Zaskoczony jak Kulesza. Czyli ciągle i wszystkim

Adrian Mańko

29 września 2026, 11:21 • 7 min czytania 14

Reklama
Zaskoczony jak Kulesza. Czyli ciągle i wszystkim

Mamy w języku polskim dużo różnych porównań. Szybki jak wiatr, silny jak lew, pijany jak bela, głupi jak but… No właśnie. W tym miejscu się zatrzymajmy. Jeszcze kilka lat panowania Cezarego Kuleszy w PZPN, a całkiem adekwatne będzie wprowadzenie do polszczyzny zwrotu „zaskoczony jak Kulesza”. Prezes, wszakże ciągle jest czymś zaskoczony. Jego prezesura to nieustające pasmo zdumień.

Reklama

Kulesza zaskoczony, że dziecku mogło być smutno

Kulesza przed meczem z Bośnią i Hercegowiną „podmienił” dziecko z eskorty wyprowadzającej piłkarzy. Wcisnął tam jednego chłopca, przez co inny młody człowiek przeżył rozczarowanie. Zostawmy już nawet kwestię, czy to powinno być miejsce dla prezesa PZPN tuż przed pierwszym gwizdkiem. Wiadomo, że trzeba to było załatwić inaczej. W sumie może i lepiej, że Kulesza akurat nie był w swojej prezesowskiej loży, bo pewnie nie siedziałby „tak bez niczego”. Opinię publiczną oburzyło, że można w taki sposób potraktować jedno dziecko, wpychając po znajomości inne.

Prezes za swoje zachowanie zdążył przeprosić. I okej, bardzo dobrze. Jak się robi coś głupiego, to wypada się zreflektować. Tłumaczenie o szczególnej sytuacji chłopca, który last minute wskoczył do eskorty, też jest na swój sposób ujmujące, choć wiadomo, że nie tak powinno się to załatwić. I z tego Kulesza też próbuje się wytłumaczyć.

Reklama

– Powinienem jednak zorganizować to inaczej. W tamtym momencie skupiłem się na tym chłopcu i dopiero później dotarło do mnie, że swoim zachowaniem mogłem sprawić przykrość innemu dziecku. (…) Intencje były dobre, ale wyszło to niezręcznie i przede wszystkim ucierpiały na tym emocje dziecka.

Tako rzecze Kulesza. I jeszcze raz – fajnie, że chociaż przeprosił, ale – rany boskie – naprawdę trudno było przewidzieć, że innemu dziecku zrobi się przykro, gdy zostanie w ostatniej chwili odsunięte od wyprowadzenia Roberta Lewandowskiego? Przecież to jest tak niedorzeczne.

Zróbmy może prosty test na umiejętność przewidywania zdarzeń:

1. Czy zaskakującym jest, że po rzuceniu kurzego jajka o ziemię z wysokości metra, jajko to się rozbije?

Reklama

Teraz nieco trudniejsze:

2. Czy może zaskakiwać, gdy na sygnalizatorze świetlnym gasną czerwone i żółte światło, a następnie zapala się zielone?

I ostatnie pytanie testowe:

3. Czy byłby zaskakujący fakt, że po wypiciu butelki 0,7 litra czystej wódki na pusty żołądek, percepcja oraz równowaga mogą być zaburzone, a nawet może urwać się film?

Reklama

No dobra, to ostatnie było podchwytliwe.

Można sobie „śmieszkować”, ale w gruncie rzeczy to wcale nie jest zabawne, gdy spojrzy się na listę sytuacji, w których rzeczywistość zaskoczyła Kuleszę. Prezes regularnie nie potrafi przewidzieć, że coś się wydarzy. Przykłady?

Kulesza zaskoczony aferą premiową

Te można mnożyć, tak jak mnożyć można afery i aferki, które wybuchły w ostatnich latach wokół polskiej piłki.

– O pieniądzach, które zawodnicy i sztab mieli dostać od rządu, nie wiedziałem. Wyszło jak wyszło, a wyszło źle. Nie mam co do tego wątpliwości. Zamieszanie z premiami było niepotrzebne. Szkoda, że nie znalazł się ktoś, kto powiedział: „Panowie, zostawmy to, skupmy się na piłce” – mówił Kulesza dla Interii po wybuchu afery premiowej w Katarze.

Reklama

Jesteśmy w stanie uwierzyć, że Kulesza o tym nie wiedział. Tyle tylko, że rolą prezesa jest akurat wiedzieć o takich ISTOTNYCH rzeczach i odpowiednio wcześniej reagować. Tę aferę można (a nawet trzeba) było zdusić w zarodku.

Kulesza zaskoczony obecnością Stasiaka

Latem 2023 roku żyliśmy – przynajmniej przez jakiś czas – aferą samolotową i obecnością skazanego za korupcję Mirosława Stasiaka wśród oficjeli PZPN. Oddajmy głos prezesowi:

– Nie wiedziałem. Jest sytuacja taka, że gdzieś tam się komuś wymknęła. Nie chciałbym wracać do tego. Jest firma, która zaprosiła Stasiaka. Więcej to nie będzie miało miejsca, jeśli chodzi o nasze wyjazdy, ponieważ będziemy teraz wszystkich szczegółowo weryfikować.

Tak mówił Kulesza w rozmowie z Meczykami. No nie wiedział. Bo skąd miałby wiedzieć? Stasiaka to w ogóle nie poznałby na ulicy.

Reklama

Kulesza tym razem wiedział, ale nie powiedział

Latem ubiegłego roku mocno grzał temat opaski kapitańskiej Roberta Lewandowskiego. Michał Probierz mu ją odebrał, zakomunikował to piłkarzowi Barcelony przez telefon, a potem zrobiła się chryja, bo „Lewy” zrezygnował z gry w kadrze. Efekt był łatwy do przewidzenia – trzeba było zrezygnować, ale z Probierza w roli selekcjonera. Wydaje się, że to kolejna sytuacja, w której interwencja prezesa mogła zapobiec katastrofie. Ale tejże nie było. Interwencji w sensie, bo katastrofa owszem.

– Michał rozmawiał z Robertem, to jego suwerenna decyzja. Będzie konferencja w tej sprawie, selekcjoner odpowie na wasze pytania. Mógłbym mediować, gdybym był przy tej rozmowie. Mnie przy niej nie było, nie wiem, jak wyglądała. O szczegóły pytajcie selekcjonera.

Reklama

Kulesza wiedział o planach Probierza, który mu je zakomunikował, a jednak nie zrobił nic, by mleko się nie rozlało. Gdy się rozlało, mówił, że to suwerenna decyzja trenera, a jego nie było przy rozmowie. No kto by pomyślał, że Lewandowskiemu może się nie spodobać, że stracił opaskę kapitańską?

Dobra, przenosimy się do marca 2026. Do skutku nie dochodzi mecz Śląsk – Wisła. Wrocławianie nie wpuszczają kibiców Wisły, a Jarosław Królewski podejmuje decyzję, że jego drużyna na ten mecz nie pojedzie. Cała awantura kończy się walkowerem na korzyść Śląska i równocześnie ogromną karą finansową dla klubu z Wrocławia. Może to i właściwe kroki dyscyplinarne, może i nie. Nie to jest problemem. Pies jest pogrzebany w spowolnionej reakcji.

Królewski kilka tygodni przed meczem mówił, że dochodzą do niego słuchy, że Śląsk planuje nie wpuścić kibiców Wisły. Deklarował, że w razie „awarii” na sektorze gości Tarczyński Areny, on chętnie podeśle swoich fachowców, którzy szybko taką „awarię” naprawią. Napisał nawet o tym na portalu X 22 lutego – na niespełna dwa tygodnie przed niedoszłym meczem.

Reklama

Co zrobił z tym Kulesza? Oczywiście, że nic. Ale potem był pierwszy do grożenia palcem obu klubom.

– Będziemy to oceniać po tym, co się ostatecznie wydarzy. Jeśli Jarosław Królewski zdecyduje, że jego drużyna nie przyjedzie na mecz, to Wisła poniesie konsekwencje. Jeżeli Śląsk nie przedstawi dokumentów, które potwierdzą, że ma przesłanki ku temu, by nie przyjmować kibiców gości – również spotka się z konsekwencjami. Na pewno nie będziemy pobłażliwi – kary będą dosyć dotkliwe i bolesne dla obu klubów – mówił w TVP Sport.

Choć swąd gigantycznego problemu było czuć od dawna, a Śląsk nie był pierwszym klubem, który zamknął przed Wiślakami sektor gości, to i tak musiało dojść do kompromitującego wizerunkowo polską piłkę walkowera. Dziwny trafem, gdy ten sam numer chciał zrobić Spartak Trnawa, UEFA znalazła narzędzia, by Słowacy zapewnili „Białej Gwieździe” regulaminową liczbę wejściówek. Nie trzeba było karać, wystarczyło zapobiec.

Reklama

Kulesza nie wiedział o kryminalnej przeszłości ochroniarza

Była jeszcze choćby afera z ochroniarzem Lewandowskiego – „Gruchą”. Kulesza oczywiście nie wiedział o kryminalnej przeszłości tego człowieka. Prezes nie przewidział też, że pomysł przeniesienia Superpucharu Polski z Poznania do Wrocławia może nie spodobać się Lechowi. Przez te nieco ponad pięć lat prezesury dało się odnieść wrażenie, jakby w PZPN wszystko działo się z dnia na dzień, bez planu, bez mapy, bez jakiegokolwiek przewidywania.

Wybuchały kryzysy wizerunkowe, którym można było zapobiec w banalny sposób. Pamiętacie filmik promocyjny, na którym znalazł się Antoni Fijarczyk, skorumpowany sędzia? Ot, przykład jeden z wielu.

Wiele z tych rzeczy mogło się wydarzyć poza Kuleszą i pewnie nie leżały bezpośrednio w jego kompetencjach. Sęk w tym, że otoczył się takimi ludźmi, jakimi się otoczył i na końcu to on ponosi za wszystko odpowiedzialność. A potem mamy tłumaczenia „jo nie wiedzioł, jo nie chciał”.

Panie Czarku, to pan jesteś prezesem tego bałaganu i to pan ma dowodzić. A póki co dowodzi pan jedynie opinii, że pasuje do tego stołka jak Górnik Łęczna do gry w Lidze Mistrzów (z całym szacunkiem do Górnika, oczywiście. Lubelszczyzna jest Wam wdzięczna!).

Reklama

Fot. Newspix

14 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama