Domen Prevc został mistrzem świata w lotach. Każdy się tego spodziewał, a Słoweniec już w trzeciej z czterech serii mistrzostw świata w lotach zapewnił nas, że tytuł padnie jego łupem. Przed nim jeszcze tylko igrzyska i jeśli i tam zdobędzie złoto, właściwie będzie miał wszystko. Prevc jest o jeden krok od bycia historycznie wielkim, gigantycznym skoczkiem. A Polacy? Polacy są kilometry od tego, by w ogóle o tej wielkości obecnie myśleć.
Domen Prevc jest najlepszy. A Polacy nie są nawet w drugiej serii
Honor Polaków na mistrzostwach świata w lotach uratował Piotr Żyła. Bo faktycznie polatał, a co ważniejsze – polatał więcej niż raz. Żyła jako jedyny z naszych awansował do drugiej serii zawodów, a przez to – również do drugiego dnia. Polegli wcześniej Aleksander Zniszczoł (ponoć lotnik), Kamil Stoch (rekordzista Polski i jeden z niewielu skoczków, którzy fruwali w karierze ponad 250 metrów) i Dawid Kubacki (on ma usprawiedliwienie, lotnikiem nigdy nie był).
Nawet najwięksi pesymiści nie mogli przewidzieć takiego obrotu spraw, serio.
Bo na lotach po pierwszej serii odpada tylko dziesięciu zawodników. Że w tym gronie znajdzie się aż trzech z czterech Polaków wydawało się wręcz niemożliwe. Ale tak się stało, a nasi zawodnicy udowodnili, że to nie ten sezon, nie ta forma, nie… no właściwie cokolwiek. Zniszczoł przecież jeszcze ani razu na najwyższym poziomie nie był w tym roku w drugiej serii! Miało się poprawić w Ruce, którą lubi. Potem w Wiśle. Potem wypadł z PŚ, a gdy wrócił, to ani w Sapporo, ani teraz na lotach nie udało się tej poprawy odnotować.
Stoch i Kubacki przynajmniej mają w karierze jakieś zasługi. Ich gorsze skoki teraz ich nie przykryją. Podobnie jak te Żyły, bo – mimo wszystko – 15. miejsce to nie jest szczyt ani jego, ani polskich marzeń. Polacy więc skakali w Oberstdorfie – a przed nami jeszcze, olaboga, konkurs drużynowy – gorzej, niż zakładali to kibice.
A Maciej Maciusiak w tle tego wszystkiego mówił, że na igrzyska Biało-Czerwoni pojadą po medale. I jasne, poza Stochem ruszą tam Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek, którzy nie pojechali na loty. Może trener wie coś, czego my nie wiemy. Ale przy okazji tak fatalnej zimy warto by jednak czasami – choćby ze zwykłej przyzwoitości – odpuścić sobie przesadny optymizm.
Bo wygląda on nie jak wiara w zawodników, a jak fragment kiepskiej jakości stand upu.
Domen? Gigant
Domen Prevc w tym sezonie to człowiek, który przeskoczy każdego rywala. Jasne, nie wygrywa każdego konkursu, ale mistrzostwa świata w lotach należą do niego. Wygrał je o niemal 60 punktów nad drugim Mariusem Lindvikiem. Podobną przewagę miał w Turnieju Czterech Skoczni. W Pucharze Świata ma niemal 500 punktów przewagi nad drugim Ryoyu Kobayashim.
Ma więc Złotego Orła za wygranie TCS-u. Ma mistrzostwo świata w lotach. Mistrzem świata – ale na standardowej wielkości obiektach – został rok temu. Kryształowa Kula też jest właściwie jego, bo nawet gdyby przestał startować w tym sezonie, to nie wiadomo, czy Ryoyu Kobayashi – którego forma faluje niesamowicie – by go „złapał”.
Brakuje tylko złota igrzysk. A igrzyska są za dwa tygodnie.
𝗡𝗶𝗲 𝗱𝗼𝘄𝗶𝗲𝗿𝘇𝗮𝗺.
Absolutny unikat, który przechodzi ludzkie pojęcie 🤯
Wykażcie się. Opiszcie jednym słowem, jakim lotnikiem jest Domen Prevc ⬇️✍️#skijumpingfamily #Oberstdorf2026 pic.twitter.com/O8Qd9hzqRw
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) January 24, 2026
Domen Prevc w nieco ponad rok – od złota MŚ do końca tego sezonu – może wygrać wszystko, co w skokach jest do wygrania. A do tej pory dokonał tego tylko jeden skoczek, legenda tej dyscypliny, najlepszy zawodnik w dziejach – Matti Nykaenen. Adam Małysz na przykład nie ma złota igrzysk ani nawet jakiegokolwiek (!) medalu MŚ w lotach. Simon Ammann może mieć cztery tytuły mistrza olimpijskiego, ale nigdy nie wygrał Turnieju Czterech Skoczni. Stefanowi Kraftowi brakuje za to właśnie złotego medalu z olimpijskich zmagań. A Kamil Stoch ma medale wszystkich imprez, ale na MŚ w lotach był „tylko” drugi.
Domen – który przez lata był przykładem nie do końca spełnionego talentu, ale wielkiego lotnika – nagle może ich wszystkich pod tym względem pokonać. Byłaby to historia filmowa, bo wręcz nieprawdopodobna. I byłby to też jeden z najlepszych sezonów w dziejach, o ile nie najlepszy.
Niemniej, co by się nie stało, Domen już zapracował sobie na to, by określać go „gigantem”. Tej zimy jest najlepszy.
Nikt nie ma do niego podjazdu.
Obawy o jutro
Jak wspomniano – jutro konkurs drużynowy na mistrzostwach świata w lotach. I teraz tak: wiele krajów ma jednego, maksymalnie dwóch skoczków, którzy latać potrafią. Wiele krajów zresztą nie wysłało na MŚ w lotach nawet czwórki, bo brakowało im zawodników. Innymi słowy: Polacy powinni bez trudu wejść do drugiej serii. Przynajmniej na papierze.
Bo w rzeczywistości drżymy o to, czy to się uda.
Austriacy na pewno nas obskaczą. Tak samo Niemcy, Norwegowie, Japończycy i Słoweńcy. Nie zaskoczyłoby nas, gdyby zrobili to też Szwajcarzy, którzy zresztą byli od nas lepsi przed dwoma laty. Do tego dochodzą jeszcze Finowie i Amerykanie, którzy potencjalnie mogą nas zaskoczyć, jeśli któryś z naszych zawodników skok zawali. Czyli zebrało się osiem reprezentacji.
A wiemy też, że potencjał na to zawalenie jest całkiem spory. Wczorajszy występ Polaków nam to udowodnił.
Przy tej okazji cofnijmy się w czasie: jest rok 2010 i Polacy są o krok od tego, żeby stanąć na podium MŚ w lotach w drużynie. Kończą na 4. miejscu. Osiem lat później wreszcie się udaje – jesteśmy trzeci. Tak samo było w 2020 roku. To nasze dwa medale. Potem było piąte miejsce, też niezłe.
A dwa lata temu już ósme. O krok od wielkiej wpadki.
W tym sezonie ta wielka wpadka wreszcie może nadejść. Nasze skoki się popsuły i są po prostu słabe. Ale nasze loty w tym momencie zdają się nie istnieć.
I obyśmy jutro nie dostali tego potwierdzenia.
Czytaj więcej o skokach na Weszło:
- Wielu skoczków czuje strach. „Każdy ma trzy karty w kieszeni”
- Maciusiak o MŚ w lotach: „Oprócz Żyły wszyscy skakali, a nie latali”
- Dramat kadry na MŚ w lotach. Żyła ratuje honor Polaków
Fot. Newspix