Śląsk znów dołuje, czyli… liczba samobójców może się zgadzać

Piotr Tomasik

04 kwietnia 2015, 17:26 • 2 min czytania

Reklama
Śląsk znów dołuje, czyli… liczba samobójców może się zgadzać

Moglibyśmy stwarzać więcej sytuacji, ale nie jesteśmy samobójcami – stwierdził w przerwie Marek Sokołowski. Niestety, nie pomyślał o tym, że po takim meczu liczba samobójców może się zgadzać. Bohaterom dzisiejszego widowiska we Wrocławiu należałoby to spotkanie puścić za karę jeszcze raz. I jeszcze raz…

Reklama

Dość nietypowe wypowiedzi formułował przed tą kolejką Tadeusz Pawłowski, trener Śląska. Spodziewaliśmy się analizy wpadek z pierwszych kolejek i tłumaczeń, dlaczego w tym roku idzie tak jak idzie. Bo idzie bardzo źle. Sześć meczów, zero zwycięstw, cztery punkty i tylko Bełchatów z mniejszą liczba „oczek” w 2015 roku. A Pawłowski na to: czas podnieść poprzeczkę. Koniec z minimalizmem, koniec z mówieniem o pierwszej ósemce. Śląsk walczy o mistrza i tę walkę rozpoczyna dziś.

No więc ta pogoń za mistrzostwem, jak ładnie określono w mediach, będzie musiała się rozpocząć się trochę później. Na gorąco, po beznadziejnym spotkaniu z Podbeskidziem: najwcześniej w następnym sezonie.

Jeden z głównych problemów Śląska polega na braku sytuacji podbramkowych. Hateley z Hołotą wykonują dobrą robotę w środku pola, ale ona opiera się głównie na destrukcji. Kto ma więc tę grę kreować? W teorii miał to robić Peter Grajciar, tylko że dziś wyglądał beznadziejnie. Bracia Paixao wciąż nie potrafią odpowiednio ze sobą funkcjonować, a Pich dobre decyzje przeplata złymi. To znaczy, zabierze się z piłką, minie dwóch rywali i zatrzyma się na trzecim. Trochę wiatru, ale zero pożytku.

Najlepszą okazję miał więc Śląsk po przypadkowej, niezgrabnej akcji. Ktoś gdzieś kopnął, ktoś przedłużył głową i raz jeszcze głową uderzył Milos Lacny – w słupek. Słowak podpadł w ostatnim czasie w klubie, mówiąc, że Marco Paixao to wcale nie jest Ibrahimović, jak wielu we Wrocławia uważa, a i on sam zasługuje na więcej niż pięć minut. Kiedy więc dostał przynajmniej kwadrans, to sam uznał, że to jednak za dużo. Żółta, słupek, żółta i do widzenia. Oj, chyba zbyt prędko się teraz nie zobaczymy…

Reklama

Trener Pawłowski liczył przed meczem na kibiców. Mówił, że to taka pora, że człowiek zdąży i do kościoła, i na mecz. Śląsk wyszedł nawet z inicjatywą: na Podbeskidzie bilety są tańsze. Ale wszyscy ci, którzy wydali dziś przynajmniej dychę, mają prawo czuć, że to kasa wyrzucona w błoto. Wrocławianie w tym roku wciąż bez zwycięstwa.

Najnowsze

Reklama