Guerrier ciepło o Wiśle. „To klub, którego nigdy nie zapomnę”

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

06 kwietnia 2026, 13:20 • 3 min czytania 2

Reklama
Guerrier ciepło o Wiśle. „To klub, którego nigdy nie zapomnę”

37-letni Haitańczyk nadal gra w piłkę w Krakowie, tyle że dla Hutnika. Wilde-Donald Guerrier niezwykle ciepło wspomina jednak czas, który spędził w Wiśle. Jako piłkarz Białej Gwiazdy Haitańczyk dopiero odkrywał świat poza swoją ojczyzną, o czym mówi w rozmowie z Weszło.

Reklama

Wilde-Donald Guerrier: Na Haiti bandyci wchodzą do domów i zabijają [WYWIAD]

Oprócz wątków haitańskich nie mogło braknąć choćby chwili rozmowy o Wiśle Kraków, która w sercu Guerriera zajmuje szczególne miejsce.

W 2013 roku strzeliłem gola przeciwko Hiszpanii jako piłkarz América des Cayes. Wtedy odezwała się Wisła Kraków. To klub, którego nigdy nie zapomnę. Jestem wdzięczny temu wielkiemu klubowi, że dał mi szansę wydostać się z Haiti. W pierwszej kolejności zawdzięczam to Bogu, w drugiej swojemu talentowi, a w trzeciej zawdzięczam to Wiśle Kraków. Gdyby nie talent, Wisła nie sprowadziłaby mnie do Krakowa. Dlatego w tej gradacji talent umieszczam przed Wisłą. To Wisła była startem dużej kariery. Haitańczycy się dziwili, że jest chłopak, który kiedyś grał na ulicy, a teraz gra w Europie – wspomina Guerrier.

Bóg, talent, Wisła Kraków. Dokładnie w tej kolejności

Guerrier dzięki grze dla Wisły zaliczył 75 występów na boiskach Ekstraklasy. Tamten okres był dla niego trampoliną do naprawdę wielkiej piłki – Haitańczyk załapał się bowiem na udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów jako piłkarz Karabachu Agdam niedługo po odejściu z krakowskiego klubu.

Reklama

W Hutniku Kraków osiemnastolatek mówi: może będę grał zawodowo w piłkę, może nie dam rady. A ja na to: chłopaku, jesteś szczęściarzem. Rodzice przywożą cię na trening co rano. Możesz przyjechać tramwajem. Po treningu możesz iść do restauracji coś zjeść. Masz takie możliwości, podążaj za swoimi marzeniami. Jak ja grałem na Haiti, to nie wiedziałem nawet, czy po treningu będę miał do jedzenia chleb – mówi Guerrier.

Hutnik to dobra drużyna z dobrym trenerem i środowisko, które daje pole do rozwoju. Musisz mieć ambicję, bo ja grałem na ulicy z przyjaciółmi. Gdybym myślał negatywnie, to nie byłoby mnie tutaj. Nie miałem chleba, czasami nie miałem jedzenia w ogóle, więc jadłem kukurydzę, która była bardziej dostępna. Grillowało się ją na ogniu i popijało wodą. Było trudno. Nie było mnie też stać na taxi. U nas to się nazywa taptap. To coś pomiędzy zbiorową taksówką, minibusem a pikapem przerobionym na pojazd pasażerski. Dlaczego taptap? Bo jak ktoś chce wysiąść, to po prostu stuknie dwa razy (tap-tap) w ścianę/dach/ramę pojazdu i kierowca zatrzymuje się w dowolnym miejscu na trasie. A ciebie rodzice wspierają, masz jedzenie w lodówce i nie masz motywacji? To kiedy będziesz ją miał? – dopytuje retorycznie piłkarz Hutnika.

On spełnił swoje marzenia o wielkiej piłce pisząc, naprawdę wyjątkową historię. Na życie zarabiał w Polsce, Turcji, Azerbejdżanie, ale też w lidze cypryjskiej czy litewskiej. Rozegrał też 59 spotkań dla reprezentacji narodowej i… nadal wierzy, że może dostać kolejne powołanie. Występ na mundialu byłby bez wątpienia przepięknym zwieńczeniem kariery Haitańczyka.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama