Reklama

Lato: – Wszyscy przemijamy

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

16 sierpnia 2021, 09:51 • 6 min czytania 40 komentarzy

Dwóch wielkich strzelców, dwie wielkie legendy piłki nożnej. 1970 rok. Królem strzelców mistrzostw świata w Meksyku zostaje Gerd Müller. 1974 rok. Królem strzelców mistrzostw świata w RFN zostaje Grzegorz Lato. Na świecie jest już tylko jeden z nich. Gerd Müller zmarł w wieku 75 lat po kilkuletniej walce z postępującą demencją i pomyśleliśmy, że jego życie powspominamy właśnie z Grzegorzem Lato. Dlaczego nie był zdziwiony informacją o śmierci Niemca? Jak wspomina Bombardiera Narodu? Czy nie obawia się, że ich pokolenie zostanie zapomniane? Jakie są jego przemyślenia na temat życia i przemijania? Na te i na inne pytania w rozmowie z nami odpowiedział stukrotny były reprezentant Polski. Zapraszamy. 

Lato: – Wszyscy przemijamy
Jak pan zareagował na śmierć Gerda Müllera?

Już dawno wiedziałem, że Gerd Müller ma poważne problemy zdrowotne, że cierpi na demencję. W minionym roku słyszałem, że ma odejść na wiosnę. Spodziewałem się, że jego dni są policzone, nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem. To był zaawansowany Alzhaimer, paraliżująco straszna choroba.

Uschi Müller, żona Gerda, opowiadała w Bildzie o jego ostatnich latach życia. O tym, że nie poznawał najbliższych, leżał w łóżku, rzadko otwierał powieki, prawie niczego nie jadł, nie kontaktował z rzeczywistością. 

Ile miał lat?

Siedemdziesiąt pięć.

A więc cztery lata starszy ode mnie. Ja 1950, on 1945…

Wie pan, to średnia życia przeciętnego mężczyzny. Tyle żyjemy, tyle istniejemy, tak jesteśmy stworzeni na tym świecie. No przykro, bo to jeden z najlepszych zawodników w historii. Był królem strzelców meksykańskich mistrzostw świata z 1970 roku.

Reklama
1970 – Gerd Müller, 1974 – Grzegorz Lato. 

Wielki wyczyn, wielki piłkarz, ale wszystko ma swój koniec. Takie jest nasze życie. Każdy musi odejść, proszę pana…

Nie każdy jest gotowy. 

Składam kondolencje na ręce rodziny, ale co mamy począć? Musimy żyć dalej.

Znaliście się. Miał pan okazję oglądać go czasami jako widz, a nie jako rywal?

I to jak! Oczywiście, oglądaliśmy wszystkie mecze RFN przed naszym meczem z 1974 roku na mundialu. Już wszystko było nagrywane, zgrywane, odtwarzane, choć nie w najlepszej jakości. W oficjalnych międzypaństwowych meczach grałem przeciw niemu dwukrotnie.

Tylko dwukrotnie?

W 1971 roku w Hamburgu podczas eliminacji do Euro. I w 1974 roku, wie pan, mecz na wodzie, Wasserschlacht von Frankfurt, ta cudowna i smutna opowieść w jednym.

Ukradł mu pan wówczas koronę króla strzelców. 

Niemcy mieli żal. Irytowało mnie też gadanie, że Robert Lewandowski nie powinien pobijać rekordu bramek Gerda Müllera w Bundeslidze, bo tak nie wypada, bo historia, bo tamto-siamto. Po to są rekordy, żeby je bić, żeby je przebijać, żeby je łamać. Każdy, kto ustanowił jakiś rekord, kto coś osiągnął, panu to powie, to nie jest moja odosobniona opinia. Ja też go wtedy wyprzedziłem, ale jedno jest pewne, to panu powiem: Müller miał niesamowity zmysł snajperski w polu karnym.

Nazywali go Bombardierem Narodu. 

Albo królem pola karnego. Piłka go kochała. Lgnęła do niego w szesnastce, a on to wykańczał ze śmiertelną precyzją.

Reklama
Mówili o nim, że ma fizjonomię i figurę zapaśnika. 

Umiał się zastawić. Jeśli znajdował się w świetle bramki, nie było skutecznego sposobu na zablokowanie jego uderzenia. Nie i już. Tak też nas załatwił w 1974 na tej niesławnej wodzie. Interweniujący Antoni Szymanowski wybił piłkę pod jego nogi, a on ciach-prach, bez przyjęcia uderzył na 1:0 i pogrzebał nasze szanse na finał, na złoto. To był jego złoty czas. Lata 70., strzelanie dla Bayernu, wówczas Müllera bał się każdy obrońca i każdy bramkarz na świecie. Potem było już gorzej. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych, wpadł w okrutne nałogi…

Nie trafił z biznesami, nie odłożył pieniędzy, nękała go skarbówka i alkohol. Pomogli mu dawni koledzy z boiska – Uli Hoeness i Franz Beckenbauer. 

Zawsze bardzo się nim opiekowali. Pomagali jego żonie, bo zdawali sobie sprawę, że jego życie szło w złym kierunku. Nie znał angielskiego, zamknął się w sobie, nie poznał nikogo nowego w Stanach Zjednoczonych, więc Hoeness i Beckenbauer musieli wziąć za niego odpowiedzialność.

Miał pan okazję prywatnie poznać Gerda Müllera? Wspominał pan kiedyś o wspólnej imprezie na jakimś meczu oldbojów. 

To było na Stadionie Śląskim. Rozbiliśmy z Orłami Górskimi niemieckich oldbojów. Było 3:1, może 4:1, już nie pamiętam. Super mecz. Przyjechał Franz Beckenbauer, przyjechał Gerd Müller i wszyscy inni. Później była uroczysta kolacja. Super chłopaki, choć na dystans utrzymywała nas bariera językowa, za bardzo się nie poznaliśmy. Spotkaliśmy się też na jubileuszu Beckenbauera. Reprezentacja Świata ze mną w składzie podejmowała kultową reprezentację Niemiec z Gerdem Müllerem.

Tam też odbył się bankiet. 

Niemcy bardzo nas doceniali. Bardzo, bardzo, bardzo. Ta nasza kadra Kazimierza Górskiego wzbudzała olbrzymi szacunek. Cały czas do nas podchodzili, cały czas chcieli z nami rozmawiać, również ci najlepsi. Oni wiedzieli, że w innych warunkach mieliby z nami niezwykle trudno w 1974 roku. Oni za tamto zwycięstwo powinni podziękować nie Gerdowi Müllerowi, a Seppowi Maierowi, który bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach. A Müller był najsprytniejszy, choć ten mecz w ogóle nie powinien się odbyć…

Tak, to na pewno, ale zostańmy przy Müllerze. Chciałbym zrozumieć, na jaką skalę to był wielki zawodnik w latach 70. 

Tak jak wspominamy, że nie było takiego drugiego rozgrywającego jak Kazio Deyna, tak nie było drugiego takiego napastnika jak Gerd Müller.

Obu już nie ma na świecie. 

Samo życie. Człowiek się rodzi, uczy jako dziecko, rozwija jako nastolatek, staje się młodym dorosłym, wchodzi w kwiat wieku, przeżywa jesień swojego życia, a na końcu każdego czeka to samo.

Panie Grzegorzu, to smutne tony. 

Nie ma innego wyjścia. Wszyscy przemijamy. Nikt jeszcze nie wynalazł przepisu na długowieczność, nikt jeszcze nie znalazł sposobu na życie po sto pięćdziesiąt czy dwieście lat. Biologia jest nieprzebłagana. Jak ktoś żyje sto lat, to wiadomo, jak wygląda, jak się porusza. Nie ma nieśmiertelnych.

Słysząc informacje o odchodzących dawnych mistrzach, obawia się pan trochę, że to pokolenie przemija?

Odchodzi całe pokolenie. Weźmy Cruyffa, weźmy Deynę, weźmy Besta, weźmy Maradonę…

Można by wymieniać. 

Bo to czeka każdego. Jesteśmy tak stworzeni, że trzeba się cieszyć z każdego dnia życia. Kiedy ma się siedemdziesiąt lat, ile ma się lat życia do śmierci?

Stawia mnie pan w niezręcznej sytuacji. 

Dziesięć, piętnaście…

Może więcej.

O, dziewięćdziesiąt pięć lat dla chłopa, to wie pan, marzenie.

Śmieje się pan. 

Bo wiem, że statystycznie to może jeden chłop z dziesięciu tyle pożyje, a reszta…

Nie boi się pan, że przyspieszająca rzeczywistość nie będzie liczyć się z dawnymi legendami? Że za kilkadziesiąt lat niewielu będzie pamiętać o pokoleniu wielkich piłkarzy z lat 70. i 80.?

Gerd Müller na pewno zostanie zapamiętany w historii sportu, w historii niemieckiego sportu. Ba, w ogóle w historii Niemiec, tego nie musi się obawiać. W Polsce też pamiętają, ile zrobił Kazimierz Deyna, a to ten kaliber postaci. Historii nie da się przekłamać. Jeśli próbuje się wnieść do niej fałsz, to jak dobrze wiemy po kłamstwach z czasów drugiej wojny światowej, nic dobrego z tego nie wynika, bo prawda zawsze się obroni, zawsze wyjdzie na jaw. Müller zbudował wieczne piłkarskie dziedzictwo. Pana dzieci wstukają za kilkanaście lat historię Mistrzostw Świata i kto im wyskoczy? Właśnie Gerd Müller ze swoim złotym medalem, ze swoją koroną króla strzelców. Tego się nie da wymazać. Żartowałem kiedyś z dziennikarzy:

– Słuchajcie kochani, możecie robić wszystko, możecie mnie oczerniać, ale nie da rady wygumkować z historii światowego futbolu Grzegorza Laty.

O chamskich dziennikarzach, o ludziach przekłamujących historię nikt nie będzie pamiętał po dwóch-trzech latach od momentu, kiedy przestaną pisać, no. Zgadza się pan ze mną?

Nie wiem, nikomu nie życzę wygumkowania. A już na pewno nie pokoleniu wielkich mistrzów, o których rozmawiamy, w tym Gerdowi Müllerowi.

Zbliża się pięćdziesiąt lat od naszych triumfów.

Z pana pamięcią jest dobrze. 

Z moją? Bardzo dobrze. Szkoda tylko, że jest taka krótka.

Znowu pan się śmieje. 

Zawsze będę pamiętał Gerda Müllera. Tak jak pamiętam Cruyffa, Deynę, Puskasa, Besta, Garrinchę. Ich wszystkich nie da się zapomnieć.

ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

40 komentarzy

Loading...