Mecz Barcelony z Atletico (2:1), pierwszy z trzech między tymi klubami w najbliższym czasie, wzbudził duże emocje. Duma Katalonii ostatecznie wygrała, gola strzelił Robert Lewandowski, ale wielkie emocje wzbudziła sytuacja przy stanie 1:1, kiedy Gerard Martin z dużym impetem „wjechał” w kostkę jednego z graczy Atletico. Sędzia najpierw pokazał mu czerwoną kartkę, ale po obejrzeniu sytuacji na monitorze zmienił decyzję. Dlaczego? Wyjaśniają to zapisy rozmów między sędziami.
Jeszcze w pierwszej połowie czerwoną kartkę dostał gracz Atletico, Nicolas Gonzalez. Później wydawało się, że siły będą wyrównane, bo gdy Gerard Martin ostro zaatakował przeciwnika, wbijając się jego kostkę, arbiter również jego wyrzucił z boiska. Powtórki pokazały, że piłkarz Barcelony chwilę wcześniej wybijał piłkę i właśnie wokół tego skupiły się rozmowy arbitrów, gdy sędzia główny, Mateu Busquets, podbiegł do monitora.
Gerard Martin jednak nie został wyrzucony z boiska. To pomogło Barcelonie wygrać z Atletico
– Według mnie piłkarz Barcelony zagrał piłkę w normalny sposób, zgodnie z przebiegiem gry. Najpierw zagrał piłkę, a dopiero potem doszło do kontaktu z piłkarzem Atletico, który uważam za naturalny – powiedział głównemu arbiter VAR, Melero Lopez. Busquets przyznał mu rację i pokazał Martinowi ostatecznie tylko żółtą kartkę.
Wejście gracza Barcelony widzicie tutaj:
🚨 𝗠𝗔𝗝𝗢𝗥 𝗕𝗥𝗘𝗔𝗞𝗜𝗡𝗚: GERARD MARTIN! CLEARLY TOUCHED THE BALL BEFORE THE TACKLE SO HOW IS THAT A STRAIGHT RED CARD???THE LEVEL OF CORRUPTION IN LA LIGA IS INSANE!!!!
— LIVE GOALS (@FTLiveGoals) April 4, 2026
Warto dodać, że w Hiszpanii nie wszyscy zgadzają się z ostateczną decyzją. Sporo jest głosów, również w środowisku sędziowskim, że Gerard Martin powinien jednak zostać usunięty z boiska i właściwsza była pierwsza decyzja.
Barcelona jest liderem La Liga. Po 30 kolejkach ma siedem punktów przewagi nad Realem Madryt.
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
- Paczul: Lech powinien wziąć mistrzostwo. Myślę, że to zrobi
- Leszek Ojrzyński: Wiem, że jest drugie życie
- Widzew nie został skrzywdzony. Ekspert wyjaśnia