Ostatnia szansa Górnika Zabrze na coś ekscytującego w tym sezonie?

Przemysław Michalak

04 marca 2026, 17:23 • 4 min czytania 0

Reklama
Ostatnia szansa Górnika Zabrze na coś ekscytującego w tym sezonie?

Do końca 11 kolejek, miejsce w tabeli wciąż wysokie (czwarte), tabela nadal jest spłaszczona. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że Górnik Zabrze powoli będzie się wypisywał z walki o najwyższe cele w Ekstraklasie i swoje najlepsze ligowe chwile w trwającym sezonie już przeżył. W tym kontekście środowe starcie w ćwierćfinale Pucharu Polski z Lechem Poznań nabiera jeszcze większego znaczenia.

Zabrzanie do początku listopada i efektownego zwycięstwa nad Arką Gdynia (5:1) byli rewelacją ligi. Często zgadzała się i gra, i wyniki. Michal Gasparik sam siebie przedstawiał jako trenera defensywnego, a tymczasem jego drużyna nieraz potrafiła zaimponować rozmachem w ofensywie.

Ćwierćfinał z Lechem ostatnią szansą Górnika na coś większego w tym sezonie?

Od pewnego momentu nastąpił jednak mocny zjazd. Górnik w ostatnich dziewięciu ligowych meczach zdobył zaledwie pięć punktów. Słabszy finisz jesienią słowacki szkoleniowiec mógł tłumaczyć zawirowaniami kadrowymi. W trzech ostatnich spotkaniach przed przerwą zimową środek pola ani razu nie wyglądał optymalnie. Lukas Ambros i Jarosław Kubicki byli kontuzjowani, do tego w jednym z meczów za żółte kartki pauzował Patrk Hellebrand. Wykazać mogli się Bastien Donio i Goh, ale pokazali jedynie, że pierwszy skład w Ekstraklasie na tę chwilę ich przerasta.

I tutaj można się przyczepić do skuteczności transferowej Górnika. Latem przy Roosevelta chwalili się szybko dokonanymi ruchami, ale spośród nich jedynie Jarosław Kubicki okazał się ewidentnym wzmocnieniem. Do udanych posunięć można jeszcze było zaliczyć Maksyma Chłania, tyle że on akurat przyszedł dość późno, bo już w sierpniu.

Reklama

Często podkreśla się przemiał kadrowy w Widzewie Łódź, ale w Górniku wcale nie jest mniejszy. Latem czternastu piłkarzy przyszło i niemal równie wielu odeszło. Wiktor Nowak nawet nie zadebiutował, tylko od razu powędrował na wypożyczenie do Wisły Płock. To samo spotkało Marcela Kalembę, którego szybko wysłano do GKS-u Tychy. Z kolei Theodoros Tsirigotis zaczął sezon jako podstawowy napastnik, ale po paru tygodniach poszedł zbierać minuty do Polonii Bytom. W I lidze rozegrał aż kwadrans i już odesłano go z powrotem. Teraz nie za bardzo wiadomo, co z nim dalej zrobić.

Mnóstwo zmian kadrowych nie pomaga

Zimą przemiału ciąg dalszych: dziewięć przyjść i dziewięć odejść. Z letniego zaciągu pożegnano czterech kolejnych zawodników (Pingot, Dzięgielewski, Goh, Barbosa). Do tego oczywiście dochodzi sprzedaż Ousmane’a Sowa, którego mimo słabszego finiszu trzeba uznać za najmocniejsze ogniwo Górnika w pierwszym półroczu.

Ousmane Sow

Luka po odejściu Ousmane’a Sowa nie została jeszcze w Zabrzu wypełniona. 

Reklama

Na razie ta luka nie została wypełniona. Nowi piłkarze albo prezentują się średnio, albo dopiero co ich sprowadzono, dlatego trudno jeszcze coś więcej powiedzieć. Gasparik ciągle opiera się przede wszystkim na tych, których miał do dyspozycji wcześniej.

Górnik wiosną nie gra tragicznie, ale wykłada się na szczegółach, które często decydują o rozstrzygnięciu. Zabrzanie najczęściej mają przewagę w posiadaniu piłki i oddają więcej strzałów niż rywale, lecz zbyt rzadko przekłada się to na konkrety. W statystyce expected goals częściej wyższy współczynnik miała już druga strona. Sam Maksym Chłań w dwóch ostatnich meczach trzykrotnie obił obramowanie bramki. Inna sprawa, że uderzał z dalszych odległości, z których prawdopodobieństwo trafienia do siatki już na wstępie było niewielkie.

Podopieczni Gasparika mają problem z nisko broniącym rywalem. Z Lechem i Pogonią mało co wykreowali, a w Niecieczy zabrakło im zdecydowania w polu karnym gospodarzy plus lepszej decyzji sędziego w końcówce (faul na Kubickim). Za dużo jest w tej drużynie placu budowy, żeby zakładać jej walkę o najwyższe cele podczas ligowego finiszu.

Co innego wznieść się na wyżyny w pojedynczym meczu. Wyjazd na Bułgarską to duże wyzwanie, ale też szansa, żeby zbliżyć się do czegoś niezwykle ekscytującego. Jeśli do tego dopisałoby szczęście w ewentualnym losowaniu półfinałów, finał na Narodowym byłby już na wyciągnięcie ręki. Jeśli Górnik ma jeszcze w tym sezonie zapewnić większą radość swoim kibicom, to raczej poprzez Puchar Polski niż ligę.

Reklama

Presja mimo wszystko jest po stronie Lecha, to on musi. Górnik tylko może.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa