Ekspert: Nie widać, by Daria była w stanie Igę z tego wyciągnąć [WYWIAD]

Jakub Radomski

09 kwietnia 2026, 15:46 • 15 min czytania 15

Reklama
Ekspert: Nie widać, by Daria była w stanie Igę z tego wyciągnąć [WYWIAD]

– Dziś nie widać, żeby Daria Abramowicz była w stanie wyciągnąć Igę z problemów – mówi nam Tomasz Wolfke. W dużej rozmowie z Weszło ekspert i komentator tenisa ocenia wybór przez Polkę nowego szkoleniowca i jej treningi na Majorce z Rafą Nadalem. Tłumaczy, dlaczego Iga może być odbierana jako dziecinna i opisuje jej otoczenie. Wolfke mówi, jak patrzy na współpracę zawodniczki z Darią Abramowicz i wymienia dwie osoby, które Iga mogłaby rozważyć w roli nowego psychologa. Przekonuje też, dlaczego Polka powinna poszukać w swojej grze czegoś nowego, a jej tenis nazywa wprost: prostym i nudnym. Choć często jest skuteczny.

Reklama

Jakub Radomski: Zdziwiło cię, że trenerem Igi Świątek został Francisco Roig?

Tomasz Wolfke, ekspert i komentator tenisa: Kiedy jego nazwisko pojawiło się pierwszy raz w mediach, byłem trochę zaskoczony. Nie pamiętałem, że tak długo współpracował z Rafą Nadalem. Nie kojarzyłem też, że później pracował z Matteo Berrettinim, Emmą Raducanu czy Francuzem Giovannim Perricardem. Niektórzy mówili, że po tym, jak Iga zwolniła Wima Fissette’a, to żaden poważny szkoleniowiec przy niej się nie pojawi. Ale to przesada.

To jest tak, jak powiedział kiedyś Tomasz Wiktorowski: tego typu zawodniczce się nie odmawia. Na początku przychodziły mi do głowy inne nazwiska, myślałem o czołowych trenerach świata, takich jak Brad Gilbert, Patrick Mouratoglou czy Darren Cahill. O Roigu niespecjalnie. Ale gdy to się wydarzyło i zastanowiłem się nad tym, uważam, że to znakomity ruch.

Komentator tenisa o nowym trenerze Igi Świątek: Nie sądzę, by ta współpraca potrwała krócej niż sezon

Dlaczego?

Reklama

Bo on, tak się wydaje, przychodzi w pakiecie z Rafą Nadalem, czyli idolem Igi z dzieciństwa i młodości. Miała mieć plakat Rafy nad łóżkiem. Poza tym Świątek gra praktycznie taki sam forhend jak Nadal. To jest rzadkie zagranie: westernowy, ekstremalny chwyt rakiety. Tylko oni tak to robią, podobnie grał w przeszłości inny Hiszpan, Alberto Berasategui, którego nie każdy pamięta. Są spory, kto i kiedy Igę tego nauczył, czy może bardziej ona sama podpatrzyła to u Nadala. To dziwny sposób gry w tenisa. Powiedziałbym, że unikatowy.

Uważam, że ta współpraca to jeden z ostatnich elementów, który został Idze do ułożenia. Jeżeli taka zawodniczka chce znów być najlepsza na świecie i ma ambicję, by coś zmienić w tym kierunku, musi pomagać jej osoba z najwyższej półki, która bardzo wiele osiągnęła i będzie dla niej autorytetem. Robiąc założenie, że w tę współpracę z Roigiem mocno włączy się Nadal, a tak się wydaje, to pod tym względem nie ma lepszej osoby na świecie. Może Justine Henin albo Amelie Mauresmo, czyli liderki rankingu WTA z przeszłości, też by się nadawały. Można tu dyskutować.

Francisco Roig (z prawej) - trener Igi Świątek

Francisco Roig (z prawej) – trener Igi Świątek

Reklama

Iga w ostatnich dniach ćwiczy w Akademii Rafy Nadala na Majorce i to jest współpraca dwustronna. Świątek dodaje temu miejscu blasku, tym bardziej, że to nie jest najlepsza akademia tenisowa na świecie. W samej Hiszpanii jest ponad 100 tego typu miejsc, a lepsze opinie ma m.in. akademia Juana Carlosa Ferrero. Dwa główne kierunki w tym kontekście to Hiszpania, ale też Floryda, gdzie szkółkę ma Nick Bollettieri i ona cieszy się jeszcze większy prestiżem. Na Florydzie trenuje wielu najlepszych graczy, niektórzy też trochę w Dubaju. Iga wybrała Majorkę, akademię Rafy i podejrzewam, że ona stanie się jej bazą.

Nie sądzę, by współpraca Igi z Roigiem i Rafą potrwała krócej niż sezon. To nie miałoby sensu. Chociaż, z drugiej strony, z każdym kolejnym trenerem Polka pracuje krócej. Spójrzmy: Piotr Sierzputowski był jej szkoleniowcem przez ponad pięć lat. Tomasz Wiktorowski – przez niemal trzy. Fissette? Niespełna półtora roku.

Pakiet Roig – Nadal wydaje się jednak rokować znakomicie. A co z tego wyniknie? Trzeba pamiętać, że są też przeciwniczki po drugiej stronie siatki. Iga może zrobić postępy, które jednak niekoniecznie pozwolą osiągać takie wyniki jak w 2022 czy 2023 roku. Rywalki nie śpią, PESEL Igi cyka. Będą pojawiać się młode tenisistki. Już teraz rozwijają się 19-letnia Victoria Mboko czy 18-letnia Mirra Andriejewa. Nie wiadomo też, jak długo znakomita będzie Aryna Sabalenka. Dlatego, nawet jak będą owoce pracy z Roigiem i Rafą, to nie musi oznaczać powrotu Świątek na pierwsze miejsce w rankingu.

Zakładam, że oglądasz uważnie filmiki z Majorki, na których widać, jak Iga ćwiczy z Nadalem.

Reklama

Zdziwił mnie jeden, na którym widać było, jak Rafa koryguje return Igi. Pokazuje jej, by zrobić krok bardziej w prawo i do przodu. Akurat ten element nie wydawał mi się być piętą achillesową Świątek. Dużo można za to powiedzieć w tym kontekście o jej serwisie. Iga zagrywa w sposób nietypowy i trochę nieposkładany. To jest zupełnie inny wzorzec niż klasyczny, tzw. trophy position. Ta nazwa bierze się stąd, że ciało wygięte w łuk często znajduje się na różnych nagrodach tenisowych czy rzeźbach.

U Igi wygląda to dziwnie. Oczywiście nie jestem trenerem, ale wiem, że ruch przy serwisie jest trudny, bo to składowa wielu elementów. Statystyki potwierdzały, że podczas pracy z Fissettem serwis Igi się trochę posypał. Ona ciągle jest w tym elemencie w TOP 10 na świecie, ta zagrywka nie jest zła, ale wcześniej np. jej drugie podanie, często wyrzucające na zewnątrz, było bardzo skuteczne. To się skończyło. Wydaje się, że nad tym trzeba sporo popracować.

Iga Świątek w akcji

Iga Świątek w akcji

Reklama

Tomasz Wolfke: Iga może być postrzegana jako dziecinna. Ale nie tak jak Hubert Hurkacz

Roig powinien zmienić pewne rzeczy, ale on ma w tym doświadczenie. To była w dużej mierze jego zasługa, a mniejsza wujka Nadala, Toniego, że młody Rafa zaczął w pewnym momencie inaczej grać. Nadal miał 19 lat, gdy pierwszy raz wygrał French Open. To był 2005 rok. Ale później przez trzy, cztery lata dostawał baty na szybszych kortach, bo brał za obszerny zamach i ustawiał się za daleko od linii. On po prostu nie wiedział, o co chodzi. Uczył się tenisa na wolnych kortach w Hiszpanii, a tu zupełnie inne realia.

Trzeba było się tego nauczyć i Rafa, pod wodzą Roiga, to zrobił. Cztery razy wygrał US Open, po dwa razy Wimbledon i Australian Open. On usprawnił swoją grę, urozmaicił technikę. Nagle potrafił pójść do siatki i skończyć akcję wolejem. W przypadku Igi warto spróbować czegoś podobnego. Jeżeli się nie uda, Polka będzie najwyżej do końca kariery królową kortów ziemnych i czasem coś wygra na innej nawierzchni. Świątek ma cztery triumfy na kortach Rolanda Garrosa, po jednym w US Open i Wimbledonie. Zostaje jej Australia, a ona wydaje się najłatwiejsza.

W jakim sensie?

Bo z turniejami wielkoszlemowymi jest trochę jak u George’a Orwella. W „Folwarku zwierzęcym” jest cytat, że wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych. W tenisie najwyższy status ma Wimbledon, za nim są Paryż i Nowy Jork. Dopiero później Melbourne. Dlatego Australia wydaje mi się relatywnie najprostsza do wygrania. Mam nadzieję, że Roig wydobędzie z Igi to, co najlepsze, a do tego poprawi niuanse w jej grze.

Reklama

Na Majorce widzimy – tak się wydaje – Igę, która zmieniła otoczenie i złapała luz. Oglądamy ją ze swoim największym idolem, widzimy zdjęcia z siostrą, która postanowiła ją odwiedzić. Jak samo to może wpłynąć na Polkę mentalnie?

Iga jest naprawdę mądrą osobą. Owszem, może być postrzegana jako dziecinna, ale nie w takim sensie jak Hubert Hurkacz, który jest dużym dzieckiem. W przypadku Świątek po prostu całe dorosłe życie to poświęcenie tenisowi. Jest osobą introwertyczną, której – tak myślę – pasuje bycie w bańce swojego teamu, ale jednocześnie jest rozgarnięta i potrafi zadbać o swój dobrostan.

Jeśli Agata, czyli jej siostra, która pracuje jako stomatolog, nie musiała akurat leczyć zębów i przyleciała do niej, to bardzo dobrze. Najwidoczniej Iga ma w niej oparcie. Słyszałem, że mają dobry kontakt. Taką osobą nie zawsze musi być Daria Abramowicz, jej ojciec czy Maciej Ryszczuk, odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne. Iga w tej akademii Rafy na pewno jest królową. Jeżeli w takim miejscu trenuje czterokrotna mistrzyni French Open, to trudno, żeby nie była tam osobą numer jeden. Myślę, że również samo to ją mentalnie podbuduje.

Tomasz Wolfke

Reklama

Tomasz Wolfke

Świątek wróci do grania turniejem w Stuttgarcie. Mam nadzieję, że się nie przepali. Że nie będziemy mieć scenariusza, w którym trafi na taką Jelenę Ostapenko i znowu z nią przegra. Czuję w kościach, że będzie nieźle. Może nie zobaczymy w najbliższych tygodniach Świątek z lat 2023-2024, kiedy prezentowała się świetnie w Stuttgarcie, Madrycie, Rzymie i French Open, ale mam nadzieję, że wygra przynajmniej jedną z tych imprez.

Ekspert: Nie widać, by Daria Abramowicz była w stanie wyciągnąć Igę Świątek z kłopotów

Po tym, jak w Indian Wells Iga przegrała w ćwierćfinale z Eliną Switoliną, a pod koniec spotkania słyszeliśmy jej dziwny dialog z boksem, trwa dyskusja, czy zmiana powinna dotyczyć tylko trenera.

Adam Romer powiedział ładnie i dość odważnie, że Fissette tak naprawdę stał się kozłem ofiarnym. Być może on był zbyt łagodny, ale my oceniamy go przez pryzmat tego, że siedział w boksie i nic nie mówił. Albo poprzez jego wywiady, których udzielił kilka. Ten człowiek w przeszłości prowadził Kim Clijsters i Angelique Kerber. Obie go broniły, przekonywały, że to bardzo sensowny trener.

Reklama

Wszyscy mówili, że problemem Igi są bardziej kwestie mentalne, a nie tenisowe. Świątek nie radziła sobie z emocjami, pokazywała zachowania lekko histeryczne. Przecież ona w 2021 roku, podczas meczu z Marią Sakkari w WTA Finals, potrafiła się popłakać na korcie przed piłką meczową. Daria Abramowicz poradziła sobie z tym, poukładała lepiej Igę, ale później przyszły różne problemy emocjonalne i życiowe. Odejście Wiktorowskiego, problem z dopingiem, porażka w półfinale igrzysk w Paryżu, która była bardzo dużym ciosem. Parę rzeczy się nie udało i Iga się posypała. Dziś postawiłbym tezę, myślę, że sensowną: nie widać, żeby Daria Abramowicz była w stanie ją z tego wyciągnąć.

Raz to się udało i czapki z głów, bo Daria znakomicie wykonała rolę psychologa sportu. Potrafiła zmienić osobę płaczącą, lekko histeryzującą i nie radzącą sobie z oczekiwaniami, w zawodniczkę żelazną i wygrywającą wszystko. Czy uda się drugi raz? Nie wiem. Iga ma wszelkie narzędzia, mentalne i finansowe, do tego wrodzoną inteligencję, żeby zastanowić się, co zrobić, gdy pewne metody już nie działają.

Co masz na myśli?

Daria jest kimś więcej w tym teamie dla Igi. Może warto spróbować współpracy z innym psychologiem? Będę się upierał, że jest kilku, jak Paweł Habrat czy Jakub B. Bączek, którzy mają o tym duże pojęcie i być może mogliby jej pomóc. Na pewno Igę na taki ruch stać, a Daria myślę, że by się nie obraziła. Ona też zdaje sobie sprawę, że mental znów jest problemem i może warto pokazać Idze inne narzędzia.

Reklama

Iga Świątek i Daria Abramowicz

Iga Świątek i Daria Abramowicz

Ten siedmioletni układ Darii z Igą nauczył mnie, że praca psychologa ze sportowcem to nie do końca układ terapeuta-klient. W tym drugim przypadku jest tak, że idziesz po poradę i robią ci psychoanalizę. Masz konkretny problem i umawiasz się np. na 20-40 sesji. Terapeuta cię leczy, ma ci pomóc, stosując określone metody. I to pomaga albo nie. W psychologii sportu jest trochę inaczej: to nie musi polegać na poradzeniu sobie z jednym problemem. Iga Świątek i Daria Abramowicz to chyba jedyny przypadek w psychologii sportu, żeby to trwało tak długo i ciągle. Wszyscy podkreślają, że Daria jest zawsze: na meczach, wakacjach. Wszędzie. Na pewno to jej najbliższa przyjaciółka. Może zastępuje jej mamę?

Świątek ma kompleks mamy, która odeszła od rodziny. Rzadko zdarza się, żeby matka odeszła od dwóch dorastających córek i te zostały z ojcem. To jeden przypadek na 50 w takich sytuacjach: by obie córki zostały z tatą. Nie sądzę, by były na tyle bezwolne, że nie potrafiły powiedzieć: „Chcemy być z mamą”. Na pewno tam jest jakiś trup w szafie.

Reklama

Pamiętajmy, że tenis to jedna z nielicznych dyscyplin, gdzie sportowiec jest szefem. To on wybiera trenera, masażystę, psychologa. Opłaca ich. Im stać go na więcej, tym ma bardziej rozbudowany sztab. To może generować problemy, polegające na tworzeniu się dworów. Wiele osób mówi o sztabie Igi, że tam są właśnie takie dworskie stosunki: nikt nie powie czegoś wbrew, czegoś kontrowersyjnego, bo może się bać o posadę.

Niegdyś stańczykowie byli zatrudniani przez światłego władcę, żeby powiedzieli mu coś prosto w oczy. A tutaj nikt nie rozmawia z Darią. Ona nie chce udzielać wywiadów? Ludzie boją się ją poprosić o wywiad? W wielu sytuacjach obracamy się w sferze przypuszczeń i mgławicowych sytuacji. Sama Iga też komunikuje się tylko tak, jak chce, najczęściej przez media społecznościowe.

Było kilka wywiadów.

Udziela ich raz na rok albo rzadziej. Pamiętam jeden znakomity, z Anitą Werner. Było wtedy widać, że chce go udzielić. I teraz, niedawno, mieliśmy dużą rozmowę Radka Leniarskiego. Całkiem sensowną. Chciałbym, żeby Iga częściej rozmawiała z mediami i była bardziej otwarta. I żeby przyjechała do Gliwic, wystąpiła w Billie Jean King Cup. Mogła skrócić swój pobyt na Majorce, w Polsce grałaby na kortach bardzo podobnych do tych w Stuttgarcie. Usypano je, w dużej mierze dla niej. Rok temu była podobna sytuacja w Radomiu. Też ułożono taką nawierzchnię, a Świątek zrezygnowała ze startu, choć wtedy kryzys był trochę mniejszy, bo jednak więcej wygrywała.

Reklama

Dla Polskiego Związku Tenisowego to też zastrzyk finansowy. Gdyby 12 tysięcy ludzi kupiło bilety, to byłoby porównywalne wydarzenie do spotkania Polska – Rosja w Krakowie w 2015 roku. Wtedy związek zarobił kilka milionów złotych, to była mniej więcej równowartość dwuletniego budżetu.

Chciałbym więcej Igi Świątek. Obok Ireny Kirszenstein-Szewińskiej to już najlepsza polska sportsmenka w historii. Iga jest osobą publiczną, dla wielu bardzo ważną postacią, dlatego mogłaby pojawiać się częściej, nie tylko w mediach.

Tomasz Wolfke o tenisie Igi Świątek: Jednowymiarowy i prosty, jak u Rafy Nadala

Da się porównać obecny kryzys Igi z sytuacją którejś z wielkich zawodniczek z przeszłości?

Ja nie uważam, by Iga była w jakimś strasznym kryzysie. My ją teraz porównujemy do okresu, kiedy w pięć lat czterokrotnie wygrała French Open. Do 2022 roku, w którym zwyciężyła 37 razy z rzędu. Świątek najpierw spadła z pierwszego miejsca w rankingu na drugie, teraz jest czwarta. Miejmy nadzieję, że to koniec spadków. Dopiero gdyby była, powiedzmy, siódma czy ósma, albo gdyby nie zakwalifikowała się do WTA Finals, wtedy można by mówić o bardzo poważnym kryzysie.

Reklama

Na razie nie jest dramatycznie, choć rywalki grają lepiej od Igi, np. Jelena Rybakina. Z Coco Gauff Świątek długo sobie radziła, dziś raczej z nią przegrywa. Niepokojące jest na pewno to, że w ostatnim czasie przestała wygrywać z zawodniczkami z TOP 10 rankingu. Jednocześnie ze sporą częścią z nich wciąż ma dodatni albo remisowy bilans. Więc to nie jest jakiś straszny dół.

Iga Świątek i były już trener, Wim Fissette

Iga Świątek i były już trener, Wim Fissette

Poczekajmy, co wydarzy się w najbliższych turniejach. Do początku czerwca otrzymamy sporo odpowiedzi, będziemy mądrzejsi. Teraz trudno było wpaść na coś lepszego niż współpraca z Nadalem i jego wieloletnim trenerem. Ciekawi mnie, czy Rafa włączy się mocniej w pracę z Igą i pojawi się przy niej np. na turnieju w Madrycie albo podczas French Open. Powód do niepokoju pojawi się dopiero wtedy, gdyby na kortach ziemnych było niewiele lepiej.

Reklama

Dużo mówimy o mentalu. A nie jest jednocześnie trochę tak, że rywalki nauczyły się po prostu sposobu gry Igi Świątek?

Wiesz, to nie jest fizyka jądrowa. Igi nie trzeba jakoś specjalnie czytać na korcie. To jest niezwykle prosty tenis, ale on długo był skuteczny. Możesz wiedzieć, jak gra Iga, rywalki to wiedzą, ale nic ci to nie da, jeśli za nią nie nadążysz, a zdecydowana większość rywalek ciągle nie nadąża. Na pewno jednak kto się nie rozwija, ten stoi w miejscu. Jeżeli Iga przez cztery lata do swojego tenisa nie dołożyła nic, niczego nie zmieniła i gra ciągle tak samo, to do pewnego momentu to będzie wystarczające, ale to nie potrwa wiecznie. Pojawi się ktoś w lepszej formie, ktoś młody i zdolny.

W tenisie zawsze tak było. Andrea Jaeger miała 15 lat, gdy doszła do półfinału US Open w 1980 roku. Była numerem dwa na świecie. Mieliśmy młodziutką Jennifer Capriati, Martinę Hingis, później Marię Szarapową. O Mboko i Andriejewej, które grają teraz, już mówiłem. Obie nie mają jeszcze 20 lat. Co roku pojawia się jedna czy dwie takie zawodniczki.

Dlatego mam nadzieję, że w grze Igi w końcu pojawi się ten legendarny plan B, który będzie potrafiła wyciągnąć np. w półfinale Australian Open, w meczu z jakąś nawiedzoną młodą dziewczyną. I zacznie grać inaczej, tym ją zaskoczy. Wiesz, z czym mi się to kojarzy? Zajmujesz się siatkówką, więc na pewno kojarzysz męski finał igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Brazylijczycy prowadzą 2:0 w setach z Rosjanami i właśnie wtedy trener Władimir Alekno zamienia dwóch najlepszych zawodników pozycjami. Dmitrij Muserski, wielkolud mający 217 cm wzrostu, przenosi się nagle ze środka na atak. Wchodzi na pozycję, na której lata temu zaczynał przygodę z poważną siatkówką. Natomiast Maksim Michajłow z atakującego staje się przyjmującym. Efekt? Brazylia nie wie, o co chodzi. Przegrywa 2:3. Rosja ma złoto.

Reklama

Warto w sporcie nie być jednowymiarowym.

Dokładnie. Ja o tym mówię od trzech lat: Iga zwyciężała, ale jej tenis ciągle był jednowymiarowy. Mam prawo do takiej opinii jako kibic i jednocześnie esteta. Nadal i Serena Williams sprowadzili tę dyscyplinę sportu do gry wytrzymałościowej, opierającej się na tym, kto więcej i mocniej przebije. To jest po prostu nudne, jak się na to dłużej popatrzy. Zawsze wolałem Rogera Federera czy teraz Carlosa Alcaraza – gości, którzy wygrywają również sprytem, fantazją. Nawet Novak Djoković, choć do bólu przewidywalny i opierający swoje granie na defensywie, potrafił coś wymyślić. Są w tenisie kobiet zawodniczki jak Ostapenko, grające na zasadzie „żeby tylko przypieprzyć”, ale ona jest poza skalą.

Iga ma styl nie do powtórzenia dla normalnego człowieka. Żadna inna zawodniczka nie będzie w stanie tak szybko biegać i jednocześnie mocno uderzać ze stabilnej pozycji. Uważam, że Świątek jest w tym lepsza od Sabalenki czy Gauff, tylko że tamte są czasami bardziej regularne i mają więcej pomysłów. Tenis prezentowany przez Nadala, a teraz przez Igę, jest nudny i brzydki. To takie granie z kuźni, a ja wolałbym obejrzeć granie z pracowni artysty rzeźbiarza. Świątek wygrywała jednak w ten sposób dziewięć meczów na dziesięć. Teraz, powiedzmy, wygrywa siedem i chce wrócić na dawne tory.

Ale obawiam się, że w najważniejszym momencie to może nie wystarczyć. Życzę jej, by zwyciężyła w Australian Open i by zdobyła jeszcze wymarzone złoto olimpijskie. Ale wyobraźmy sobie finał igrzysk w Los Angeles. Mecz o złoto, z jakąś silną Amerykanką. Iga jest bezsilna, ale nagle wyciąga z arsenału atomową broń. I wszystko się zmienia. Przecież to byłby scenariusz na film. Pamiętajmy, że wygrać igrzyska w 2028 roku będzie dużo trudniej niż było zwyciężyć w Paryżu.

Reklama

ROZMAWIAŁ: JAKUB RADOMSKI 

WIĘCEJ NA WESZŁO EXTRA:

Fot. Newspix

15 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama