Srogo się trzeba było wynudzić, żeby otrzymać kwadransik emocji

Michał Kołkowski

24 listopada 2018, 23:44 • 3 min czytania

Srogo się trzeba było wynudzić, żeby otrzymać kwadransik emocji

Pierwsza połowa starcia Atletico Madryt z Barceloną to było po prostu coś okropnego. Być może trenerzy mają inny pogląd na tę sprawę, być może pochwalą swoich podopiecznych za taktyczną dojrzałość, za umiejętne przesuwanie się w strefie, czy cokolwiek innego. Krótko mówiąc – za wszystko to, co zupełnie nie interesuje widza, spragnionego wymiany ciosów i wielkiego show. Na to ostatnie przyszło nam poczekać aż do końcowej fazy meczu. Ale kwadrans wrażeń nie wymazał z pamięci przeszło godziny sakramenckiej nudy.

Reklama

Naprawdę trudno cokolwiek konstruktywnego napisać o pierwszej części spotkania, oprócz tego, że po prostu nie odbyła, zresztą z niekorzyścią dla oczu widowni, choć to może niezbyt fortunna szydera biorąc pod uwagę fatalne obrazki napływające z Argentyny. Momentami można było jednak przecierać wspomniane oczy ze zdumienia. Bo starcie na Wanda Metropolitano do złudzenia przypominało jakąś typową, ponurą, ekstraklasową młóckę. Wypisz wymaluj, podręcznikowy „mecz walki”.

A jednak – tak marnej klasy widowisko zafundowali kibicom najwięksi piłkarscy wirtuozi z topowych europejskich klubów.

Reklama

Strzały celne? Brak. Największe emocje? Jak jeden drugiego kopnął w kostkę i zanosiło się na szarpaninę. Ofensywne gwiazdy? Pochowane do kieszeni przez obrońców albo do tego stopnia skoncentrowane na pracy w defensywie, że brakowało już czasu i sił na to, by cokolwiek zdziałać pod bramką przeciwnika. Serio, mecz w angielskim stylu, w dodatku tym klasycznym, znanym z boisk League One. Więcej mocowania się niż grania piłką.

Co gorsza – po przerwie niby coś drgnęło, ale też nie do końca. Długo najbardziej frapują sceną było dośrodkowanie w pole karne Barcy, po którym piłkę ręką dotknął Arturo Vidal. O żadnym rzucie karnym mowy być rzecz jasna nie mogło, ale realizator chyba nie potrafił wykombinować żadnej innej równie intrygującej powtórki, więc zapętlał przypadkowe zagranie Chilijczyka. No i raz fajnie skrzydłem szarpnął Griezmann, dowodząc kapitalnej dynamiki, gry ciałem i świetnego panowania nad piłką. Dostał się jednak w pole karne przeciwnika w takim tempie i wbrew tak wielu przeciwnościom losu, że koledzy chyba nie do końca uwierzyli w powodzenie tej straceńczej misji i po prostu nie podążyli za akcją.

To był zresztą znak rozpoznawczy z obu stron w dzisiejszym spotkaniu. Nawet gdy atakowały, to raczej z myślą o tym, żeby się przesadnie nie odsłonić. Ani Atletico nie chciało dzisiaj za wszelką cenę skrzywdzić Barcy i cierpliwie czekało na swoją szansę, ani Katalończycy nie nakręcili się na trzy punkty. Było widać, że remis w jakimś sensie urządza obie strony.

Ale gospodarze to są jednak lepsze cwaniaki. W całym spotkaniu oddali na bramkę przeciwnika trzy uderzenia, z czego ledwie jedno celne i właśnie ono znalazło drogę do siatki strzeżonej przez Ter Stegena. Stały fragment, kilka zasłon, wybloków i Diego Costa mógł triumfować, podobnie zresztą jak Simeone. Tak rozrysowanej zagrywki ze stałego fragmentu gry nie powstydziliby się najlepsi trenerzy z NBA. Biorąc pod uwagę, że gol padł dopiero w 77 minucie, zanosiło się właściwie na trafienie z gatunku „szach i mat”, względnie „gem, set i mecz”.

To byłoby pierwsze ligowe zwycięstwo Los Colchoneros nad Barcą od 2010 roku. Żeby dobitnie zasygnalizować, jak wiele wody w rzece Manzanares upłynęło od tamtego spotkania, wystarczy podać strzelców goli. Dla Atletico: Diego Forlan i Simao Sabrosa. Dla Blaugrany: Zlatan Ibrahimović.

Jednak klątwy (która o dziwo nie obowiązuje w meczach Champions League) zdjąć się nie udało, goście wykaraskali się z tarapatów. Defensywa Atletico, tak szczelna na przestrzeni całego spotkania, kompletnie rozsypała się w końcówce. Musiał wykorzystać to Messi, perfekcyjnie dogrywając do zupełnie nieobstawionego Dembele. Francuz – choć bywa zawodnikiem okrutnie chaotycznym i zwariowanym w złym tego słowa znaczeniu – tym razem się nie pomylił.

I ustalił wynik spotkania jako sprawiedliwy remis, co dość dobrze obrazuje przebieg meczu. Choć jego poziom lepiej by oddawał jednak bezbramkowy rezultat.

Atletico 1:1 Barcelona

(Costa 77′ – Dembele 90′)

fot. Newspix.pl

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
54
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
La Liga

Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów

Maciej Piętak
2
Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów
Reklama
Reklama