Szkocki duopol runie po czterech dekadach? Celtic musi złamać Serca

Michał Kołkowski

14 maja 2026, 21:24 • 10 min czytania 19

Reklama
Szkocki duopol runie po czterech dekadach? Celtic musi złamać Serca

Emocje w szkockiej ekstraklasie sięgają zenitu. Po raz pierwszy od 1985 roku tytuł mistrzowski może wpaść w ręce drużyny niebędącej Celtikiem lub Rangersami. Absolutną dominację ekip z Glasgow próbują przerwać zawodnicy edynburskiego Heart of Midlothian. Wydawało się zresztą, że dokonają tego już w przedostatniej serii spotkań, kiedy ścigający ich Celtic męczył się przeokrutnie w wyjazdowym starciu z Motherwell. Koniec końców The Bhoys wyszarpali jednak trzy punkty po bramce z rzutu karnego zdobytej w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry. Jak łatwo się domyślić – nie obyło się bez oskarżeń o sędziowską pomoc dla gigantów z Parkhead.

Reklama

Jak gdyby tego wszystkiego było mało, w ostatniej kolejce Celtic zmierzy się u siebie z Hearts. Wymarzony finał pasjonującego sezonu.

Duopol Celticu i Rangers. Poprzednio trzeba było sir Alexa, by go przełamać

Sir Alex Ferguson – to właśnie legendarny Szkot jest ostatnim trenerem, któremu udało się przełamać duopol Celticu i Rangersów w Premiership. Dowodzone przez niego Aberdeen sięgnęło aż po trzy mistrzowskie tytuły: w 1980, 1984 i 1985 roku. A do tego dorzuciło także szereg krajowych pucharów, no i bodaj najcenniejszą zdobycz: Puchar Zdobywców Pucharów 1982/83. W finale tych rozgrywek Aberdeen pokonało Real Madryt.

– Pierwsze mistrzostwo nas zjednoczyło. Piłkarze we mnie uwierzyli i mi zaufali – wspominał „Fergie” w The Telegraph.

„Czysta, brutalna energia”. Jak Alex Ferguson poskromił Real Madryt w finale PZP

Reklama

Ferguson uwielbiał zmagania z przeciwnikami stawianymi w roli murowanych faworytów do triumfu, takimi jak Real w Europie czy The Bhoys i The Gers w kraju. Choć z odmiennych powodów. Szkot doskonale czuł media i z upodobaniem stosował rozmaite socjotechniczne sztuczki, pragnąć w ten sposób dodatkowo motywować swoich podopiecznych. Stał się wybitnym specjalistą w zakresie wojenek psychologicznych z oponentami – dorównał mu pod tym względem dopiero José Mourinho.

Na krajowym podwórku twardo trzymał się narracji, jakoby Celtic oraz Rangersi byli faworyzowani przez sędziów oraz szefów szkockiej federacji i dlatego każde zwycięstwo klubu pokroju Aberdeen z potęgami z Glasgow powinno być traktowane jako triumf w starciu z „układem”. Gdy z kolei zbliżały się mecze w Europie, natychmiast zmieniał front i zapewniał piłkarzy The Dons, że nie ma żadnego powodu, by mieli czuć się słabsi od przykładowego Realu. – Po osiemnastu miesiącach pracy z Fergusonem wydawało się nam, że eksplodujemy – tak Gordon Strachan wspominał pierwszy mistrzowski sezon Aberdeen pod wodzą „Fergiego” w książce „Futbol, cholera jasna!”. – Z tego okresu pamiętam przede wszystkim niesamowitą nerwowość, towarzyszącą mi w końcówce sezonu. Nieustannie chodziłem do toalety. Ludzie myśleli, że mam jakieś problemy zdrowotne, a to była po prostu reakcja organizmu na stres wywołany możliwością wygrania ligi.

Później żaden szkoleniowiec nie osiągnął już choćby zbliżonej skuteczności w zmaganiach z Celtikiem oraz Rangers.

W całej historii rywalizacji o mistrzostwo Szkocji drużyny z Glasgow zgarnęły jak dotąd po 55 tytułów. Cała reszta ma ich na koncie… 19. Akurat lata 80. pod względem różnorodności były w Premiership prawdziwie szalone, bo swój kawalątek tortu w sezonie 1982/83 uszczknęło także Dundee United. Niemniej, dysproporcja jest kolosalna. No i mamy tu dodatkowy smaczek bieżących rozgrywek: Celtic może sięgnąć po tytuł numer 56 i odskoczyć odwiecznym rywalom zza miedzy.

Reklama

sir Alex Ferguson

Celtic jak rozklekotana Honda Civic. Protesty fanów, rezygnacja prezesa

W ogóle ostatnie lata w szkockiej piłce trudno tak z ręką na sercu nazywać duopolem. Owszem, Rangers sięgnęli po mistrzostwo kraju w 2021 roku, symbolicznie puentując w ten sposób burzliwy rozdział podźwigania się z kolan po upadku, a do tego dołożyli także Puchar Szkocji (2022), Puchar Ligi (2024) czy awans do finału Ligi Europy (2022). To znaczące osiągnięcia, jasne, lecz bledną one na tle wyczynów The Bhoys, którzy w latach 2012-2025 zostali mistrzami Szkocji aż trzynastokrotnie. Właśnie ta seria triumfów pozwoliła im na przestrzeni niespełna 15 lat zredukować potężną stratę do The Gers w historycznych rankingach.

Aż pięć sezonów w omawianym okresie Celtic zamknął z potrójną koroną. Przynajmniej jeden z krajowych pucharów zdobywał praktycznie co roku. W sezonie 2016/17 drużyna uzbierała 106 punktów w lidze na 114 możliwych – nie przegrała wówczas ani jednego spotkania na szkockim podwórku.

No ale w bieżącej kampanii The Bhoys wpadli naprawdę w poważne tarapaty. Jesienią ze stanowiska ustąpił sensacyjnie Brendan Rodgers, jeden z najbardziej utytułowanych managerów w blisko 140-letnich dziejach klubu. Ustąpił, dodajmy, w atmosferze kłótni i skandalu. Trener był do tego stopnia rozgoryczony potknięciami w europejskich pucharach, że zaczął publicznie uderzać w zarząd klubu. – Nie ma szans, by ktoś kazał ci pojechać w wyścigu Formuły 1, a jednocześnie dał ci kluczyki do Hondy Civic. I powiedział: radź sobie, jakbyś miał Ferrari. Już na starcie jesteś na straconej pozycji.

Reklama

W ten sposób wyraźnie sfrustrowany Rodgers podsumował letnie okno transferowe w wykonaniu Celticu. Z klubu odeszli Nicolas Kühn i Adam Idah, a pół roku wcześniej sprzedany został także Kyogo Furuhashi. Oczywiście komentarze trenera nie przypadły do gustu władzom szkockiego klubu. – Manager wiedział o wszystkich transferach przychodzących i wychodzących. Wszystkie ruchy akceptował. Insynuacje, jakoby politykę transferową prowadzono za jego plecami, są nieprawdziwe – skwitował ostro Dermot Desmond – irlandzki miliarder i główny akcjonariusz Celticu – w szeroko dyskutowanym oświadczeniu. Po czym przeszedł do kontrataku. Zarzucił byłemu już trenerowi zdejmowanie z siebie odpowiedzialności za porażki i napuszczanie kibiców na zarząd. – Jego słowa i działania były mylące, samolubne i przyczyniały się do tworzenia podziałów oraz toksycznej atmosfery wokół klubu. Podsyciły wrogość wobec członków zarządu.

Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie, a protesty kibiców The Bhoys z każdym tygodniem nabierały na intensywności i przerodziły się w otwartą wojnę władz z grupami ultrasów. Czarę goryczy przelało posadzenie na ławce trenerskiej Wilfrieda Nancy’ego, który zanotował chyba najgorszą kadencję w dziejach Celticu. Poprowadził bowiem zespół zaledwie w ośmiu spotkaniach, z których przegrał aż sześć. W tym: finał Pucharu Ligi oraz Old Firm Derby na Celtic Park.

Po tej klęsce Nancy został zwolniony. Na stołku wytrwał miesiąc i jeden dzień.

Reklama

Ze stanowiska prezesa klubu ustąpił również Peter Lawwell. – Wierzę, że udowodniłem umiejętność stawiania czoła wyzwaniom na wielu frontach, ale groźby i obelgi z pewnych źródeł nasiliły się do tego stopnia, że stały się nie do zniesienia. To dotyka i niepokoi moją rodzinę. Na tym etapie życia nie jest mi to potrzebne. Nie będę tego akceptował, dlatego opuszczam klub, który kocham od zawsze – zadeklarował 66-latek, który w strukturach Celticu działał przez kilkadziesiąt lat.

Już trzy lata wcześniej miał zresztą miejsce skandaliczny, bandycki incydent, gdy zamaskowany mężczyzna podpalił samochody zaparkowane przed domem Lawwella. Gniew po zielonej stronie Glasgow narastał zatem od lat, aż wreszcie eksplodował, gdy zespół znalazł się w sportowym dołku.

protesty kibiców Celtic Glasgow

Celtic dogonił Hearts. Wielkie kontrowersje po interwencji VAR-u

Wydawać by się mogło, że w takich okolicznościach Celticowi nie pozostało już nic innego, jak tylko dograć katastrofalny sezon do końca, w miarę możliwości unikając wstydliwych porażek. Ale nic bardziej mylnego. Przewaga The Bhoys nad krajową konkurencją jest na tyle olbrzymia, że nawet w tak chaotycznym okresie Celtic może zamknąć rozgrywki z dubletem na koncie. Trzeba już tylko wygrać dwa spotkania: z Hearts w lidze i Dunfermline w finale Pucharu Szkocji.

Reklama

Nową energię tchnął do zespołu Martin O’Neill, 74-letni manager, który święcił w Celtikiem wielkie triumfy na początku XXI wieku. Doświadczony szkoleniowiec najpierw wrócił do ekipy The Bhoys jesienią jako trener tymczasowy, a potem znowu w styczniu, już jako strażak pełną gębą.

Mimo że to właściwie trener-emeryt, wigoru mu nie brakuje. Również w kontaktach z kibicami. – Jako drużyna, jesteśmy mistrzami własnego upadku – wypalił po jednym ze spotkań na antenie TNT Sports. – Jestem przekonany, że w końcu Celtic stanie się znowu zespołem europejskiego formatu. Ale to temat na przyszłość. W tej chwili toczymy nasze bitwy na zupełnie innym poziomie. Kibice w ramach protestu przerywają nasze spotkania: każdy, kto sądzi, że jest to dobry pomysł, powinien się przebadać na głowę. To w ogóle nie powinno być tematem do dyskusji. Wystawia nam to złe świadectwo. Mecze są wystarczająco trudne i bez tego. […] Celtic Park w przeszłości był onieśmielającym stadionem dla naszych przeciwników. Niezwykle trudnym terenem. Za moich czasów nawet drużyny pokroju Juventusu trzęsły tu kolanami. Topowym drużynom trzęsły się kolana. Rozumiem, że toczą się wojenki między kibicami a zarządem, ale zespołowi to nie pomaga. 

Irlandczyk z Północy dumnie reprezentuje starą szkołę brytyjskich managerów. Krzywi się na współpracę z pionem sportowym czy działem analitycznym, a współczynnik spodziewanych goli uważa za idiotyczny wymysł. – To kompletny nonsens. Przypominam, na czym polega ten sport: na wygrywaniu meczów i zdobywaniu bramek, a nie odnotowywaniu prawdopodobieństw. Niektórzy ludzie używają wszystkich tych pojęć tylko po to, by zabrzmieć mądrzej.

Cóż, być może właśnie takiego podejścia potrzebował Celtic? W sezonie 2025/26 drużyna rozegrała pod wodzą O’Neilla w sumie 25 meczów, z których wygrała aż 19. Poległa tylko w trzech spotkaniach. Ostatnio notuje serię siedmiu zwycięstw z rzędu. 10 maja pokonała w derbach Rangers…

Reklama

… a trzy dni później uporała się na wyjeździe z Motherwell.

Gola na wagę trzech punktów i zachowania realnych szans na mistrzowski tytuł zapisał na swoim koncie Kelechi Iheanacho, który wykorzystał rzut karny w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry. W mediach społecznościowych oczywiście zawrzało. Natychmiast pojawiły się teorie o pchaniu Celticu do mistrzostwa. – To być może najgorsza decyzja VAR-u, jaką widziałem w życiu, a konkurencja jest ogromna. Niezwykła decyzja, biorąc pod uwagę jej wagę – oznajmił Gary Lineker.

Reklama

Kontrowersyjny karny w 99. minucie może zadecydować o tytule

Derek McInnes, szkoleniowiec Hearts, także nie gryzł się w język. – To obrzydliwe. Nie sądzę, żeby Celticowi należał się rzut karny – ocenił trener na antenie Sky Sports. – Ale przewaga w tabeli wciąż jest po naszej stronie i jesteśmy gotowi na wszystko. 

Wściekłości nie potrafił ukryć Elliot Watt z Motherwell. – Najgorsza decyzja VAR-u w historii – stwierdził na platformie X.

Reklama

Tylko że… karny się Celticowi należał. I to chyba nawet podwójnie: za zagranie piłki ręką oraz faul. – Ludzie po prostu nie potrafią znieść, że Celtic może po raz kolejny zakończyć sezon z mistrzostwem – podsumował całą tę medialną chryję Chris Sutton, wielokrotny mistrz Szkocji w barwach The Bhoys.

Wielki finał sezonu w Szkocji: Celtic kontra Hearts

I coś w tym chyba jest. Oczywiście powrót Martina O’Neilla na tron Scottish Premiership po przeszło dwóch dekadach byłby piękną historią, to bez dwóch zdań, lecz przerwanie dominacji Celticu przez Heart of Midlothian działa na wyobraźnię znacznie, ale to znacznie mocniej. Trzeba jednak zaznaczyć, że zespół z Edynburga nadal ma wszystko w swoich rękach. Zachował punkt przewagi nad ekipą z Glasgow przed finałową serią spotkań, do mistrzostwa wystarczy mu zatem remis.

Tylko że chodzi o remis wywalczony w Parkhead. Hearts muszą wejść do jaskini lwa, pociągnąć go za ogon i przeżyć.

Reklama

Mając z tyłu głowy tę nieznośną myśl, że po 95 minutach meczu Motherwell z Celtikiem, przy wyniku 2:2, tytuł praktycznie należał już do nich. Byli w ogródku, witali się z gąską. W przypadku remisu Celtic musiałby bowiem nie tylko wygrać z Hearts, ale też zniwelować straty w bilansie bramkowym.

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

Podopieczni Dereka McInnesa liderują w lidze od października. Gdyby spadli z najwyższego stopnia podium po ostatniej kolejce, nomen omen, złamałoby im to serca.

Można się domyślać, że tym razem fani obecni na trybunach Celtic Park nie będą uprzykrzali życia własnym podopiecznym. Ale to wcale nie oznacza, że protesty odeszły w zapomnienie. Szkockie media piszą raczej o „zawieszeniu broni” na linii kibice – zarząd Celticu. Publicysta Simon Jordan ocenił nawet w talkSPORT, że sympatycy The Bhoys znaleźli się w sytuacji… doskonałej. – Jeżeli drużyna wygra, zachowają chwałę triumfatorów rozgrywek. A jeśli nie, będą mogli uczynić ze swojej wściekłości i goryczy kolejne argumenty przeciwko zarządowi i jego niedostatecznym inwestycjom w rozwój pierwszej drużyny. To w pewnym sensie sytuacja win-win. Wiem, że fani chcą kolejnego mistrzostwa, ale w ostatnich latach było ich tyle, że teraz nie ma to aż tak dużego znaczenia. Natomiast jeśli Celtic nie zdobędzie tytułu, to głos sprzeciwu kibiców będzie głośniejszy niż kiedykolwiek. […] Być może nawet w ewentualnej porażce będzie zatem jakaś wygrana. 

Reklama

Decydujący mecz Celticu z Hearts rozpocznie się w sobotę o 13:30.

fot. NewsPix.pl

19 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
0
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Inne ligi zagraniczne

Reklama