Seria bez porażki, świadoma szatnia i piłkarski przełom napędzany… makroskładnikami. Kapitan Motoru Lublin Bartosz Wolski w rozmowie z Weszło opowiedział też o innowacyjnym pomyśle Zbigniewa Jakubasa o przekazaniu udziałów trenerowi, nadziejach Karola Czubaka na powołanie do reprezentacji Polski i spłaszczonej tabeli Ekstraklasy.
Rozmawiamy również o naznaczonej trudnymi doświadczeniami przygodzie we Włoszech w młodym wieku, bliskim zimowym transferze do GKS-u Katowice i trudnych negocjacjach kontraktowych, marzeniach o Premier League oraz kibicowaniu Manchesterowi United. Zapraszamy!
Bartosz Wolski: Championship będzie dobra, ale marzę o Premier League
Za wami seria czterech meczów z rzędu bez porażki. Złapaliście trochę oddechu?
W tej lidze nie ma na to szans. Nie można w ten sposób patrzeć. Tutaj jeden mecz wygrywasz i skaczesz pięć miejsc do góry, a jeden mecz przegrywasz i jesteś o pięć niżej. W każdym meczu trzeba być czujnym i starać się wyciągnąć maksimum z tego, co jest możliwe.
Jak podchodzisz do tej spłaszczonej tabeli? Uważasz, że poziom ligi idzie w górę czy niekoniecznie?
Nawet w skali światowej to jest jakaś anomalia piłkarska, ale myślę, że nie jest tak źle. Te drużyny, które były zawsze niżej, zaczęły dorównywać przede wszystkim finansowo tym zespołom, które są wyżej. A czasem nawet przewyższać. Wpływ miały też mecze w pucharach. Różnice w jakości nie są na tyle duże, aby Lech, Raków czy Jagiellonia były w stanie co tydzień pokazywać wyższość z każdym kolejnym rywalem w lidze. Dodatkowo, mogli być trochę podmęczeni. Dlatego ta tabela teraz wygląda, jak wygląda.
Wy jako Motor patrzycie bardziej w górę czy w dół?
Najważniejsze to patrzeć bezpośrednio przed siebie, sytuacja w tabeli też pomaga w takim podejściu. Teraz nasze wyniki się poprawiły, bo te mecze, które w pierwszej rundzie remisowaliśmy, zaczęliśmy wygrywać. Dołożyliśmy poświęcenie, charakter i waleczność boiskową, bo uważam, że w piłkę cały czas graliśmy dobrze. To były te brakujące elementy, bo jak widać żadna drużyna nie jest w stanie przez cały mecz utrzymać takiego samego poziomu gry.
Jest różnica w graniu z Karolem Czubakiem a Samuelem Mrazem?
Obaj mieli swoje atuty, ale jeśli chodzi o Karola to czasami wystarczy mu podwiesić jakąś piłkę w polu karnym i on już jest w stanie zrobić coś dużego. Od początku starałem mu się pomóc, aby mógł w jak najlepszy sposób wykorzystać swoje umiejętności. Jak na razie zdaje to egzamin.
To już materiał na reprezentanta Polski?
Oczywiście, że tak. Ma to, za co w piłce płaci się najwięcej, a więc umiejętność strzelania goli. Wydaje mi się, że śmiało mógłby spróbować swoich sił w kadrze.

Karol Czubak znajduje się w tym sezonie w genialnej formie
Na wiosnę strzeliłeś 2 gole i zaliczyłeś 2 asysty w 7 meczach. Jesteś w najlepszym momencie swojej kariery?
Myślę, że nie. Jest jeszcze sporo rzeczy do poprawy.
To kiedy byłeś w lepszym?
Ok, możliwe, że nigdy. Ale to nie znaczy, że nie mogę być w jeszcze lepszym (śmiech). W tym sezonie jednak faktycznie nastąpił przełom jeśli chodzi o moje rezerwy. Zawsze szukałem jakiejś recepty i teraz chyba znalazłem złoty środek.
Co masz na myśli?
To są kwestie przede wszystkim suplementacji, zarządzania makroskładnikami, jeśli chodzi o mecz. Ile i jakie ilości kalorii spożywać, jakie makro byłoby idealne pod kątem meczu czy mikrocyklu treningowego. Tak samo dotyczy to treningu siłowego, kiedy, jak i gdzie najlepiej go wrzucić. Myślę, że te elementy, których się nauczyłem na przestrzeni lat, teraz procentują.
Nie pomyliłeś się nigdy w liczeniu?
Staram się pilnować codziennie, ale nawet jak się pomylisz o 100-200 kalorii, to wielkiego wrażenia na organizmie nie zrobi.
Podczas Wielkanocy sobie pofolgujesz?
Spokojnie, świąteczne potrawy też można wrzucić w te kalorie, także damy radę.
W rozmowie z Łukaszem Olkowiczem w Przeglądzie Sportowym Onet wspominałeś też o zabiegu przegrody nosowej. Pomogło?
Tak, w grudniu to zrobiłem i jeśli ktoś ma problemy z oddychaniem przez krzywą przegrodę, to bardzo polecam. Czuję ogromną różnicę, przede wszystkim, jeśli chodzi o sen, regeneracja jest dużo większa. Funkcjonowanie w ciągu dnia też jest dużo łatwiejsze, kiedy można wziąć pełny oddech przez nos. A jeśli chodzi o piłkę, to myślę, że połączenie tych wszystkich kwestii dużo daje.
Macie bardzo świadomą szatnię pod tym względem.
Dokładnie. Nikomu nie trzeba przypominać o regeneracji czy tego typu kwestiach.
Pamiętam wywiad Szymona Janczyka z Filipem Lubereckim, który wspominał o trenerze snu. Myślałeś o tym?
Tak, wiem o co chodzi. Nie można jednak nagle wszystkiego wrzucić i czekać na efekty, tylko trzeba małymi krokami wprowadzać sobie te kwestie, bo to w różną stronę może pójść.
Pod kątem rozładowania atmosfery w szatni na pewno przydaje się z kolei taki gość jak Jacques N’Diaye.
Na pewno to bardzo fajny i skromny chłopak. Jako piłkarz też mocno się rozwija. Nabrał trochę doświadczenia i mecze w jego wykonaniu nie są już tak przeplatane. Naprawdę gra na równym poziomie.
Niedawno przedłużyłeś kontrakt z Motorem. Poszedłeś śladem Jakuba Łabojko, który w wywiadzie z Tomkiem Ćwiąkałą przyznał się, że przygotowywał prezentację na swój temat, aby uzyskać lepsze warunki?
Nie bawiłem się w takie rzeczy. Nie było więc takiej sytuacji, żebym siebie zaprezentował, a potem usłyszał pytanie: „A w czym jesteś słaby? Bo chyba w niczym” (śmiech). Miałem inne techniki, ale najważniejsze, że koniec końców udało się.
Dużo było stresu ze względu na propozycję z GKS Katowice?
Stresu może nie, ale nie były to łatwe negocjacje. Kapitan nie opuszcza statku podczas sztormu. Drużyna miała trudniejszy moment, byliśmy blisko strefy spadkowej. Taki cios dla zespołu byłby na pewno nieprzyjemny i byłoby ciężko im się z tego wyciągnąć.
Miałeś dużo momentów zawahania ze względu na brak dyrektora sportowego czy transferów?
Na pewno takie kwestie mają wpływ na podjęcie decyzji, ale pomimo tych wszystkich niedociągnięć, zdecydowałem się zostać i pomóc drużynie.
Czujesz większą odpowiedzialność odkąd zostałeś kapitanem w tym sezonie?
Podświadomie na pewno się to odczuwa. Można zarzekać się, że jest inaczej, ale myślę, że z tyłu głowy to zawsze siedzi. Nosi się opaskę po coś i warto dać drużynie coś ekstra.
Gdyby ktoś do ciebie zadzwonił i spytał, dlaczego warto dołączyć teraz do Motoru, to co byś odpowiedział?
Mamy bardzo fajną grupę ludzi, która dobrze się rozumie. Na pewno można się u nas rozwinąć, bo zawodnicy i sztab wiedzą, jak ze sobą funkcjonować. To jest nasz największy atut w tym momencie. Tak samo bardzo łatwo jest wejść nowemu zawodnikowi do drużyny, bo wszyscy są naprawdę otwarci i pomocni.
Bardzo pomocny okazał się też Zbigniew Jakubas, zwłaszcza przy temacie problemów zdrowotnych Kacpra Plichty.
Oczywiście, że tak. To jest bardzo niecodzienna sytuacja. Tak samo właściciel, jak i wszyscy członkowie drużyny i sztabu bardzo mocno wspierali Kacpra. Jeżeli tylko potrzebował pomocy, każdy był w stanie mu jej udzielić.
Jaka to postać? Mimo 73 lat ma otwartą głowę i potrafi zaskakiwać niecodziennymi pomysłami. Mam na myśli choćby ten z przekazaniem udziałów trenerowi.
Tak, słyszałem o tym. Sam nie wiem, co bym zrobił w takiej sytuacji. Na początku wiadomo było śmiesznie, ale po przemyśleniu można by się było nad tym zastanowić. Na pewno trener czuje wtedy jeszcze większą odpowiedzialność na sobie.
Rozmawialiście o tym z trenerem?
Trochę tak, ale to bardziej było odebrane w formie żartu i nie było jakichś mocniejszych rozmów. W każdym razie, Zbigniew Jakubas to na pewno bardzo ważna postać w świecie piłki. Może jeszcze czymś innowacyjnym się wykaże w przyszłości i będzie co oglądać.

Mateusz Stolarski bardzo szybko odznaczył się z dobrej strony na mapie trenerów Ekstraklasy
Jak rozwija się Mateusz Stolarski w roli trenera? Co nowego wprowadził w tym sezonie?
To jest dłuższy proces, gdzie tak z dnia na dzień nic się tak naprawdę nie zmienia, ale kiedy spojrzymy kilka miesięcy wstecz, no to można powiedzieć, że wszystko jest inne. Trener imponuje tym, że jest otwarty na wiedzę i naukę.
To bardzo ważne w dzisiejszych czasach, gdzie piłka tak zasuwa do przodu. W trakcie meczu możesz zagrać nawet w trzech formacjach. Tę otwartość chętnie wziąłbym od niego, gdyby w przyszłości udało mi się zostać trenerem. Nie ma głupich pomysłów.
Czujesz się na boisku przedłużeniem jego ręki?
Tak. Zawsze pomagam sztabowi, jeżeli te założenia są spójne z tym, co ja też uważam. Staram się też przekazywać to kolegom obok.
Mocno pomaga też rozbudowany sztab.
Czasem śmiejemy się nawet, że jak parę osób jest kontuzjowanych danego dnia, to mamy więcej trenerów niż zawodników na boisku. Myślę, że to pomaga, bo każdy jest odpowiedzialny za mniejsze rzeczy i może się na nich w pełni skupić. Później wrzucając to w całość, naprawdę można zrobić coś fajnego.
Masz dużo swobody na boisku?
Jeśli chodzi o grę przy piłce, to jest dosyć duża dowolność. Wiadomo, są pewne ramy taktyczne, ale reszta już należy do mnie. Jedynie rzeczy w defensywie są nie do negocjacji. Jestem jednak za tym, żeby to było egzekwowane i robione w ten sposób, więc nie miałem nigdy z tym problemu.
Mamy na tyle świadomości po tych wszystkich doświadczeniach w pierwszym sezonie, że sami siebie nakręcamy do tego, aby te zadania w obronie wypełniać i iść zawsze do końca, bez względu na jaki wynik jest to obecnie na boisku.
Dużo musiałeś pracować pod kątem kreatywności czy z pewną wizją gry i talentem po prostu się urodziłeś?
Już w młodszych czasach wyróżniałem się pod tym kątem, ale wiadomo, że zawsze można było to dopracować. Analizuję rywali, patrzę gdzie mają słabsze strony i jak lepiej mogę wykorzystać tę swoją kreatywność i pomysł na grę. Na pewno jednak pomaga to, że miałem to naturalnie. Dzięki temu mogę planować na 2-3 ruchy do przodu.
Masz swoje wzorce na tej pozycji?
Na pewno Kevin de Bruyne. Jego podania za czasów Manchesteru City były już tak zmechanizowane, że każdy wiedział, gdzie zagra, a i tak nie byli w stanie tego bronić. Piłka zagrana w tempo, diagonalna, na róg piątki, a później odpowiednio wykończona. Trochę jak z Robbenem i jego zejściem na lewą nogę. Dopracowane do perfekcji.
Współpracowałeś też w przeszłości z Danielem Myśliwcem i Goncalo Feio. Dużo od nich wyciągnąłeś?
Jeśli chodzi o trenera Myśliwca w Stali Rzeszów, to był taki trener bardzo mocno nastawiony na ofensywę, ale też pomógł mi w tym, jak lepiej czytać grę w defensywie. Przede wszystkim, mam tu na myśli drugie piłki. To był pierwszy trener, który naprawdę pomógł mi w tym, żebym mógł się rozwijać.
A Feio? Myślisz, że po tej historii w Radomiaku jeszcze ktoś zdecyduje się go w Polsce zatrudnić?
To nie do mnie pytanie, ale na pewno gdyby potrafił zrównoważyć kompetencje miękkie z twardymi, to byłoby łatwiej. Ze strony merytorycznej, to jest bardzo dobry trener.

Bartosz Wolski bardzo często bierze się za wykonywanie stałych fragmentów gry
Bardziej ukształtowali cię trenerzy, czy życiowe doświadczenia?
Myślę, że życiowe doświadczenia. Cieszę się, że w pewnym momencie trafiłem na trenerów, którzy wiedzą o co chodzi w piłce, bo to był duży dodatek do mojej ścieżki.
Było sporo momentów zwątpienia, gdy zastanawiałem się, czy nie rzucić piłki i pójść do innej pracy. Tak było w Bytowie, czy na początku w Stali Rzeszów. Później postanowiłem jednak, że wyciągam się z tego, próbuję ile się da i zobaczymy co z tego będzie.
Dałbyś jakąś radę młodszej wersji siebie?
Chyba bym nie przepalał energii, bo i tak bym wtedy nie posłuchał (śmiech). Z wiekiem nabrałem dojrzałości.
Wyjazd do Włoch był życiową lekcją?
Zdecydowanie, ale z gatunku tych mniej przyjemnych. Przyjechałem tam i okazało się, że przez pierwsze pół roku nie mogłem grać.
Dlaczego?
Nie można było po okienku FIFA zgłosić niepełnoletniego zawodnika do rozgrywek. Z tygodnia na tydzień mówiono mi jednak, że zaraz to się zmieni. Długo czekałem na występ, a kiedy to się stało doznałem nietypowej kontuzji. Przednie mięśnie piszczelowe tak mi sztywniały w każdym meczu, że schodziłem po 10 minutach.
Później trafiłem na paru takich trenerów, którzy widzieli we mnie potencjał, ale próbowali wyciągnąć go ze mnie młotkiem. Nie byłem na to jeszcze gotowy.
Bariera językowa przeszkadzała?
Nie, nie, w ogóle. Ja już znałem angielski jadąc do Włoch, a języka włoskiego nauczyłem się tak, żeby go rozumieć i porozmawiać się w najprostszy sposób. Zajęło mi to 3-4 miesiące.
Masz ambicję po latach, aby wrócić do Włoch i jeszcze się pokazać na tamtejszym rynku?
Nie, tam to chyba raczej nie. Może jakieś inne kierunki…

Okazuje się, że Kevin de Bruyne może stanowić inspirację nawet dla fana Manchesteru United
Powiedziałeś kiedyś: „Marzę o Premier League”.
O, to już prędzej. Jak zgłosiłby się jakiś klub z Championship, to też możemy pomyśleć (śmiech).
Masz swój ulubiony klub w Anglii?
Zawsze od dzieciaka byłem fanem Manchesteru United, ale no to wiadomo, że tam raczej trudno będzie trafić.
Nie gryzie ci się to trochę z podziwianiem Kevina de Bruyne?
Zawsze byłem fanem United, ale wolałem oglądać City. Cóż poradzić… Śledzenie meczów United przychodziło z bólem serca.
Teraz trochę to ruszyło za Carricka.
Tak, szybka czwórka z przodu i jedziemy. Stary styl Fergusona. Pamiętam Carricka jeszcze z boiska, chociaż bardziej zwracałem uwagę na tych, co robili show. Prędzej już na przykład na Paula Scholesa.
Swego czasu o klubach z Premier League zrobiło się głośno w kontekście Brighta Ede. Mowiło się o Arsenalu, Chelsea…
Tak, no i trochę to zamieszanie mogło mu zaszkodzić. Nic dziwnego. Nie jest to łatwe dla chłopaka, który przychodzi z rezerw Zagłębia Lubin i nagle chce go kupić Chelsea. Myślę jednak, że teraz ustabilizował to wszystko i niedługo zobaczymy go na boisku w nowym wydaniu.
Wyczekujesz trochę tej przerwy na kadrę czy niekoniecznie?
Niekoniecznie. Dalej mógłbym grać, nawet obudzony o 2 w nocy. Tym bardziej, że złapaliśmy dobry moment.
Chcecie kontynuować to przeciwko Zagłębiu Lubin, ale to też ekipa, której idzie w tym sezonie bardzo dobrze. Co kryje się za ich wysokim miejscem?
To drużyna, która zablokowała najwięcej strzałów w lidze, więc widać u nich to poświęcenie. Musimy odpowiedzieć tą samą, albo jeszcze większą walecznością.
Czujesz modę na piłkę w Lublinie?
Zdecydowanie. Teraz nic, tylko to utrzymywać. Każdy mecz otwiera nowe możliwości i tak do tego podchodzimy.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Czubak zapowiada: Będę walczył o koronę króla strzelców
- Murawy w Ekstraklasie straszą. Można było tego uniknąć?
- Bruk-Bet – przeklęta drużyna. Znów gra dobrze, znów nie wygrywa
fot. Newspix