Brondby zimą zajmowało trzecie miejsce w duńskiej ekstraklasie i traciło dziewięć oczek do liderującego Aarhus. W styczniu zespół z przedmieść Kopenhagi poważnie się wzmocnił, ściągając m.in. Ousmane’a Sowa czy Bartosza Slisza. Nie pomogło to jednak w wywalczeniu choćby medalu, a w czwartek może się okazać, że sezon skończy się dla nich prawdziwą katastrofą.
Mizerny start Sowa
Mając dziewięć punktów straty do niespodziewanego lidera oraz Nordsjealland i Kopenhagę za sobą w tabeli, Brondby zdecydowało się sporo zainwestować na początku roku. Postawiono m.in. na wyróżniającego się w polskiej Ekstraklasie Ousmane’a Sowa. Duńczycy zapłacili za niego aż trzy miliony euro, licząc, że transfer błyskawicznie się spłaci.
I faktycznie – strzelanie rozpoczął praktycznie chwilę po transferze. Już w pierwszym meczu zdobył bramkę. Problem polega jednak na tym, że, po pierwsze – był to mecz sparingowy z… Piastem Gliwice, a po drugie, było to zarazem jego ostatnie trafienie. W trzynastu ligowych spotkaniach Sow nie strzelił ani jednego gola i nie zanotował również ani jednej asysty.
Zresztą całe Brondby miało problem ze strzelaniem goli. Podopieczni Steve’a Coopera nie zdobyli bramki w pierwszych sześciu meczach rundy wiosennej. Przypomnijmy, mówimy o zespole, który po jesieni był na podium i miał chrapkę na coś więcej.
Brondby o krok od braku pucharów
Łącznie w 2026 roku klub strzelił zaledwie 13 goli, z czego prawie połowę w wygranym 6:0 meczu z SonderjyskE. Trzy zwycięstwa w 14 ostatnich meczach to również wynik katastrofalny. Nic więc dziwnego, że przed ostatnią kolejką zespół osunął się na szóste miejsce w tabeli. W ostatniej serii gier Brondby mierzyło się z pewnym drugiego miejsca FC Midtjylland i do przerwy przegrywało 0:2. Wiele wskazywało na to, że drużyna nie zmieni już swojej pozycji i zakończy zmagania na ostatnim miejscu w grupie mistrzowskiej.
Niespodziewanie po zmianie stron doszło do comebacku, a spory udział w nim miał Bartosz Slisz. Polak zanotował pierwszą asystę w barwach nowego klubu przy trafieniu Mayckela Lando na 1:2. Kwadrans później wyrównał Shu Fukuda, a trzy punkty Brondby w doliczonym czasie gry zapewnił Luis Binks.
Dzięki wygranej zespół awansował na czwarte miejsce w tabeli, a przed nim mecz ostatniej szansy o europejskie puchary. W Danii funkcjonuje ciekawy system, w którym pierwsze dwie (lub trzy, w zależności od zdobywcy Pucharu Danii) drużyny w tabeli bezpośrednio awansują do europejskich pucharów, a trzecia (lub czwarta) gra z… siódmą, czyli zwycięzcą grupy spadkowej, baraż o rozgrywki kontynentalne. W tym roku po puchar sięgnęło drugie Midtjylland, zatem droga do Europy otworzyła się przed czwartym Brondby.
Zespół Sowa i Slisza będzie gospodarzem i faworytem, choć w barażu zmierzy się w derbach z… Kopenhagą, która sensacyjnie znalazła się w grupie spadkowej po rundzie zasadniczej. Ustępujący mistrzowie Danii bez większych problemów zajęli siódmą lokatę i pozostają w grze o puchary.
Slisz: Musimy zbudować silną kadrę
Wiele wskazuje na to, że czwartkowy mecz zespół rozpocznie bez Sowa, którego zmiennik zdobył bramkę w ostatnim meczu ligowym. Obecność Slisza jest jednak niepodważalna, a kibice uważają go za jednego z dwóch zawodników sprowadzonych zimą, którzy „dowożą”. Drugim jest wypożyczony z Atalanty Ben Godfrey, którego fani najchętniej zatrzymaliby w klubie na dłużej. Byłego gracza Górnika wymienia się jednym tchem w gronie rozczarowań obok Dennisa, Lahdo czy Frokjaera.
Sam reprezentant Polski mówił w rozmowie z TV2, że potrzeba przebudować kadrę.
– Przede wszystkim musimy oczywiście zatrudnić dyrektora sportowego, a tak jak ma to miejsce w innych klubach, dojdzie również do roszad w składzie. Musimy zbudować silną kadrę na następny sezon. Mam na ten temat swoje zdanie i od dłuższego czasu bardzo jasno komunikuję to wewnątrz klubu. (…) Myślę, że mamy dobrych zawodników. Ale myślę też, że mamy wielu młodych zawodników, a jeśli chcemy myśleć o tytułach, to musimy mieć też doświadczonych zawodników, którzy wiedzą, co trzeba zrobić, żeby walczyć o tytuły – przyznał Slisz.
Czy Brondby znajdzie na to środki? Dużo zależy od tego, czy w czwartek uda się zameldować w europejskich pucharach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix