Już na papierze mecz Atletico Madryt – FC Barcelona to był hit. W praktyce dostaliśmy spotkanie, w którym prym wiodło dwóch zawodników. Z jednej strony Julian Alvarez dwoił się i troił, by dać swojej drużynie powody do radości. Z drugiej tak samo starał się Fermin Lopez, choć trzeba przyznać, że Hiszpan błyszczał już wtedy, gdy Argentyńczyk przygasł. Z tego pojedynku to jednak on i Duma Katalonii wyszli zwycięsko. Ofensywny pomocnik został niekwestionowanym bohaterem w tej rywalizacji.
Najważniejszy podtekst meczu Atletico – Barcelona
Generalnie w meczu na szczycie, czyli Atletico Madryt i Barcelony, stawka była ogromna. Trzy punkty dla Rojiblancos oznaczałyby prześcignięcie Blaugrany i wskoczenie na pierwsze miejsce w tabeli La Ligi. Z drugiej strony triumf oznaczałby odskoczenie od jednego z dwóch rywali w walce o mistrzostwo Hiszpanii. Cóż, prawda jest taka, że kto chce myśleć o tytułach, ten musi takie mecze wygrywać.
Dodatkowego smaczku temu starciu dodawała cała historia, która latem rozegrała się pomiędzy Atletico, Barceloną i Julianem Alvarezem. Napastnik próbował wymusić transfer do drużyny z Camp Nou, lecz Rojiblancos nie ugięli się, nie sprzedali go, a sam piłkarz znalazł się na cenzurowanym i w madryckim klubie, i wśród jego kibiców. Kilka tygodni musiało minąć, zanim znów wkupił się w ich łaski. Zagranie dobrego meczu z Dumą Katalonii jawiło się dla niego jako ostateczne odpuszczenie grzechów z minionego lata.
Alvarez jednak nie jest cule
Przed meczem kibice Barcelony, którzy wybrali się na wyjazd do Madrytu, przed stadionem skandowali „Alvarez es cule”. Już w 5. minucie udowodnił, że fani Dumy Katalonii chyba mieli rację, bo Argentyńczyk koncertowo skiepścił sytuację sam na sam. Zamiast lobować czy po prostu strzelać zdecydował się mijać Joana Garcię, a tylko wygonił się do boku i tam jego akcja została skasowana.
Kilka chwil później napastnik zadał kłam tej tezie, bo to w dużej mierze dzięki niemu gospodarze szybko wyszli na prowadzenie. Alvarez pokazał się na lewym skrzydle, dostał długie podanie od Barriosa, a potem posłał kapitalnego zewniaka do wbiegającego kolegi. Giuliano Simeone leciał z takim impetem, że gdy dostawił nogę, Joan Garcia nie miał szans, by zdążyć ze skuteczną interwencją.
Świetny atak Atletico zakończony golem Giuliano Simeone.
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/rFUcpIYO5X
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
A przecież bramki mogły paść już wcześniej. W 6. minucie w poprzeczkę uderzył Pubill. Chwilę później to samo zrobił Pedri. Od pierwszego gwizdka tempo było bardziej jak w Formule 1 niż w meczu piłkarskim.
Atletico wyłączyło Raphinhę, ale nie Fermina
Drużyna gości chyba była zaskoczona tym, co się dzieje na Estadio Metropolitano. Krótko mówiąc – przez pierwsze 25 minut Barcelona nie wyglądała jak Barcelona. Los Colchoneros rzucili się na rywali tak pazernie, że podopieczni Hansiego Flicka nie mieli miejsca i czasu na jakiekolwiek spokojniejsze rozegranie. Na miano nemesis Blaugrany najbardziej pracował Alvarez. Argentyńczyk o mały włos nie wpisał się na listę strzelców w 26. minucie. Golkiper Dumy Katalonii zdołał interweniować, lecz futbolówka przeszła mu między nogami. Na szczęście dla gości zdołał się jednak poprawić.
Po drugiej stronie Raphinha został praktycznie wyłączony. Najgroźniejsza strzelba w arsenale Barcelony została odcięta od wszelakich dograń. Brazylijczyka pierwszy raz dostrzegliśmy, gdy po dwóch kwadransach podszedł do rzutu wolnego i huknął prosto w mur. Ale, żeby być sprawiedliwym, tak samo niewiele był w stanie wskórać Yamal. Gordon też praktycznie jakby nie istniał aż do stosunkowo słabego strzału z 32. minuty.
Tuż przed przerwą Barcelona zdołała jednak wyrównać. Fermin wbił Atletico gola do szatni po dość chaotycznej akcji. On sam najpierw ruszył do przodu, wbiegając między kilku przeciwników, a potem podał do Bernala. Ten odegrał niezgrabnie i gdy futbolówka odbiła się od jednego z defensorów Atletico przez ułamek sekundy wydawało się, że jest po akcji. Nic bardziej mylnego. Fermin poszedł za piłką, dopadł do niej jako pierwszy, strzelił bez namysłu i pokonał Oblaka.
Fermin Lopez trafia na 1:1 tuż przed przerwą w Madrycie.
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/gONqoXJChD
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
Fermin dał zwycięstwo Barcelonie
Na początku drugiej połowy Barcelona w końcu zaczęła grać bardziej po swojemu. Przejęła inicjatywę, a lepiej radził sobie choćby Yamal. To on głównie robił raban w szeregach defensywnych Rojiblancos, ale bez większych konkretów. Alvarez natomiast nie składał broni i w 54. minucie mógł dać swojej drużynie prowadzenie. Był bliski wyjścia sam na sam, aczkolwiek widział, że obrońcy już go doganiają. Dostrzegł jednak, że Garcia jest ustawiony za daleko, więc postanowił lobować, lecz spudłował.
W pojedynku rewolwerowców lepszy był dziś Fermin, bo to on po ponad godzinie gry zdobył trzecią bramkę tego wieczoru. Wyskoczył wtedy zza pleców Hancki, gdzie znalazł mnóstwo miejsca. Dostrzegł to Yamal i posłał podanie właśnie w tę strefę. A że Fermina nikt już nie pilnował, to bez problemu pokonał Oblaka. Trzeba przyznać, iż pomocnik Barcelony przeszedł niesamowitą metamorfozę w ostatnich miesiącach. Kiedyś był trochę zapchajdziurą, w pewnej chwili wydawało się nawet, że odejdzie, bo nie robi postępów wystarczająco szybko. A teraz? Trudno wyobrazić sobie wyjściową jedenastkę Dumy Katalonii bez niego. Nawet gdyby Dani Olmo był zdrowy, to przy tak dysponowanym Ferminie musiałby się pogodzić z częstym przebywaniem na ławce.
Asysta Yamala, dublet Fermina Lopeza. Barcelona prowadzi z Atletico.
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/Wjb2vyeckj
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
Simeone rzucił na boisko, kogo tylko mógł, aby jeszcze odwrócić wynik spotkania. Sorloth, Hjulmand, Cardoso, David… Żaden z nich jednak nie uratował Atletico. Mało tego, to raczej Duma Katalonii była bliższa podwyższenia na 3:1 niż Rojiblancos wyrównania. Mówimy tu konkretnie o jednej sytuacji, kiedy Gordon pomknął lewą stroną, zacentrował płasko, a Yamal minął się z futbolówką o centymetry. To był praktycznie ostatni taki zryw w meczu na szczycie La Ligi. Do końca spotkania Barcelona kontrolowała przebieg wydarzeń i finalnie zwyciężyła 2:1, dzięki czemu umocniła się na pozycji lidera Primera Division.
Atletico Madryt 1:2 FC Barcelona
10’ – Simeone 1:0
44’ – Fermin 1:1
66’ – Fermin 1:2
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix