Novak Djoković po raz 21! Serb znowu wygrał Wimbledon

Kacper Marciniak

10 lipca 2022, 18:50 • 4 min czytania

Reklama
Novak Djoković po raz 21! Serb znowu wygrał Wimbledon

Nick Kyrgios nie zawiódł na największej z możliwych scen, czyli korcie centralnym w Wimbledonie. Świetna dyspozycja, o której świadczyło choćby 30 posłanych asów, nie wystarczyła jednak na Novaka Djokovicia. Bo Serb to po prostu mistrz kortów trawiastych. Był dzisiaj znakomity i wygrał finał turnieju w Londynie 4:6, 6:3, 6:4, 7:6. To jego 21. wielkoszlemowy triumf.

Reklama

Po jednej stronie kortu znalazł się debiutant, po drugiej gość, który miał zagrać w swoim 32. finale wielkoszlemowym. Mimo tego mało kto uważał, że Novak Djoković bardzo łatwo pokona Nicka Kyrgiosa. Po stronie Australijczyka stał bilans bezpośrednich spotkań (rozegrali dwa mecze w 2017 roku) czy fakt, że nie grał w półfinale (walkower Nadala), więc w teorii mógł być świeższy od Serba.

Mogliśmy zatem zastanawiać się, kto wygra tytuł, ale pewne było jedno: czekało nas znakomite widowisko.

Trochę jak US Open 2021?

Novak Djoković przyzwyczaił kibiców do tego, że ma tendencję do przegrywania pierwszych setów. Źle zaczął nawet półfinałowy mecz z Cameronem Norriem, mimo tego, że nad Brytyjczykiem koniec końców górował w prawie wszystkich elementach. Jak to natomiast wyglądało w finale z Kyrgiosem? Serb naprawdę nie grał źle. Ale popełnił parę błędów przy stanie 2:2. Został przełamany i to było jego gwoździem do trumny w tamtej partii.

Bo Kyrgios gema przy własnym podaniu nie miał zamiaru oddać. Serwował wprost fantastycznie – i nie chodzi tu tylko o asy, ale fakt, że prawie zawsze trafiał pierwszym serwisem. A nawet kiedy to mu się nie udawało, to potrafił posłać „rakietę” przy drugiej próbie serwisowej. Na dodatek Kyrgios był niemal bezbłędny w trakcie wymian, nie oddawał punktów za darmo. No i cóż – nie mógł nie wygrać pierwszego seta. Wszedł w finał Wimbledonu w najlepszy możliwy sposób.

Reklama

Nole wraca do gry

Kibice Nole mogli obawiać się powtórki finału US Open z 2021 roku, kiedy Daniił Miedwiedwiew grał podobnie jak Kyrgios, bo posyłał asy i nie dawał się w wymianach. Złośliwi powiedzieliby, że „wyserwował” mecz. Okazało się jednak, że Kyrgios tak pewny jak Rosjanin nie jest. W drugiej partii został zaskakująco szybko i łatwo (Nole miał trzy break pointy) przełamany. I choć Serb nie przejął inicjatywy na korcie tak, jak to miało miejsce w meczu z Norriem, to zmierzał po wyrównanie stanu meczu.

Na ostatniej prostej jednak był bliski potknięcia. Djoković serwował po seta, ale z pierwszych trzech piłek przy stanie 5:3 przegrał wszystkie. Kyrgios miał zatem trzy break pointy i znakomitą okazję do przełamania. Ale jakimś cudem Serb się w tej sytuacji wybronił. I wygrał drugą partię. A także – po raz pierwszy w karierze – urwał seta w meczu z Kyrgiosem.

Trzeba zresztą przyznać – Djoković zaczął prezentować się znakomicie. Przede wszystkim doskonale returnował piekielnie mocne serwisy Australiczyka, odgrywając piłki, które w teorii nie miały prawa kończyć w korcie, a w praktyce często wpadały pod końcową linię. Nie wyglądało to już zatem tak jak w pierwszym secie – kiedy Kyrgios łatwo zgarniał gemy przy własnym podaniu.

Reklama

Ale to nie znaczy, że Australijczyk na korcie nie imponował. Wciąż grał skutecznie, no i bardzo efektownie. To niesamowite, ale dwa razy z rzędu zobaczyliśmy akcję, w której Kyrgios odbijał piłkę pomiędzy nogami tyłem do kortu (tak zwany „hot-dog”). Generalnie – Australijczyk był sobą. Szczególnie że w końcu stracił nerwy – najpierw miał sprzeczkę z arbitrem, a potem… z własnym boksem, czyli rodziną oraz sztabem trenerskim. To poskutkowało tym, że przegrał gema przy stanie 4:4, którego zaczął od prowadzenia 40:0!

Djoković nie mógł nie wykorzystać takiego potknięcia. Po chwili prowadził 2:1 w setach.

21!

Nick Kyrgios w czwartym secie robił wciąż to, co w trzech poprzednich. Czyli świetnie serwował. Nole się jednak czaił, był w stanie kraść punkty przy podaniu rywala. A samemu bez problemu zgarniał gemy, kiedy to on serwował. Nie mogło zatem być inaczej – czekał nas tie-break.

A taka rozgrywka – jak wiemy – promuje zawodnika o mocniejszych nerwach. Nim był Novak Djoković. Serb nie popełniał błędów, wygrywał dłuższe wymiany i doprowadził do sytuacji, w której miał… aż pięć piłek mistrzowskich. Swego dopiął przy trzeciej – wygrał tie-breaka, wygrał czwartego seta i cały mecz. Po chwili świętował ze sztabem szkoleniowym oraz rodziną, a także tradycyjnie „posmakował” trawy na korcie centralnym.

Reklama

To 21. triumf wielkoszlemowy Novaka Djokovicia. Tym samym wyprzedził w liczbie Szlemów Rogera Federera oraz zbliżył się do Rafy Nadala. Pytanie, czy będzie w stanie dogonić Hiszpana już za parę tygodni w Nowym Jorku, bo przecież jego występ w US Open nie jest pewny (na ten moment nawet niemożliwy, bo organizatorzy nie chcą dopuścić do gry zawodników niezaszczepionych).

Co do Kyrgiosa – to był naprawdę świetny mecz w jego wykonaniu. W kluczowych momentach ustępował Serbowi, ale właściwie ani na moment nie stracił formy serwisowej, potrafił nawet zaskakiwać Nole przy siatce czy skrótami. Koniec końców usłyszał jednak to, co w przeszłości Stefanos Tsitsipas czy Matteo Berretini – że jeszcze nieraz zagra w finale wielkoszlemowym. Choć trzeba przyznać, że miłych słów Novaka w kierunku rywala było pełno. 35-latek zaznaczył zresztą, że to oficjalny początek „bromance’u”.

Końcowa mowa Djokovicia była pełna żartów, ripost i podziękowań. Mówcą jest prawie tak świetnym jak tenisistą. Prawie, bo jednak cuda, jakie potrafi wyczyniać na trawiastym korcie Nole, są nie do opisania.

Novak Djoković – Nick Kyrgios 4:6, 6:3, 6:4, 7:6 (3)

Reklama

Fot. Newspix.pl

Kacper Marciniak

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
15
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Inne sporty

Reklama