Jedne negocjacje i dwa piłkarskie upadki. Kosecki i Pawłowski na zakręcie

redakcja

Autor:redakcja

03 lutego 2015, 11:43 • 2 min czytania

Reklama
Jedne negocjacje i dwa piłkarskie upadki. Kosecki i Pawłowski na zakręcie

Zjazd. To słowo najlepiej obrazuje negocjacje Jakuba Koseckiego z Lechią Gdańsk. I nie chodzi nam tylko o zjazd legionisty, bo mamy też na myśli gościa, na którego miejsce Kuba byłby szykowany, czyli Bartłomieja Pawłowskiego. Abstrahując od tego, jak zaawansowane są rozmowy pomiędzy Legią i Lechią oraz czy transfer w ogóle dojdzie do skutku, sugestywna jest reakcja całego piłkarskiego środowiska. Nikogo dziś nie dziwi, że Kosecki rozważa kontynuowanie kariery w 13. drużynie Ekstraklasy, a Pawłowski jest w tejże właśnie drużynie odstawiany na boczny tor. Ot, naturalna kolej rzeczy.

Reklama

Lato 2013. Jakub Kosecki właśnie zakończył genialny sezon, w którym pociągnął Legię do mistrzostwa Polski, pierwszego od siedmiu lat. W 25 meczach zaliczył po dziewięć goli i asyst, co jak na skrzydłowego było świetnym wynikiem. Legionista został przez nas wybrany najlepszym piłkarzem całej ligi. Z kolei Pawłowski był na potężnej fali wznoszącej, a na jego grę patrzyło się z przyjemnością. Prezes Legii, Bogusław Leśnodorski nazywał go megautalentowanym, podkreślając duże zainteresowanie ze strony stołecznego klubu. Zapewne wielu kibiców „Wojskowych” oczami wyobraźni widziało duet przebojowych skrzydłowych Kosecki-Pawłowski, który prowadzi ich drużynę do upragnionej Ligi Mistrzów.

Wtedy jeszcze ich drogi się nie zeszły, ale wydawało się, że każdy zrobi kolejny krok do przodu. Kosecki w Legii, a Pawłowski w Maladze. Rzeczywistość okazała się jednak dla obu brutalna. Kosecki niejako zamknąłby koło, bo to w Gdańsku stawiał pierwsze kroki w dorosłej piłce. Niby dzisiejsza Lechia to zupełnie inna drużyna, inny projekt i inne ambicje, ale… kiedy Kuba opuszczał „Biało-zielonych” w 2012 roku, ci zajmowali 13. miejsce w tabeli i dzisiaj jest tak samo.

Natomiast Pawłowski nawet bez dodatkowych konkurentów miewał ostatnio kłopoty z regularną grą. Nie potrafił wygrać walki o pierwszy skład z Nazario i Grzelczakiem, więc dlaczego po dojściu Kazlauskasa i ewentualnym transferze Koseckiego miałoby być lepiej? Nie zapowiada się też, by z miejsca w ataku i na prawej pomocy łatwo zrezygnowali Colak/Friesenbichler i Makuszewski. Odstawienie Pawłowskiego na boczny tor wydaje się jedyną logiczną konsekwencją polityki kadrowej Lechii. I raczej nikt nie będzie przy tym rozpaczał.

Oczywiście nie zamierzamy skreślać ani Koseckiego, ani Pawłowskiego. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obaj zaliczyli w ostatnim czasie spektakularny zjazd. Sami jesteśmy ciekawi, jaka byłaby ich reakcja, gdyby półtora roku temu powiedzieć im, że wkrótce mogą się bić o miejsce w Lechii Gdańsk. Dziś taki scenariusz jest całkiem prawdopodobny, chociaż – podkreślamy – niczego jeszcze nie przesądzamy. To póki co tylko negocjacje.

Reklama

Dla Koseckiego wystarczającym wstrząsem powinien być jednak sam fakt, że taki transfer w ogóle wchodzi w grę.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama