Reklama

Norwich znowu uwije gniazdko w Premier League. Płacheta pomoże w utrzymaniu?

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

21 kwietnia 2021, 19:01 • 8 min czytania 5 komentarzy

Zawsze jest dobra pora na awans, ale nie zawsze jest ona najlepsza. Norwich City może trochę kręcić nosem, że powrót do Premier League zaklepano im akurat wtedy, gdy nad horyzontem europejskiego futbolu zaczęły zbierać się czarne chmury. Mieli w końcu być ekipą numer 23 w Anglii. 

Norwich znowu uwije gniazdko w Premier League. Płacheta pomoże w utrzymaniu?

Norwich City z awansem do Premier League

Teraz liczenie nie będzie takie proste. Władze ligowe zapowiadają masowy exodus tych klubów, które dołączą do Superligi. Wobec tego założenia właścicieli Norwich mogą brzmieć trochę mało ambitnie. Trzymajmy się jednak tego, że swoje zamiary ogłosili jeszcze wtedy, gdy wydarzenia z niedzielnej nocy były jedynie mglistą inicjatywą. Wobec tego Kanarki zasługują na pochwałę – znowu udowodniły, że ich cele są skrojone pod ich możliwości. A przecież nie jest to łatwe.

Gdy ekipa z Carrow Road opuszczała Premier League w poprzednim sezonie, nie doszło do rewolucji. Utrzymany został nie tylko trener – Daniel Farke, ale też trzon składu. Okrętu nie opuścił ani Teemo Pukki, ani Todd Cantwell, ani Max Aarons. Nawet Emiliano Buendia nie zmienił klubowych barw, mimo że kusiły go ekipy walczące o europejskie puchary.

Tak naprawdę jedynym osłabieniem była sprzedaż obrońców – Bena Godfreya i Jamala Lewisa, za których otrzymano około 40 milionów funtów. Cena więcej niż uczciwa, tym bardziej że w minionych rozgrywkach Norwich City dysponowało najmniej szczelną defensywą w lidze, a ta dwójka – tak jak ich koledzy – zbierała tyle samo pochwał, co cięgów.

Przede wszystkim jednak taki zastrzyk gotówki pozwolił Kanarkom na dalsze działanie na własnych warunkach. Stać je było na gigantyczne transfery, ale taka konieczność nie zaszła. Farke dysponuje składem, który zalicza się do czołówki Championship i jest ze sobą zgrany. Zamiast więc uprawiać kombinację norweską, zarząd ściągnął piłkarzy-wypełniaczy.

Reklama

Powyżej miliona funtów wydano tylko na trzech piłkarzy – Przemysława Płachetę, Kierana Dowella i Jordana Hughilla. Na uwagę zasługuje też fakt, że – biorąc pod uwagę wszystkich ściągniętych zawodników – tylko Ben Gibson, Dimitrios Giannoulis oraz wspomniany Hughill mieli więcej niż 23 lata.

Norwich City dobrze wie, że w ich systemie małych kroczków liczy się przyszłość. Miana ekipy, która bez względu na rok, mieści się wśród 25 najlepszych drużyn w Anglii, nie da utrzymać się emerytami i krótkowzrocznym myśleniem.

Ewolucja Norwich City

Jednakże mimo tego, że do rewolucji nie doszło i dzieci nie zostały zjedzone, w klubie nastąpiła uzasadniona ewolucja. Premier League opuszczali jako szósta najgorsza drużyna w jej historii – zdobyli tylko 21 punktów. Chociaż na spadek byli przygotowani i pewnie są tym razem, mają podstawy ku temu, by wykręcić znacznie lepszy wynik. Pogodzenie się z tym, że póki co nie ma się szans na trwałe wbicie się do czołowej dziesiątki, nie oznacza, że Norwich nie jest ambitne i nie myśli o tym, jakie rzeczy należy wymienić.

Na przykład zawodników. Bo chociaż Kanarki nie straciły wielu istotnych graczy, to drzwi zobaczyło jedenastu piłkarzy. Dyrektor sportowy – Stuart Webber – obiecał, że zbuduje kadrę, która wygra Championship. Postanowił nie przebierać w środkach. W tempie ekspresowym pożegnano się z Josipem Drmiciem, Moritzem Leitnerem oraz Tomem Trybullem, w ich miejsce ściągając kilka nowych twarzy.

No i talerze, nie zapominajmy o talerzach. The Athletic wskazuje na wielką szczegółowość osób zarządzających na Carrow Road. Po spadku wymieniono komplet naczyń oraz sztućców, nie tylko z uwagi na zwiększenie standardów bezpieczeństwa. Było to swoiste zerwanie z przeszłością, zapoczątkowanie nowej ery. Ery, w której Kanarki w końcu mają dietetyka oraz dwie osoby pełniące rolę gospodarza w klubowej kantynie. Norwich chciało wytworzyć jak najlepszą atmosferę, mimo że ich spadek był bardzo bolesnym doświadczeniem.

I wiecie co? Udało im się.
Reklama

Jednak tak jak oczywista jest radość po awansie, tak oczywista powinna być praca nad błędami. Norwich City nie chciał powielać swoich potknięć z przeszłości. Wziął na tapet swoje największe niedopracowania, na czele z fatalnym przygotowaniem fizycznym, które objawiło się na koniec rozgrywek. Piłkarze trenowali jeszcze więcej niż poprzednio, chcąc utrzymać zabójczy maraton Championship, ale i lepiej przygotować się do gry w Premier League.

Być może jednak najważniejszą robotę wykonał sam Daniel Farke. Nie ulegało wątpliwości, że jest to trener z wizją, wyłamujący się z archetypicznej myśli szkoleniowej drugiej ligi angielskiej. Jednocześnie jednak uczył się powoli, tak jak i jego piłkarze. Kanarki powtarzały swoje błędy, dając się ogrywać w identyczny sposób. W oczy rzucało się to, jak słabo panują nad nerwami.

Norwich City mądrzejsze niż przed rokiem

Emiliano Buendia należał do tych piłkarzy, którzy w jedną minutę mogą cię zachwycić, albo zabić. Argentyńczyk nie należy do najmilszych zawodników, często wchodzi na urwanie nogi. W swoim debiutanckim sezonie w Premier League obejrzał sześć żółtych kartek i jedną czerwoną. W bieżących rozgrywkach asa kier zobaczył już dwa razy, a treningi nad mniejszą agresywnością nie przynosiły rezultatu.

Podczas jednej z sesji, Buendia notorycznie krytykował asystenta Farke’a – Eddiego Riemera. Zwracał on uwagę, aby pomocnik grał nieco ostrożniej, co nie spodobało się głównemu zainteresowanemu. Niemiec postanowił odesłać podopiecznego do domu, podobnie jak Todda Cantwella, który na treningu robił sobie jaja. Co więcej, nie wystawił ich w następnym ligowym spotkaniu.

Spotkaniu, które Norwich przegrało 0:1. Okazało się jednak cenną lekcją. Na Carrow Road nie ma świętych krów, pobłażanie z zeszłego sezonu nie przejdzie. Wydawało się, że może to spalić pewne mosty, ale nic bardziej mylnego. Bunedia i Cantwell wyciągnęli wnioski i zaczęli przykładać się do roboty. W efekcie oni i koledzy w następnych jedenastu spotkaniach punkty zgubili tylko cztery razy, zaledwie raz schodząc z boiska na tarczy.

Rekordziści Daniela Farke’a

Gdyby stworzyć kompilację z ostatniego sezonu Norwich w Premier League, musiałoby się znaleźć miejsce dla meczu z Manchesterem City. Zagrali wybitnie, cieszyli oko tak, jak to zakładano.

 

Niestety, później tego sukcesu już nie powtórzyli. Teraz mają jednak perspektywę, by taki futbol zaprezentować nie od święta, ale nieco bardziej regularnie. Farke dysponuje jednym z najlepszych składów Norwich w historii tego klubu. Chociaż nie powtórzą pewnie sukcesu drużyny z 1993 roku, nie da się wykluczyć, że Kanarki będą swoistym Leeds United. Tylko takim innym, skrojonym pod swoje możliwości i potrzeby.

Nigdy wcześniej nie grały tak dobrze. Jeśli utrzymają dotychczasowe tempo:

  • zdobędą ponad 100 punktów w Championship (najlepszy wynik w ich całej historii to 95 za czasów gry w League One)
  • będą posiadać najszczelniejszą defensywę w historii klubu (dotychczasowy rekord to 0.85 straconej bramki na mecz, teraz Norwich ma 0.74 i cztery kolejki do końca)
  • pobiją rekord % zwycięstw w sezonie (obecnie 66% do 63% w sezonie 2009/10)

Jedyne miejsce, gdzie Kanarki na pewno nie napiszą nowej, wspaniałej historii, to ofensywa. Chociaż w całej lidze tylko Brentford i Bournemouth zdobyły więcej bramek, to popisy drużyny Farke’a zakłamuje nieco jej starcie z Huddersfield, wygrane 7:0. Gdyby nie ten mecz, byłaby bliżej poziomu Watfordu i Cardiff, co i tak jest świetnym wynikiem.

Jakby jednak nie patrzeć – na ten moment strzela średnio 1.57 gola. Bardzo dobry wynik, za co odpowiedzialność ponosi bohater z poprzedniego sezonu – Teemo Pukki.

Pytania i odpowiedzi

Czy czeka nas kolejne Pukki Party?

Bardzo możliwe. Napastnik lidera Championship znajduje się w genialnej dyspozycji. Patrząc od lutego – nie ma w drugiej lidze bardziej skutecznego zawodnika. Przez dwa miesiące strzelił aż 17 goli, co stanowi 68% jego dorobku w tym sezonie. 31-latek wrócił do seryjnego zdobywania bramek wtedy, gdy jego klub najbardziej go potrzebował. Bliskość awansu do Premier League ewidentnie wyzwoliła w nim bezwzględnego łowcę, który potrafił zgarniać nagrodę dla piłkarza miesiąca w angielskiej ekstraklasie.

Na kogo – poza Finem – warto zwrócić największą uwagę?

Same oczywistości, wszak Norwich nie dokonało spektakularnych transferów. Emiliano Buendia powinien czarować, w końcu średnia kluczowych podań w meczu w wykonaniu Argentyńczyka oscyluje w granicach trzech. Fani ekipy z Carrow Road z pewnością liczą też na Todda Cantwella, który po uporaniu się kłopotami wychowawczymi i zdrowotnymi, zdołał ustabilizować formę. Warty uwagi jest też Bali Mumba. Chociaż Anglik zagrał tylko w czterech meczach tego sezonu, ludzie związani z klubem są oczarowani rozwojem 19-latka sprowadzonego za grosze z Sunderlandu.

Czy Przemysław Płacheta będzie pełnił ważną rolę w zespole?

Nie. Przynajmniej nie na ten moment. Płacheta do pewnego momentu radził sobie w Championship całkiem nieźle, ale poziom Premier League może go jeszcze przerastać. Uczciwie – Polak nie jest lepszy od Onela Hernandeza ani od Cantwella, a zgłoszenia do gry na jego pozycji wysyłają także inni zawodnicy. Będzie miał ciężary z łapaniem minut w angielskiej ekstraklasie. Prawdopodobnie pogra nieco więcej niż Kamil Grosicki, ale i tak mówi się, że w wypadku wzmocnień Norwich zaproponuje mu wypożyczenie do Championship. Może być to całkiem rozsądna opcja. Ostatni raz więcej niż 40 minut dostał ze Swansea City. W lutym.

Czy obecne Kanarki to drużyna mocniejsza niż przed rokiem?

Wydaje się, że tak, przynajmniej pod względem statystycznym. Na pewno zauważalna jest poprawa gry w defensywie, co stanowi plus, patrząc na ich ostatnią przygodę z Premier League. Co więcej, dzięki skąpej liczbie zmian personalnych, ekipa jest jeszcze bardziej zgrana, a to zawsze istotne. Jeśli dalej uda się utrzymać kluczowych graczy, może to być naprawdę groźny przeciwnik.

Czy Norwich City spadnie z Premier League?

Trudno orzec. Z naszej perspektywy wygląda to tak, że nie podzielą losu WBA, ale też trudno będzie im wykręcić wynik Leeds United. Może niewiele zabraknąć im do utrzymania, ale z pewnością wniosą do ligi olbrzymie pokłady kolorytu. I nowych talerzy.

***

A minusy? Na minusy przyjdzie czas, gdy zobaczymy pierwszy mecz Norwich City po powrocie. Póki co trudno ferować na ten temat wyroki, wszak nie wiemy przecież, jak będzie wyglądała Premier League.

Fot. Newspix

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Komentarze

5 komentarzy

Loading...