Zbigniew Boniek uważa, że najlepszym polskim piłkarzem 2025 roku był Jakub Kamiński i według nas nie jest to opinia wielce kontrowersyjna. Zawodnik 1. FC Koeln to numer jeden w naszym rankingu skrzydłowych za ubiegły rok. Kamil Grosicki, który wygrał 12 miesięcy temu, tym razem zamyka podium. Nie mogliśmy przejść obojętnie wobec świetnych występów Oskara Pietuszewskiego, którymi zapracował na wielki transfer, a w naszym zestawieniu znaleźli się też dwaj zawodnicy, którzy znakomicie prezentowali się w Koronie Kielce. Choć jeden z nich po zmianie klubu nie radzi sobie ostatnio najlepiej, będąc pod sporą presją.
„Mamy problem. Grosicki to wciąż nasz najlepszy skrzydłowy” – tak zatytułowaliśmy ranking skrzydłowych 2024. Czy wciąż mamy aż taki problem? Niekoniecznie.
W naszych zestawieniach za 2024 rok Jakub Kamiński był na drugim miejscu jako lewy obrońca/wahadłowy. Dostał ocenę C, czyli „solidne granie”. Teraz to właśnie jego uznaliśmy najlepszym polskim skrzydłowym w 2025 roku. Wahaliśmy się nawet, czy przyznać mu A (światowy top) czy B (europejski poziom). Uznaliśmy, że stanie na tym drugim, bo A z polskich zawodników powinno być przeznaczone wyłącznie dla Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Ale już sama żaróweczka w głowie na temat takiego pomysłu pokazuje to, jak wielki postęp zrobił Kamiński w ubiegłym roku, zwłaszcza po zmianie klubu – latem został wypożyczony z Wolfsburga do 1. FC Koeln.
Zbigniew Boniek: Kamiński to najlepszy polski piłkarz 2025 roku
W nowej drużynie jest ustawiony wyżej: Kamiński występuje najczęściej na lewym skrzydle, czasami na prawym, grał też jako ofensywny pomocnik, bardziej na środku. Drużyna prowadzona przez Lukasa Kwasnioka czasami rotuje ustawieniami, ale Polak spisuje się w niej świetnie – w 15 spotkaniach ligowych obecnego sezonu zdobył pięć bramek i miał asystę. Jest jednym z najlepszych zawodników swojego zespołu, a warto też wziąć pod uwagę formę z reprezentacji Polski. Trener Kwaśniok mówił nawet o nim: – To nasz najlepszy piłkarz.
Kamiński wyrósł na czołowego gracza kadry, dobrze współpracującego z przodu z Lewandowskim. Miniony rok kalendarzowy to dla niego dziewięć spotkań w biało-czerwonych barwach, dwie bramki oraz trzy asysty. Trafił w spotkaniu u siebie z Finlandią (na 3:0), a za symbol jego rosnącej formy należy uznać bramkę w meczu z Holandią (1:1), którą zdobył po efektownej dwójkowej akcji z Lewandowskim.
Niedawno na łamach Weszło, w swoim cotygodniowym cyklu Zibi Top, były prezes PZPN Zbigniew Boniek przekonywał, że to właśnie Kamiński jest dla niego najlepszym polskim piłkarzem ubiegłego roku. „To gracz, który oczarował mnie najbardziej, przez swój progres i dojrzałość. Mam do niego szaloną sympatię, bo Kubę poznałem jeszcze jako 11-letniego chłopca w Gniewinie” – oceniał Boniek.
Grosicki, który wygrał ranking rok temu, tym razem jest trzeci, bo musiał jeszcze ustąpić miejsca Michałowi Skórasiowi (trzeciemu w zestawieniu za 2024 rok). Skóraś to podobny przykład, co Kamiński: pokazujący, jak dużo zawodnikowi może dać mądra zmiana klubu. W Club Brugge nie szło mu tak, jak oczekiwał. Został sprowadzony przez KAA Gent i w tej drużynie zdecydowanie wszedł na wyższy poziom. Ten sezon ligi belgijskiej? 12 spotkań, dwa gole, trzy asysty. W jego przypadku również nie można zapominać o kadrze, bo Skóraś jako tako przekładał dyspozycję z Gentu na spotkania reprezentacji.
Weźmy mecz u siebie z Holandią – niby w pierwszej połowie długo był niewidoczny z przodu, niby mógł zrobić nieco więcej przy bramce dla rywali, ale mimo to dostał na Weszło notę 6. Dlatego, że zwłaszcza w drugiej połowie był aktywny w graniu do przodu, a jednocześnie radził sobie w defensywie – miał aż dziewięć odbiorów.

Michał Skóraś w spotkaniu z Holandią w Warszawie (1:1)
Jednocześnie Skóraś to taki zawodnik, którego można byłoby zaklasyfikować na dwóch pozycjach. Główny argument jest taki, że w kadrze przecież musiał zastąpić kontuzjowanego Nicolę Zalewskiego w jesiennych spotkaniach właśnie na lewym wahadle i wywalczył sobie tak dobrą sytuację, że wydaje się być jego naturalnym zmiennikiem.
W klubie gra różnie – w zależności od ustawienia – albo na lewym wahadle, albo jako lewoskrzydłowy. Pamiętajmy jednak, że w klasyfikacji bierzemy też pod uwagę rundę wiosenną, w której występował w Club Brugge, stąd taka rozbieżność. Co prawda była ona fatalna w wykonaniu Skórasia, bo grał ogony i strzelił jednego gola, ale tam był pełnoprawnym skrzydłowym.
Kamil Grosicki błyszczy w Pogoni, a Oskar Pietuszewski w młodzieżówce
Jeszcze mniej więcej miesiąc temu Grosicki był ulubieńcem kibiców Pogoni, ale wystarczyła sprawa dużych wymagań finansowych odnośnie nowej, potencjalnej umowy, żeby spora część środowiska zmieniła o nim zdanie. Pamiętamy przecieki, które otoczenie „Grosika” puszczało do zaprzyjaźnionych mediów, że piłkarz jest źle traktowany, trener Thomas Thomasberg go ignoruje itd. Pamiętamy też Alexa Haditaghiego, który w swoim stylu zdecydował się pójść w szczerość i napisał na X, jakich pieniędzy chce Grosicki (250 tys. złotych miesięcznie plus dwa miliony złotych za podpis) oraz co zostało mu zaoferowane. O ile często właściciel Pogoni kompromitował się w mediach społecznościowych, o tyle w tym przypadku go rozumieliśmy, a nawet na swój sposób nam zaimponował.
I’ve always believed one thing, and I will not bend on it: family matters stay in the family.
In football, the locker room is sacred. The boardroom is sacred. Private conversations between a player and coach, and the club should never be played out in public. Leaking private… pic.twitter.com/PEbbkzuy0J— Alex Haditaghi (@CanDisenchanted) December 17, 2025
Według obecnych doniesień bardzo możliwe, że Grosicki wkrótce podpisze jednak nową umowę z klubem ze Szczecina. Abstrahując od jego dużych wymagań, mówimy o fundamentalnym zawodniku dla Pogoni: w obecnym sezonie ligowym rozegrał 18 meczów, strzelił sześć goli i miał cztery asysty. Na wiosnę sezonu 2024/2025 liczby Grosickiego prezentowały się tak: 16 meczów/pięć goli /siedem asyst. Reprezentant Polski ma już 37 lat, ale wciąż stać go na wiele.
A gdzie jest sufit możliwości Oskara Pietuszewskiego, który został oficjalnie ogłoszony jako nowy gracz FC Porto? Tak naprawdę nie wiadomo, jednak klauzula Smoków w wysokości 60 milionów euro jest dość wymowna. Z jednej strony polscy kibice mogą żałować, że 17-latek nie zostanie jeszcze w Jagiellonii chociażby do końca sezonu, jednak z drugiej wydaje się, że bardzo rozsądnie wybrał klub, bo nie trafia do ekipy z ligi TOP 5 w Europie. Zdecydował się na zespół, którego jakość i styl powinny mu odpowiadać. W przypadku Pietuszewskiego najbardziej imponują liczby z reprezentacji młodzieżowej: potrzebował w jej barwach ledwie 181 minut, by w czterech spotkaniach strzelić cztery gole i mieć dwie asysty. A mówimy przecież o chłopaku, który trafił do kadry U-21 bezpośrednio z tej U-17. Powołania do dorosłej reprezentacji jeszcze nie dostał, ale wydaje się ono tylko kwestią czasu.

Pietuszewski w barwach Jagiellonii
W Jagiellonii Pietuszewski nie wypadał równie spektakularnie, ale też miał dużo dobrych momentów. Niby w karierze zdobył łącznie tylko cztery bramki dla klubu, ani razu nie trafiając w Pucharze Polski czy też w europejskich pucharach, ale przeciwko Cracovii (5:2) strzelił gola i miał asystę, a w meczu z Koroną Kielce wystarczyło mu 26 minut, by dać fantastyczną zmianę. Rywale z Kielc nie byli w stanie go powstrzymać, a 17-latek wybierał na boisku najlepsze rozwiązania. Adrian Siemieniec, trener zespołu z Białegostoku, opisał Pietuszewskiego w podcaście Tomasza Ćwiąkały jako zawodnika, który jeszcze, z racji wieku, równie dobrze może zagrać świetnie i bardzo dojrzale, jak i prezentować atuty, ale też mankamenty typowego 17-latka.
Dylemat – to skrzydłowy czy bardziej ofensywny środkowy pomocnik?
Tworząc ten ranking, mieliśmy jeden podstawowy problem: często zadawaliśmy sobie pytanie, czy dany zawodnik jest bardziej skrzydłowym, czy jednak ofensywnym środkowym pomocnikiem (w tej drugiej kategorii ostatecznie rozpatrywany był Kacper Kozłowski, podobnie jak Marcel Reguła). Jako skrzydłowi zostali natomiast Tomasz Pieńko i Filip Rózga. Wiadomo, to trochę arbitralne, tak samo jak określenie pozycji Dawida Błanika z Korony, który w ustawieniu z wahadłami gra nieco bliżej środka boiska. Cała trójka znalazła się w tym rankingu i jest oczywiście u nas w pierwszej dziesiątce.
Pieńko po transferze z Zagłębia Lubin do Rakowa dość szybko wpasował się w wymagania i system gry byłego już zespołu Marka Papszuna, co przecież nie jest łatwe (wielu zawodników się na tym wyłożyło). Rózga natomiast w Ekstraklasie w 2025 roku może nie błyszczał (zdobył tylko jedną bramkę, w meczu z Legią), ale warto docenić fakt, że po przenosinach do solidnej ligi austriackiej rozgrywa sporo minut w Sturmie Graz i często jest chwalony za swoją grę. Nie dziwi nas, że dostrzegł w nim coś Jan Urban, który nazwał Rózgę odważnym i bezczelnym (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) piłkarzem. 19-latek zadebiutował u Urbana w reprezentacji Polski.
Był Mariusz Fornalczyk, teraz Korona ma Dawida Błanika
Wspominany już Błanik stał się w Koronie godnym następcą Mariusza Fornalczyka. Losy obu graczy pokazują też, że trener Jacek Zieliński potrafi rozwijać piłkarzy. Na wiosnę ubiegłego roku Fornalczyk, jeszcze w klubie z Kielc, prezentował się znakomicie. Dryblował, radził sobie z rywalami, strzelał efektowne gole, dokładał asysty. Był jednym z najlepszych skrzydłowych ligi. Po przeniesieniu się latem do Widzewa za półtora miliona euro nie ma już tamtego Fornalczyka. Wciąż widać u niego możliwości szybkościowe, ale to głównie piłkarz denerwujący się na boisku, często podejmujący złe decyzje i sfrustrowany. W obecnym sezonie, mimo że – tak się wydaje – ma wokół siebie lepszych zawodników niż miał w Koronie, przez 1186 minut grania nie trafił do siatki.
A Błanik? Kiedy wreszcie jego kolega odszedł do Widzewa i mógł wyjść z cienia Fornalczyka, zaczął mocniej błyszczeć (choć już kwiecień miał imponujący), pierwszy raz w karierze tak bardzo pokazując swoje możliwości.

Dawid Błanik po golu dla Korony Kielce
Zresztą niech przemówią ich liczby ligowe:
- Fornalczyk w Koronie na wiosnę: 15 spotkań / trzy gole / cztery asysty.
- Fornalczyk w Widzewie jesienią: 17 meczów / zero goli / jedna asysta.
- Błanik w Koronie na wiosnę: 11 spotkań / dwa gole / sześć asyst.
- Błanik w Koronie jesienią: 14 meczów / sześć goli / jedna asysta.
W dziesiątce mamy też, na siódmym miejscu, Adriana Benedyczaka, który w grudniu rozegrał nawet od pierwszej minuty trzy kolejne spotkania w Serie A, a także – na dziewiątej pozycji – Dominika Marczuka. W przypadku tego ostatniego liczyliśmy na trochę więcej: mówimy w końcu o gościu, który po transferze do Jagiellonii Białystok potrafił szybko stać się jednym z najciekawszych piłkarzy całej Ekstraklasy i który strzelał nawet gola Portugalii na Estadio do Dragao (co prawda przy stanie 0:5, ale co tam). W Realu Salt Lake Marczuk stał się jednak rezerwowym, często wchodzącym z ławki, a dla FC Cincinnati rozegrał tylko 217 minut.
Kacper Sezonienko ośmieszał się, a teraz sporo daje Lechii Gdańsk
Kogo jeszcze rozpatrywaliśmy w kontekście tego rankingu? Kacpra Sezonienkę, co niektórych jakiś czas temu mogłoby zszokować, bo ten człowiek był w pewnym momencie symbolem zjawiska na zasadzie: „Jak ktoś, kto tak mało umie, może dostawać szanse w Ekstraklasie?”. John Carver, opiekun Lechii Gdańsk, to jednak jak na realia naszej ligi naprawdę bardzo dobry fachowiec. Anglikowi udało się sprawić, że Sezonienko stał się dość ważnym punktem zespołu z Gdańska. Obecny sezon? 16 meczów, cztery gole i trzy asysty. A mówimy o jeszcze dość młodym zawodniku, bo 22-letnim.
Adrian Przyborek, 19-latek z Pogoni, sufit ma na pewno sporo wyżej, ale w minionym roku falował, zresztą jak cały zespół ze Szczecina. Mieszał dobre mecze ze słabymi (których jednak było sporo), choć kibice na pewno nigdy nie zapomną mu bramki przy Łazienkowskiej, która wyeliminowała Legię Warszawa z STS Pucharu Polski.
Przemysław Płacheta występuje w Oxford United, jednej z najsłabszych drużyn Championship i nie zawsze ma tam miejsce w pierwszym składzie. Braliśmy też pod uwagę Jana Faberskiego, który zachwycił niezwykłą „ruletą” w akcji na 1:1 w spotkaniu eliminacyjnym młodzieżówki Jerzego Brzęczka z Włochami (2:1). Faberski został wypożyczony przez Ajax do PEC Zwolle, w którym zbiera doświadczenie. Niekiedy trudne, bo w listopadzie i grudniu wchodził z ławki, gdy jego zespół przegrywał na wyjazdach 2:8 z Heraclesem Almelo i 1:6 z Feyenoordem.
Uznaliśmy, że żaden z nich nie daje jednak argumentów, by dostać się do pierwszej dziesiątki.

JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl