Dzisiejszy konkurs duetów w Lahti miał być dla Kamila Stocha… debiutem w tej konkurencji w Pucharze Świata. Równocześnie jednak stał się pożegnaniem, bo to ostatni w tym sezonie konkurs dwójek. Wydarzeniem dnia nie było jednak to, a miejsce na podium gospodarzy, którzy na takie osiągnięcie – w jakiejkolwiek konkurencji – czekali 4446 dni!
Kamil Stoch jedyny raz w duetach. Podium Finów w Lahti
Konkursy duetów dały nam w tym sezonie sporo radości. W Zakopanem – owszem, w nieco wybrakowanej stawce – Dawid Kubacki i Kacper Tomasiak stanęli na trzecim miejscu podium. Na igrzyskach Tomasiak w parze z Pawłem Wąskiem – przy odwołanej decydującej serii – zdobyli z kolei srebro. Innymi słowy: jeśli ktoś z Polski wcześniej nie lubił tego formatu, to teraz polubić go po prostu musiał.
Dziś liczyliśmy na to, że Polacy znów powalczą o bardzo dobry wynik. Niestety jednak – tym razem zabrakło tego, co raczej braliśmy za pewnik, czyli dobrych skoków Kacpra Tomasiaka.
Ten bowiem tylko raz poleciał na ponad 120 metrów – w drugiej serii skoczył 123 m i to poprawiło nam nastroje, bo uwierzyliśmy, że Polacy jeszcze mogą powalczyć o wysokie lokaty. Ale w pierwszej i trzeciej serii osiągnął ledwie 116 metrów. A to za mało, żeby mieć szansę na walkę o medale. Szkoda, bo Kamil Stoch prezentował się dziś w Lahti naprawdę solidnie – skakał odpowiednio 121,5, 122,5 i 122 metry. Jasne, finalnie to Tomasiak miał – minimalnie, ale jednak – wyższą notę.
Natomiast wyższą tylko minimalnie. A niestety, by walczyć tu o coś więcej, ta musiałaby być znacząco od Kamila odbiegająca.
Polacy ostatecznie wywalczyli 7. miejsce. Z ekip, które dostały się do trzeciej serii, wyprzedzili tylko Amerykanów, a gorsi byli od pozostałych sześciu. Stawka zresztą była bardzo wyrównana, jeśli o miejsca 3-6. chodzi. Szóstej Norwegii do podium zabrakło jedynie 6,5 punktu. My, niestety, sporo straciliśmy już do Skandynawów. Historią dnia jednak jest nie nasze siódme miejsce, a to, kto na ten najniższy stopień podium wskoczył. Bo dwa pierwsze dało się przewidzieć – wygrali Austriacy, drudzy byli Słoweńcy.
A za nimi wylądowali gospodarze, Finowie.
I to wielka niespodzianka. Nikt nie mógł spodziewać się, że Antti Aalto i Niko Kytosaho dadzą sobie radę czy to z Norwegami, czy z Niemcami. Pomogła im dyskwalifikacja Rena Nikaido już w pierwszej serii, bo odpadli faworyzowani do podium Japończycy. Ale trzeba oddać Finom, że ci znakomicie skorzystali z szansy. I to skorzystali tam, gdzie najlepiej było im to zrobić – w Lahti bowiem zebrało się trochę kibiców, którzy mogli potem świętować sukces rodaków.
A takiego sukcesu musieli być spragnieni. Bo od ostatniego minęła dobrze ponad dekada.
4446 dni czekali 🇫🇮Finowie na podium Pucharu Świata mężczyzn! Ponad 12 lat!
4 stycznia 2014 r. konkurs indywidualny w Innsbrucku wygrał Anssi Koivuranta. Dziś w #Lahti Niko Kytosaho i Antti Aalto na trzecim miejscu w konkursie duetów!#skijumpingfamily @Skijumpingpl
— Adam Bucholz (@Bucholz_Adam) March 8, 2026
Lahti przyniosło nam więc kolejną świetną historię. W piątek pierwszy raz w karierze na podium stał Władimir Zografski, a Domen Prevc nie wygrał siódmego konkursu przez dyskwalifikację. Pierwszą wygraną zaliczał z kolei Philipp Raimund. W niedzielę Prevc minimalnie przegrał z Danielem Tschofenigiem. A dziś Finowie się do tego dołożyli.
No i fajnie, niech ta końcówka sezonu będzie ciekawa. Choć nie obrazilibyśmy się, gdyby i Polacy swoje do tego dołożyli.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o skokach na Weszło:
- Kacper Tomasiak zrobił swoje. Polak wicemistrzem świata juniorów
- Fenomenalny junior. Kim jest Kacper Tomasiak?
- Hejtowali go, a przywiózł medale. Jakim trenerem jest Maciusiak?