Kamil Pestka – materiał na pozytywne zaskoczenie całego turnieju

Norbert Skorzewski

21 czerwca 2019, 14:56 • 3 min czytania

Reklama
Kamil Pestka – materiał na pozytywne zaskoczenie całego turnieju

Gdyby ktoś z pełnym przekonaniem powiedział nam, że po dwóch meczach mistrzostw Europy U-21 będziemy mieć sześć punktów, uznalibyśmy, że sobie żartuje. A gdyby ten ktoś zasugerował jeszcze, że największym pozytywnym zaskoczeniem w naszej drużynie będzie Kamil Pestka, to nie pozostałoby nam nic innego, jak w najlepszym razie skierować tego żartownisia na badania psychiatryczne, a w najgorszym – bezpośrednio zawinąć w kaftan.

Reklama

Przecież słynący z dryblingu i szybkości Dodi Lukebakio miał mieć na skrzydle tyle miejsca, że mógłby rozłożyć stragan i handlować pamiątkami. Przecież ograni w Serie A dynamiczni włoscy skrzydłowi mogli spodziewać się, że skoro na przeciw gra jakiś pierwszoligowiec, to będą mogli wchodzić w naszą obronę jak w masło.

Tymczasem Pestka najpierw nakrył czapką jednych, a później poprawił, uprzykrzając życie drugim.

Belgia? Nota 7.

Największe pozytywne zaskoczenie w naszej drużynie. Co robią regularne występy w klubie! Pestka często grał 1 na 1 z Lukebakio i naprawdę dobrze sobie radził. Wiele wygranych pojedynków, dobrych wybić i bloków. A i w ofensywie potrafił się pokazać. To po jego podaniu w pole karne w doliczonym czasie pierwszej połowy do znakomitej sytuacji doszedł Kownacki. Zaimponował także w drugiej odsłonie dograniem na wolne pole do Szymańskiego. Minus tylko za bezsensowne zagranie z 76. minuty, kiedy zupełnie nie zrozumiał się z Kownackim i straciliśmy szansę na kontrę, a na dodatek musieliśmy długo walczyć o odzyskanie piłki.

Reklama

Włochy? Również 7.

Kompletnie niewidoczny w przodzie, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Pestka miał dziś ten mecz wybiegać, wywalczyć i nie pozwolić na to, by Włosi ustawili sobie na jego stronie autostradę do bramki. I doprawdy trudno nam sobie skojarzyć jakiś pojedynek przegrany przez Pestkę. Owszem, czasami Włochom udało się go rozklepać, ale w grze jeden na jednego ktoś okazał się od niego lepszy? Nie kojarzymy.

I pomyśleć sobie, że przed turniejem wskazywano Pestkę – całkiem słusznie, zresztą – jako najsłabszy punkt naszej drużyny. Nawet Czesław Michniewicz, któremu trudno odmówić wiary w lewego obrońcę Chrobrego Głogów sugerował między wierszami, że liczył, iż prędzej czy później znajdzie jakąś ciekawą alternatywę, zawodnika do podniesienia rywalizacji na lewej stronie.

Nie znalazł, więc szył z tego, co miał. A miał niewiele, bo materiał nie był najwyższej jakości. Pesta przede wszystkim nie grał w Cracovii. Ot, zaliczył marne trzy mecze ligowe jesienią. Na domiar złego „Pasy” nie chciały puszczać go zimą nigdzie, ale wtedy do akcji wkroczył Michniewicz. – Udało się dogadać z Michałem Probierzem, ale nie chcę sobie przypisywać zasług. Grał, bo było to w interesie wszystkich, również moim – opowiadał w naszym wywiadzie. A i trzeba oddać samemu zawodnikowi, że zdecydował się na mało oczywisty ruch, ale widać było, że zależy mu na grze, a w dalszej kolejności – występie na mistrzostwach Europy.

Reklama

Pestka zaczął w Chrobrym występować regularnie, ale cały czas mówimy o zawodniku, który – jako jedyny z kadry U-21 – gra na tak niskim poziomie. Inni są albo w Ekstraklasie, albo za granicą. Dlatego potrzeba było niebywałego pokładu optymizmu, by wierzyć, że Belgowie i Włosi nie zrobią sobie z naszej lewej strony autostrady. Że nie zniszczą Pestki, skoro – na oko – przerastają go o kilka klas.

Dysproporcje koniec końców udało się zniwelować – dzięki wierze w zawodnika, dzięki szczegółowej analizie rywali – przez co drużyna zyskała solidnego żołnierza. Taki Lukebakio zagra w przyszłości pewnie na wyższym poziomie niż Pestka, ale na dziś to Kamil jest górą.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
19
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Weszło

Reklama