Reklama

Na początku we Włoszech głupio się poruszałem po boisku. Chciałem być wszędzie

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

27 lipca 2020, 13:02 • 4 min czytania 2 komentarze

Na początku głupio się poruszałem po boisku. Chciałem być wszędzie, bo chciałem się pokazać. Piłkarsko byłem gotowy, widziałem, że nie odstaję, a nawet wyglądam lepiej od niektórych zawodników. Ale właśnie: trenerzy zwrócili mi uwagę, że lepiej stać 30 sekund w jednym miejscu i znaleźć lukę, niż biegać wszędzie. Rozwinąłem się. Wcześniej nie byłem gotowy na pierwszy skład, do listopada na niego nie zasługiwałem – mówił Filip Jagiełło z Genoi w dogrywce Misji Futbol na Kanale Sportowym. Zapraszamy na zapis rozmowy.

Na początku we Włoszech głupio się poruszałem po boisku. Chciałem być wszędzie
Zacznijmy ogólnie – Sinisa Mihajlović stwierdził, że jeśli w przyszłym sezonie kibice nie wrócą na trybuny, dla niego granie jest bez sensu. Jak ty to odbierasz?

Na początku atmosfera była sparingowa. Nie byliśmy przyzwyczajeni do tego, że na boisku słychać tylko nas, a kibiców w ogóle nie ma. Im jednak dłużej gramy, tym bardziej człowiek się do tego przyzwyczaja. Czytałem też parę artykułów, że kibice mają wrócić i myślę, że na początku przyszłego sezonu oni już będą. Natomiast uważam, że jeśli mamy grać bez kibiców, to będziemy. Ale oni i, tak czy siak, wrócą.

Kto gra najlepszą piłkę we Włoszech, kogo ty lubisz najbardziej oglądać i przeciwko komu najtrudniej się gra?

Atalanta i Lazio, choć Lazio przed pandemią. To był inny poziom, te dwie drużyny robiły na mnie ogromne wrażenia. A indywidualnie – Dybala. Według mnie to jest najlepszy piłkarz ligi. Poza tym – Lukaku. Nie widziałem, żeby jakikolwiek napastnik miał taki wpływ na drużynę, jak on.

Opowiedz o swoim postępie w Genoi, bo zacząłeś grać, a jak widać, że młody chłopak z Ekstraklasy podchodzi do rzutu wolnego w swoim pierwszym sezonie w Serie A, to jest optymizm.

Na początku głupio się poruszałem po boisku. Chciałem być wszędzie, bo chciałem się pokazać. Piłkarsko byłem gotowy, widziałem, że nie odstaję, a nawet wyglądam lepiej od niektórych zawodników. Ale właśnie: trenerzy zwrócili mi uwagę, że lepiej stać 30 sekund w jednym miejscu i znaleźć lukę, niż biegać wszędzie. Rozwinąłem się. Wcześniej nie byłem gotowy na pierwszy skład, do listopada na niego nie zasługiwałem. Ale gdzieś od tego momentu łapałem minuty, fajnie zagrałem w pucharze, zaliczyłem asystę i budowałem pozycję. Potem coś się zatrzymało. Chciałbym wiedzieć, co, gdyż trener mówił, że jest ze mnie zadowolony. Potem znów zacząłem łapać minuty i wykorzystywać je. Warto też zwrócić uwagę, że miałem tu trzech trenerów i nie jest łatwo postawić na chłopaka z polskiej Ekstraklasy, gdy drużyna jest w dole tabeli i walczy o utrzymanie.

Bartek Bereszyński pisał czy dzwonił po meczu derbowym i twoim odbiorze?

Nie. Tylko sobie podziękowaliśmy po meczu, życzyliśmy zdrówka i to wszystko.

Reklama
Wygraliście trzy mecze w pięciu ostatnich kolejkach, macie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. Czuć, że jest spokojniej na korytarzach klubowych?

Utrzymanie jest na wyciągnięcie ręki. Musimy postawić kropkę nad „i” w meczu z Sassuolo. Ale tak, czuć, że jest spokojniej. Te dwa mecze z Lecce i Sampdorią były najważniejsze dla kibiców i klubu w tym sezonie. Cieszę się, że mogłem się przyczynić do tych zwycięstw. Natomiast nie ma co ukrywać – średnio gramy w piłkę, słabo wyglądamy, tracimy w praktycznie każdym meczu bramkę. Od razu można zakładać, że potrzebujemy dwóch goli do zwycięstwa.

Wiadomo, że nie masz na to wpływu, ale Genoa wciąż nie zapłaciła za ciebie Zagłębiu. W Lubinie cierpliwość się skończyła, jednak jest też strach, że Genoa nie ma pieniędzy i ogłosi upadłość. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

Wydaje mi się, że nie ma szans na ogłoszenie upadłości. Tak to wygląda z boku. Jednak jak jest naprawdę, to nie mam pojęcia.

Jak się odnajdujesz językowo, kulturowo, życiowo we Włoszech?

Pierwszy miesiąc był najtrudniejszy, dobrze, że był na początku Paweł Jaroszyński, który mi tłumaczył pewne rzeczy. Ja od marca tamtego roku miałem lekcje języka włoskiego, ale jak przyjechałem, to nic nie rozumiałem. Paweł tłumaczył, ale wyjechał i byłem zdany na siebie. I od października normalnie już się komunikuję. Nie jest to perfekt, ale spokojnie mogę porozmawiać z kolegami i trenerem.

A masz już włoską mowę ciała?

Uczę się. Zapuszczam brodę, żeby wyglądać na Włocha!

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

2 komentarze

Loading...