Reklama

Nikogo nie zmieniam, bo nie chciałbym, żeby ktokolwiek zmieniał mnie

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

21 września 2020, 14:30 • 10 min czytania 5 komentarzy

Jakie są jego ambicje? Dlaczego nie narzeka? Czego spodziewać się po tym sezonie w wykonaniu Chrobrego Głogów? Czy dobiera zawodników pod kątem charakterologicznym i czy odrzucił kiedykolwiek jakiegoś piłkarza, bo mu w tej kwestii nie odpowiadał? Dlaczego ceni sobie różnorodność? Co spowodowało, że Tomasz Cywka tak dobrze wkomponował się w nowy zespół? Dlaczego nikogo nie zamierza zmieniać? Ile nauczył się podczas kursu UEFA PRO? Dlaczego uważa, że jest dopiero na początku drogi, na której nie ma wygranych i przegranych? Na te i na inne pytania w rozmowie z nami odpowiada trener Chrobrego Głogów, Ivan Djurdjević. Zapraszamy. 

Jakie są pana ambicje?

Aktualnie? Wykorzystanie pełni potencjału swoich podopiecznych w Chrobrym.

A jaki jest potencjał tej grupy?

Pracujemy codziennie, żeby się o tym przekonać.

Cóż za dyplomacja. Pół roku temu przekonywał pan, że chciałby pan, żeby Chrobry był zespołem środka tabeli.

Tak.

Udało się. W poprzednim sezonie siódme miejsce, teraz też zanosi się, że połówka stawki z niewielką wyżyną, to optymalne miejsce dla pana drużyny.

Zamiast zadawać sobie pytania, czy to jest nasz sufit, wolę skupić się na codziennej pracy. Po to przychodzimy na treningi, po to ćwiczymy, żeby się rozwijać i mierzyć wysoko. Nie zamierzam teraz układać wielkich planów. Konsekwentna praca z odpowiednią grupą ludzi doprowadzi nas do wyników. Kiedy zaczynałem w Chrobrym, nie było łatwo. Przeżywaliśmy trudny okres. Brakowało zawodników. Dokonaliśmy rewolucji, odeszło wielu piłkarzy, na ich miejsce przyszli inni. Powoli budujemy zespół i chyba nam się to udaje. Na wszystko potrzebny jest czas. Mamy drogę do pokonania i na niej musimy się skupić. Idziemy powoli do przodu, pracujemy według swoich założeń. Analizujemy, obserwujemy, współpracujemy.

Reklama
Naprawdę nie potrafi pan ocenić, na co tę drużynę stać?

Każdy by chciał, żebym teraz konkretnie powiedział, na które miejsce nas stać. Powiem, że piąte, skończymy na jedenastym, a pan za rok zadzwoni i powie, że się nie udało. Nie o to chodzi. Jestem wyznawcą robienia kroku za krokiem. Każdy zawodnik wie, że ma przestrzeń do rozwoju, że nawet jeśli brakuje mu jeszcze trochę do poziomu, który wszyscy chcielibyśmy, żeby prezentował, to po prostu musi codziennie ciężko pracować, żeby ten poziom osiągnąć. Wiadomo, że nie chcemy skończyć tego sezonu na jedenastym miejscu. Nasze ambicje po poprzednim sezonie sięgają wyżej. Tylko że nie sztuka o ambicjach gadać, tylko je realizować. Mamy wiele rzeczy do poprawy. Nie jestem skupiony na celach, a na wykorzystywaniu potencjału.

Poprzedni sezon to aż tak duży sukces?

Uważam, że siódme miejsce na koniec sezonu to duży postęp względem tego, co było na początku. Piłka nożna ma swoje zasady. Dla wielu ludzi są rundy, są sezony, są cykle, a dla nas jest droga. Nasza droga. Łatwo jest przyjść do klubu, i co rundę albo co sezon, zmieniać dziesięciu zawodników, mówiąc, że to słabi zawodnicy i potrzeba nowych. Sztuką jest za to rozwijać tych, których się ma, pozwalać im na rozwinięcie skrzydeł. To jest moja ambicja.

Czyli jest pan zwolennikiem szkoły Jurgena Kloppa: trening ponad transferami.

Zgadza się. Jeśli ktoś znalazł się już na tym poziomie, to ma wszystko, żeby grać dobrze. Nasza praca polega zresztą na tym, żeby przez czas, kiedy takiego zawodnika obowiązuje umowa z Chrobrym, doprowadzić go do formy, z której wszyscy będą mieli pożytek. Jeśli mu się nie udaje, nie robi postępu, to wtedy można powiedzieć, że się nie nadaje. W innym wypadku – każdego da się rozwinąć. Nie wierzę w cykliczne rotacje. Ściąganie dwudziestu, wyrzucanie dwudziestu. Niszczy to klub. Nie ma ciągłości, nie ma wiary w drużynę, a to jest kluczowe również dla mnie w samorozwoju.

Mówił pan kiedyś, że nie jest pan zwolennikiem szaleńczej pogoni za wynikami. Styl w końcu da rezultaty. Już w tej chwili można powiedzieć, że Chrobry gra piłkę Ivana Djurdjevicia? 

Jeszcze nie. Oprócz wyniku liczy się gra. Sposób, w jaki drużyna reaguje na boisku. Na strzelenie bramki, na stratę bramki. Postęp w naszej grze jest coraz bardziej widoczny. Widać pewne mechanizmy w defensywie, w ofensywie, w organizacji, w pressingu, w ustawieniu. Myślę, że zawodnicy też to czują. Wyniki, faktycznie, są pochodną tego wszystkiego. Jeśli grupa jest mocna, zorganizowana, ułożona, to cokolwiek by się działo, punkty będą przychodzić. Inna sprawa, że potrzeba czasu, żeby to wszystko wyglądało dokładnie tak, jak chciałbym, żeby wyglądało.

Na początku przygody w Chrobrym chciał pan grać trzema obrońcami. Skończyło się serię porażek, którą przerwał dopiero powrót do bardziej klasycznej wersji z czterema defensorami. Całkowicie porzucił już pan ten pomysł?

Nie, ale to nie jest jeszcze odpowiedni moment na grę trzema obrońcami. Gramy w sposób, który będzie najlepszy dla zespołu. W okresie przygotowawczym przed sezonem 2019/20 trójka z tyłu wyglądała dobrze, udawało nam się, wszystko się składało, ale po jakimś czasie okazało się, że nie jesteśmy w stanie w tym ustawieniu wygrywać. Że nie gramy dobrze. Doszło do nas kilku nowych zawodników. Nie mieliśmy za dużo czasu na grę w tym systemie, więc wróciliśmy do czterech obrońców, czyli do systemu, który bardziej tej grupie odpowiadał. Wybraliśmy to, co bardziej nam leży i się opłaciło.

Reklama
Latem przyszedł do was Tomasz Cywka. Doświadczony zawodnik, który chyba bardzo szybko wkomponował się w zespół.

Ściągamy najpierw ludzi, potem zawodników. Znam Tomka, znam jego podejście do pracy, jego profesjonalizm, jego rzetelność. Od początku wiedziałem, że będzie mocnym wzmocnieniem Chrobrego. Nie miałem nawet najmniejszych wątpliwości. Mądry, ułożony, doświadczony zawodnik i dobry człowiek. Już widać, że do nas pasuje, że się wkomponował, że się odnalazł. Z reguły mamy w Chrobrym grupę zawodników, która zna swoją wartość.

Zdarzyło się panu odrzucić jakiegoś zawodnika, dlatego, że nie pasował panu charakterologicznie jako człowiek?

Nie. Bardzo ważne, żeby zawodnik był sobą. Każdy zawodnik ma swój klucz, więc trzeba mieć do niego dobre podejście. Określić jego potencjał, pomyśleć, jak można go zrealizować. Nie jestem zwolennikiem zmieniania ludzi. Jakby ktoś mi powiedział, żebym się zmienił, to na pewno bym się nie zmienił, więc nie będę wymagał od nikogo, żeby odchodził od samego siebie, swojej tożsamości, swojego charakteru. Nikogo nie zmieniam, bo nie chciałbym, żeby ktokolwiek zmieniał mnie. Mogę tego wymagać tylko od całej grupy. Jako jedności, jako spójności. Grupa ma swój charakter i każdy musi się do niej adaptować, przystosować, wtopić. Ale pod kątem indywidualnym nigdy.

Nie jestem trenerem, który bałby się odmienności. Mieliśmy wielu zawodników, których może nie ma już w Chrobrym, ale nikogo z nich nie skreśliłem ze względu na charakter. Przy tym jednak wiadomo, że w pierwszej kolejności szukamy takich, o których wiemy, że odnajdą się w Głogowie tu i teraz.

Czyli nie jest tak, że ma pan swój wzór charakterologiczny i tylko wpisujących się w niego piłkarzy chce pan widzieć w zespole.

Absolutnie nie. Uważam, że grupa ludzi, która znajdowała się już w zespole, kiedy do niego przychodziłem i grupa ludzi, która przyszła do zespołu, tworząc jedność, jest też różnorodna. Nie chciałem mieć w zespole dwudziestu zawodników agresywnych i tyle. Wszystkich takich samych. W takim wypadku, jeśli pojawiałaby się konieczność spokojniejszej gry, ustabilizowania tempa, to byłoby to po prostu niemożliwe. A nie o to w tym chodzi. Szukaliśmy równowagi. Trochę, trochę tego. Każdy charakter jest przydatny.

Ma pan więc w składzie paru doświadczonych ligowców, paru ludzi z ekstraklasowym lub zagranicznym doświadczeniem, ale też młodych. Taki Kacper Bieszczad zapowiada się na naprawdę dobrego bramkarza, a jest jeszcze nastolatkiem.

W piłce najważniejsza jest powtarzalność. Jeden dobry mecz o niczym nie świadczy, potrzebujesz czasu i stopniowego udowadnia coraz wyższej wartości, żeby osiągnąć szczyt. Kacper Bieszczad gra bardzo dobrze. Nie widać po nim młodego wieku. Jest bardzo skoncentrowany, skupiony, bardzo mu zależy, żeby grać dobrze i to odbija się na jego grze. Wielki potencjał. Jest to zawodnik na duże granie, ale spokojnie, wszystko w jego i naszych rękach. Jesteśmy na dobrej drodze.

Jest w tym sezonie parę zespołów, które wyglądają mocniej lub dużo mocniej od Chrobrego, ale podziela pan moje wrażenie, że jak na swoje warunki jesteście bardzo przyzwoicie zbilansowani? Nie ma na co narzekać.

Nie narzekam. Pracuję z tym, co mam, rozwijam grupę. Kontynuujemy pracę z poprzedniego sezonu. Wielu naszych zawodników, których wcześniej nie było na piłkarskiej mapie albo z niej powoli znikało, ponownie w Chrobrym zaistniało. Ten powrót na właściwie tory to sukces. Jest satysfakcja. Cały czas dbamy o to, żeby ten zespół żył, żeby był obecny, żeby każdy z zawodników czuł, że jeśli będzie odpowiednio dobrze pracował, to dostanie szansę.

Drużyny mocniejsze od nas? Nic w I lidze nie jest takie oczywiste. Już w poprzednim sezonie widzieliśmy sytuacje, w których uznane marki z papierowo mocnymi zespołami były stawiane w roli faworytów do awansu, a okazywało się, że nazwa nie gra. Broni się boisko. Arka i ŁKS zaczęły świetnie, ale to dopiero początek sezonu, o niczym to nie świadczy. Pamięta pan początek poprzedniego sezonu? Zaczęliśmy od pięciu porażek, w których strzeliliśmy dwa gole, i co? I to spowodowało, że nasz sezon się skończył i spadliśmy? Nie. Skończyliśmy punkt za strefą barażową. Chodzi o to, że po kilku meczach nie ma sensu jeszcze z kogokolwiek robić faworyta. Droga jest długa.

Chrobry jako klub jest stabilny? Pandemia koronawirusa uderzyła we wszystkie kluby, eksponując i obnażając problemy organizacji, które miały największe kłopoty finansowe.

Sytuacja jest kryzysowa, niełatwa i sztuką jest umiejętne funkcjonowanie w takich okolicznościach. Ale Chrobry jest stabilny. Uważam, że ta równowaga, którą mamy w zespole, jest obecna też w strukturze klubowej. Inna sprawa, że my też, jako zespół, nie chcemy szukać czegoś więcej, niż klub może nam dać. Praca i wyniki zawsze będą szły w parze ze strukturą administracyjną klubu. Powoli idziemy do przodu. Rozwijamy się.

Ekstraklasowi i pierwszoligowi trenerzy często narzekają, że w klubie brakuje czegoś, co pozwala pójść do przodu. Zazwyczaj chodzi o profesjonalizm, pieniądze albo infrastrukturę.

Nie, nie brakuje mi niczego. W Chrobrym jest dobrze. Mamy tu wszystko, czego potrzeba, żeby iść do przodu. Obiekty i infrastruktura są na dobrym poziomie jak na warunki I ligi. Korzystne są też wymagania, które trzeba spełniać, żeby grać na wysokim poziomie – podgrzewana murawa, akademia, obiekty. Standardy będą polepszać się we wszystkich klubach. Nie mamy na co narzekać.

Między pracą w Lechu a pracą w Chrobrym zrobił pan kurs UEFA Pro. To tylko papierek czy jest pan dzięki temu lepszym fachowcem?

Każda szkoła może czegoś człowieka nauczyć. Jeśli jest się mądrym, otwartym na wiedzę, to wyniesie się wiedzę z każdego kursu. Poznałem lepszych od siebie trenerów. Przez rok jeździłem, spotykałem się, uczyłem, analizowałem, obserwowałem, omawiałem, opracowywałem, więc siłą rzeczy jestem bogatszy w doświadczenie. Przydaje mi się to w codzienności. Z wielu zdobytych tam kontaktów, nie tylko z wiedzy, pewnie będę mógł skorzystać w przyszłości. Wymiana doświadczeń jest przepiękną formą rozwijania się. Tylko ktoś głupi mógłby na tym stracić. Ja na pewno zyskałem.

Jest pan dużo lepszym trenerem niż za czasów pracy w Lechu Poznań?

Bez dwóch zdań. Doświadczenie w Lechu też procentuje. Łatwo mówić o wszystkich dookoła, zawodnikach, współpracownikach, dyrektorach, prezesach, ale już trudniej o samym sobie. Biję się w pierś, biorę odpowiedzialność za siebie. Od tamtego czasu rozwinąłem się jako trener. Nauczyłem się wielu rzeczy. Zresztą, przez rok w Chrobrym też wzrosły moje trenerskie umiejętności i tak będzie z każdym kolejnym rokiem. Jestem wdzięczny dyrektorowi Zbigniewowi Prejsowi i prezesowi Jarosławowi Trawińskiemu za szanse i za zaufanie, jaki tu otrzymałem.

To droga. Twoja droga. Droga, którą oceniać możesz tylko ty. Niektórzy ludzie, po zwolnieniu z jakiegoś klubu, mówią, że trener jest przegrany, a jak coś wygra, to, że jest wygrany. Krucha linia między przegranym a wygranym, a prawda jest taka, że jeszcze raz: nie jesteś ani taki, ani taki, to twoja droga, składająca się ze zwycięstw i z porażek. Nie ma sensu się zatrzymywać, nie ma sensu się poddawać.

Pan jest na początku drogi.

Wiele za mną, wiele przede mną.

ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

5 komentarzy

Loading...