Dobranocka wróciła do telewizji! A nie, to Grand Prix Singapuru

Sebastian Warzecha

11 października 2026, 16:15 • 4 min czytania 1

Reklama
Dobranocka wróciła do telewizji! A nie, to Grand Prix Singapuru

Jeśli po sprincie i szaleństwie z nim związanym liczyliście, że właściwie Grand Prix Singapuru będzie równie emocjonujące, to możecie właśnie czuć się bardzo rozczarowani. Wyścig na Dalekim Wschodzie nie dał nam bowiem w zasadzie żadnych emocji, dopiero pod koniec doszło do pewnych przetasowań w czołówce. Niemniej: przez znaczną większość czasu było to widowisko z gatunku usypiających.

Reklama

Max Verstappen najlepszy w Grand Prix Singapuru

Na drugim kółku rozbił się George Russell. Na koniec zahaczyli się obaj kierowcy McLarena. Szaleństwo, czyste szaleństwo towarzyszyło rywalizacji od samego początku do ostatnich kółek. Tak właśnie było w Singapurze… w czasie sobotniego sprintu. On faktycznie przyniósł sporo emocji i zwrotów akcji. Chciało się to oglądać, bo było tam sporo Formuły 1 w Formule 1 właśnie.

A w Grand Prix? No tam to nudy, długo nudy.

Przez dobre dwie trzecie wyścigu w czołówce właściwie nie było przetasowań. Prowadził Max Verstappen, dalej jechali obaj kierowcy Ferrari, potem Andrea Kimi Antonelli i McLaren razy dwa. Gdybyście wyszli chwilę po starcie i wrócili dwadzieścia kółek później, właściwie niczego byście nie stracili. Obserwować – jeśli już kogokolwiek – opłacało się walkę George’a Russella, który dostał karę cofnięcia o 60 (!) pól startowych i walczył o to, by po starcie z końca grupy zgarnąć chociaż punkt. Z tyłu stawki startował też Isack Hadjar i miał ten sam cel.

Russellowi ostatecznie się to udało – skończył na 9. miejscu. Hadjar walczył do samego końca i na kilka kółek przed metą faktycznie wyprzedził Pierre’a Gasly’ego, finiszując na 10. pozycji.

Reklama

A z przodu? No z przodu to sobie jechali, momentami jak procesja. Raz szybciej, raz wolniej, bo kilka razy mieliśmy wirtualne neutralizacje – z rywalizacji wypadali bowiem Gabriel Bortoleto, Franco Colapinto i Lance Stroll. Niemniej – cały, długi czas bez zmian.

Opony Hamiltona dały nieco emocji

Wreszcie coś zadziało się, gdy spadło tempo Lewisa Hamiltona, który jechał na trzeciej pozycji. Brytyjski siedmiokrotny mistrz zaczął być przez to atakowany przez Lando Norrisa i ich rywalizacja przez kilka kółek faktycznie grzała, bo doskonale się Lewis bronił, a jego rodakowi brakowało pomysłów na to, jak starego wygę objechać.

Wreszcie jednak Lewis ściął zakręt, Norris też miał swoje problemy i wtedy zza pleców Lando wyskoczył przewodzący klasyfikacji generalnej Andrea Kimi Antonelli. On bez trudu poradził sobie z Norrisem, a potem równie łatwo wyprzedził weterana w osobie Hamiltona. Norrisowi niedługo potem też się to udało, ale jego szanse na walkę o podium właściwie się w tamtym momencie urwały, bo gdy tylko włoski kierowca znalazł się przed Hamiltonem, to zaczął tej dwójce odjeżdżać.

Z przodu przez cały ten czas absolutnie niezagrożony jechał Max Verstappen, za jego plecami z kolei znajdował się Charles Leclerc i też nie miał żadnych zmartwień – nie był w stanie ani dogonić Verstappena, ani nikt nie mógł go dogonić. Max i Charles jechali więc własne wyścigi i jedyne, na czym im zależało, to żeby po prostu nie popełnić błędów. Własny wyścig jechał też Hamilton, którego wyprzedził jeszcze Oscar Piastri – tyle że Lewis walczył nie tylko z rywalami, ale i ze swoimi oponami, które ledwie trzymały się toru.

Reklama

Spadł więc o kilka lokat, ale utrudnił życie rywalom, jak tylko mógł – warto to zauważyć. Podobnie jak to, że Andrea Kimi Antonelli po trzecim miejscu jest coraz bliżej tytułu mistrzowskiego. A Max Verstappen? Wrócił do swojej najlepszej formy – w Singapurze był najlepszy zawsze: w kwalifikacjach, sprincie i wyścigu. To jest ta holenderska klasa. No i to też jest kompletowanie F1, bo w Singapurze nigdy wcześniej Max nie wygrywał.

Wreszcie się udało.

Reklama

Choć udało się w stylu dawnego Maxa – bez żadnych wątpliwości. A że i w środku stawki tych przetasować jednak nie było tak wiele, to naprawdę można było śmiało uciąć sobie drzemkę. Takie to było Grand Prix.

TOP 10 Grand Prix Singapuru

  1. Max Verstappen (Red Bull Racing)
  2. Charles Leclerc (Ferrari)
  3. Andrea Kimi Antonelli (Mercedes)
  4. Lando Norris (McLaren)
  5. Oscar Piastri (McLaren)
  6. Lewis Hamilton (Ferrari)
  7. Liam Lawson (Racing Bulls)
  8. Nico Hulkenberg (Audi)
  9. George Russell (Mercedes)
  10. Isack Hadjar (Red Bull Racing)

Walka o mistrzostwo

  1. Andrea Kimi Antonelli – 340 punktów.
  2. George Russell – 238,
  3. Lewis Hamilton – 229,
  4. Max Verstappen – 221,
  5. Charles Leclerc – 215,
  6. Lando Norris – 201.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Reklama