Czy to najchętniej demolowany stadion w Polsce? Cóż, ostatnie lata nie są dla Serca Łodzi specjalnie przyjemne. Potłuczone kible, podziurawione ściany, poniszczone umywalki, pisuary, spalony punkt gastronomiczny, a nawet latające kiełbasy. Sektor gości widział tam absolutnie wszystko, jest starym weteranem wojennym, którego trudno zaskoczyć. I znów przetrwał, mimo sporych strat, kolejną kosztowną walkę.
Koszty zniszczeń – nimi ostatecznie obarcza się klub, którego kibice przyjechali do Łodzi – zebrane do kupy mogą robić wrażenie. Kiedy się jednak zastanowisz tak poważnie, co właściwie zaszło, to wycena przestaje wbijać w fotel. No bo doliczasz po kolei: zniszczony sedes, zniszczona umywalka, wraz z nimi powyrywana instalacja, zniszczone ściany wyłożone kaflami, kolejny sedes. Ktoś jeszcze musi wziąć pieniądze za naprawę. Taki wybryk może kosztować dobrych 100 tysięcy złotych.
A nawet i więcej.
Koszty toaletowych bitew. Ile trzeba zapłacić za zniszczony sektor gości?
Sektor sektorowi nierówny, ale bazować będziemy na łódzkim stadionie jako przykładzie. Szczególnie, że tam nad wyraz często dochodzi w ostatnim czasie do podobnych rozrób. W ciągu niecałych siedmiu lat to już czwarta taka większa przygoda. Sporo, nie?
- 24 września 2019 / Widzew Łódź – Śląsk Wrocław / 101 413 złotych,
- 3 kwietnia 2022 / Widzew Łódź – GKS Tychy / 56 910 złotych,
- 19 marca 2023 / Widzew Łódź – Lech Poznań / ok. 150 000 złotych,
- 7 marca 2026 / Widzew Łódź – Lech Poznań / wycena wkrótce.
Najnowsze straty pewnie znów można wycenić na nawet więcej niż sto tysięcy złotych, bo to nie jest tani biznes. Jakkolwiek dziwnie to nie wybrzmi – wszystko wskazuje na to, że w kiblu na stadionie Widzewa Lech utopi w sumie ponad ćwierć bańki, nie tak znowu mało. Ostatnio Radomiak został ukarany za skandaliczne sceny podczas meczu z Koroną kwotą 200 tysięcy złotych grzywny. Czego by nie mówić o ogólnej mocy całego orzeczenia w tamtej sprawie, sama jego część finansowa jest dotkliwa. To w skali nieplanowanych wydatków po prostu spora kwota, polskie kluby rzadko dostają takie kary. Jeśli chodzi o te nakładane przez Komisję Ligi – to w ogóle rekord. A jest to najpewniej kwota zdecydowanie mniejsza od tej, którą w sumie wypłaci Widzewowi Lech za walki jego kibiców z kiblami.
Dobrze o tyle – dla wizerunku poznaniaków – że Kolejorz trzy lata temu zachował się wobec Widzewa… w porządku. Klub, nie jego kibice.
– Lech Poznań pokrył koszt zniszczeń na sektorze gości, zgodnie z przekazanym przez Widzew Łódź zestawieniem strat przedstawionych przez MAKiS – informował ówczesny rzecznik prasowy Widzewa Marcin Tarociński. Wszystko zadziało się niecałe dwa miesiące po incydencie. W dwóch wcześniejszych przypadkach łódzki klub musiał dochodzić swego przed Piłkarskim Sądem Polubownym. Wyrok w sprawie GKS-u Tychy zapadł po ponad roku. Na decyzję w sprawie meczu ze Śląskiem czekać należało ponad trzy lata. A wraz z okresem rozpatrywania odwołania – ponad cztery.
Naprawa? To nie taka prosta sprawa
Przyjąć możemy z pewną dokładnością, że w większości przypadków kwoty za naprawę po takiej kompleksowej demolce w sektorze gości są podobnym obciążeniem dla klubowych kas. Taki wybryk należy wyceniać na co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych, a przykład sprzed trzech lat pokazuje, że sprawa może być jeszcze bardziej kosztowna, jeśli tylko kibice (bardziej oczywiście kibole) wpadną na pomysł urządzenia absolutnego armageddonu. Co zatem złożyło się wówczas na 150 tysięcy złotych?
– Punkt gastronomiczny (w którym doszło do włamania, kradzieży i podpalenia), toalety, instalacje elektryczne, elementy brandingu oraz siatek okalających sektor, a także elementy infrastruktury na trybunie – wyliczał Widzew w swoim komunikacie.
Wtedy toaleta w sektorze gości wyglądała tak:

fot. Marcin Szypszak / X
Tym razem oberwało się też ścianie, w tym samym miejscu łazienka wygląda bowiem tak:

fot. Jakub Dyktyński / X
Z drugiej strony jest nawet… „efektowniej”, ale to zdjęcie widzieliście już pewnie kilkanaście razy.

fot. Bartłomiej Derdzikowski / X
Koszty początkowo, jakby w pierwszej instancji, ponosi oczywiście Widzew, który jako organizator imprezy masowej zostanie nimi obciążony przez operatora stadionu (Miejską Arenę Kultury i Sportu), a dopiero później będzie mógł dochodzić swego w dialogu z Lechem. Jeśli przez trzy lata nie zmienili w Poznaniu podejścia, to będą całkiem łatwe rozmowy, ale przykłady Śląska Wrocław i GKS-u Tychy pokazują, że to nie jest żadna oczywistość.
Kibole kontra kible – kronika największego konfliktu w polskim futbolu [CZYTAJ WIĘCEJ]
Kwestia ustalenia standardu. I odpowiedniej wyceny
Z perspektywy czasu można jednak zrozumieć, dlaczego tyszanie wybrali grę na przeczekanie i poczekali na konkretny wyrok. Pierwsze szacunki mówiły o obciążeniu ich kwotą od 100 do nawet 300 tysięcy złotych. Gdy Widzew dostał wycenę od operatora stadionu, przedstawił rywalom rachunek opiewający na 100 tysięcy złotych. Po rozpatrzeniu sprawy przez Piłkarski Sąd Polubowny PZPN skończyło się na niespełna 60 tysiącach – śląski klub przyoszczędził więc całkiem sporo.
I tu należy upatrywać sensu całej opieszałości tyszan. Lech zachował się fajnie, nie zadawał pytań, nie szukał oszczędności, nie chciał się przepychać z Widzewem w sądzie, ale trudno krzyżować władze GKS-u za to, że oceniły koszty zupełnie inaczej niż MAKiS i – jak się okazało – miały rację.
Każdy przypadek jest więc nieco inny, przez co trudno na dziś brać za pewnik hulające po sieci wyceny zniszczeń powstałych przy okazji wczorajszego meczu. Kilkaset tysięcy? Pewnie, mimo wszystko, nie, choć wcale się nie zdziwię „dwójką” z przodu. Kilkadziesiąt tysięcy? Cóż, to niedoszacowanie, ale w najbliższych dniach łatwiej będzie ustalić, co wymaga naprawy.
Może paść jednak rekord łódzkiego stadionu i co do tego jestem przekonany. Najgroźniej na najnowszej liście strat przedstawiają się bowiem wspomniane przez rzecznika Widzewa, Jakuba Dyktyńskiego, zniszczenia serwerowni.
– W trakcie meczu 24. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy, w sektorze gości, w którym zasiedli fani Lecha Poznań, zniszczono między innymi elementy konstrukcyjne, toalety, branding zewnętrzny, instalacje elektryczne, serwerownie. Wszystkie wymienione zniszczenia zostały udokumentowane przez pracowników klubu oraz odnotowane przez delegata PZPN. Następnym krokiem będzie wycena strat przez operatora stadionu. Sektor do momentu zakończenia remontu pozostanie zamknięty – czytamy w jego komunikacie.
I czekamy na kolejne ruchy. Najpierw operatora stadionu, później działaczy Lecha. A później… no chyba nikt nie wierzy, że da się to jakoś rozsądnie zatrzymać. Później będzie bowiem kolejna taka historia i znów powtórzy się cała ta procedura.
CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU WIDZEWA Z LECHEM NA WESZŁO:
- Żądamy sprawiedliwości dla kiboli! Rozwalone kible to efekt SAMOOBRONY!
- Kible znów prowokowały. Kibole Lecha zdewastowali stadion Widzewa
- Kibice Lecha opuścili stadion w Łodzi. Powodem brak fanów ŁKS
Fot. Jakub Dyktyński / X