemy na otwarcie meczu, ale rywal i tak nie wypracował sobie wtedy break pointa. A potem – w pozostałych czterech gemach serwisowych w tym secie – oddał mu cztery punkty. Po jednym na gema.

Pierwszy set przyszedł więc zaskakująco łatwo. W drugim wysiłku było nieco więcej, przy stanie 2:1 Zverev miał nawet break pointa, ale Hubert regularnie w trudnych momentach wyciągał z rękawa najlepsze podania. A Alexander nie był w stanie tego zrobić, gdy przyszło bronić mu dwóch break pointów. Pierwszą wymianę, owszem, wygrał. W drugiej jednak był niezwykle pasywny, a Hurkacz wykorzystał to grając dwa znakomite backhandy po linii. Efektem było przełamanie i prowadzenie 4:3, a także… złamana rakieta Alexandra Zvereva.

Pozostało wygrać dwa swoje gemy. Ten na 5:3 padł łupem Hubiego w czterech punktach. Jednego więcej potrzebował by zamknąć mecz. Ale udało się, znów dzięki kapitalnym serwisom. Najpierw Polak wyciągnął prawdziwą armatę – 225 km/h! – do środka. A potem zagrał na zewnątrz i Zverev też nie odegrał w kort.

Dla Huberta to drugie zwycięstwo nad Niemcem w ich piątym starciu. Przede wszystkim jednak – niesamowity, znakomity start w sezon po półrocznej przerwie. Dużo lepszy, niż można było oczekiwać.

Teraz na kort wyjdzie Iga Świątek, która zmierzy się z Evą Lys. Jeśli wygra, Polacy będą już pewni triumfu nad Niemcami niezależnie od wyniku miksta.

Hubert Hurkacz – Alexander Zverev 6:3, 6:4

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

3 komentarze

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Europy

Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u

AbsurDB
4
Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u
Reklama

Polecane

Liga Europy

Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u

AbsurDB
4
Śmierć kibica jak śmierć brata. Ale nie dla fanów ŁKS-u
Polecane

Tenisowy darwinizm i Iga Świątek. Jeśli nie ewoluujesz – giniesz [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha
19
Tenisowy darwinizm i Iga Świątek. Jeśli nie ewoluujesz – giniesz [KOMENTARZ]
Reklama
Reklama