Reklama

Tekst czytelnika: Czechy – Słowacja. Federální derby w Lidze Narodów

redakcja

Autor:redakcja

13 października 2018, 11:44 • 8 min czytania 10 komentarzy

Piłkarska Liga Narodów, która miała uatrakcyjnić reprezentacyjne rozgrywki, kiedy nie odbywa się akurat wielki turniej, nie wzbudza przesadnie wielkich emocji. I wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o rozgrywany bez udziału kibiców wczorajszy koszmarek Chorwacja – Anglia. Lekarstwem na taki stan rzeczy mogą być derby, które niezależnie od rozgrywek zawsze bardziej grzeją kibiców. Dziś o 15:00 w takim derbowym pojedynku zmierzą się reprezentacje Czech i Słowacji.

Tekst czytelnika: Czechy – Słowacja. Federální derby w Lidze Narodów

Nowa historia obu reprezentacji zaczyna się w roku 1994. Zarówno Czechy, jak i Słowacja rozegrały wtedy swoje pierwsze mecze po rozpadzie Czechosłowacji. Dużo wcześniej zdarzały się już jednak mecze, w których sąsiedzi musieli sobie radzić bez wzajemnej pomocy. W czasie trwania II wojny światowej Słowacja, która nie stworzyła razem z Czechami i Morawami Protektoratu, wybierając inną formę współpracy z Hitlerem, rozegrała 16 spotkań. Czesi grali jako Królestwo będąc częścią Austro-Węgier, które swojej wspólnej reprezentacji nigdy nie miały. Najbardziej owocne dla naszych południowych sąsiadów były jednak czasy istnienia Czechosłowacji, której drużyna narodowa potrafiła zdobywać medale na najważniejszych turniejach. Konkretnie dwa srebrne na mistrzostwach świata (w latach 1934 i 1962) oraz dwa brązowe i złoty na mistrzostwach Europy. O okolicznościach wygrania europejskiego czempionatu w roku 1976 pamiętają raczej wszyscy, bo to właśnie wtedy specyficznym wykonaniem rzutu karnego w finale przeciwko RFN popisał się Antonín Panenka. Ciekawostką jest to, że w tamtej drużynie wystąpiło wtedy ośmiu Słowaków, ale to Czechom przypisuje się dziś sukcesy Czechosłowacji i trofeum za wygranie Euro stoi w Pradze, a nie Bratysławie.

Po Aksamitnej rewolucji w 1989 roku tak dobrze już nie było. Mimo, że w turniejach międzynarodowych bierze dziś udział znacznie więcej drużyn niż dawniej (wystarczy przypomnieć, że na wspomnianych ME w 1976 poza Czechosłowacją wystąpiły jeszcze tylko Jugosławia, RFN i Holandia), uzyskanie kwalifikacji na Euro czy mundial jest dla Czech i Słowacji zadaniem bardzo trudnym. Obie drużyny zagrały na MŚ tylko jeden raz (mając siedem szans) – Czesi w 2006 roku, Słowacy cztery lata później. Tym drugim, jak pamiętamy, udało się nawet wyjść z grupy, pokonując broniących tytułu Włochów.

Czechom szło natomiast lepiej w mistrzostwach Europy. Podczas gdy Słowacy grali na nich w 2016 roku po raz pierwszy (także wyszli z grupy), ich więksi sąsiedzi uczestniczyli we wszystkich takich turniejach od roku 1996, przegrywając finał w Anglii i półfinał w Portugalii. Dwa zdobyte krążki w relatywnie krótkim czasie istnienia drużyny mogą robić wrażenie. Pozwoliły też Czechom zaistnieć w świadomości kibiców jako reprezentacja znacznie od Słowacji lepsza, mająca bardziej utalentowanych piłkarzy. Rzeczywiście taką generacją gwiazd, jaką na końcu lat 90. i początku dwutysięcznych mieli Czesi, Słowacy nigdy pochwalić się nie mogli. Dzisiaj jednak bukmacherzy widzą faworytów właśnie w drużynie, której liderem jest Marek Hamšík. Czechów dotknął bowiem poważny kryzys, z którego wyprowadzić ich postara się nowy trener, Jaroslav Šilhavý.

Reklama

Słowacy mogli podobać się na Euro 2016. Po wyjściu z grupy trafili jednak na Niemców i musieli pogodzić się z porażką. Obyci na wysokim poziomie Hamšík, Kucka i Škrtel to było za mało na ówczesnych mistrzów świata. Skończyło się wysokim 3:0 i odpadnięciem, ale wówczas wydawało się, że awans na mistrzostwa Świata jest w zasięgu podopiecznych Jana Kozáka. Ostatecznie jednak wygranie sześciu meczów w grupie nie wystarczyło nawet do gry w barażach. Dwie minimalne porażki z Anglią i po jednej ze Szkocją i Słowenią przekreśliło szanse Słowaków na wyjazd do Rosji. Zaczęła się jednak Liga Narodów i kolejne nadzieje związaną z drużyną narodową. Grupa z Ukrainą i Czechami wydawała się idealna do tego, żeby pokazać wreszcie, że oprócz potencjału ta drużyna potrafi też pokazać umiejętność wygrywania ważnych spotkań. Już w pierwszym meczu przyszła jednak, znów minimalna, ale marne to pocieszenie, porażka z Ukrainą. A przecież drużyna Kozáka wydaje się być naprawdę ciekawa. Setny mecz rozegra w niej dzisiaj Martin Škrtel, który po sześciu latach spędzonych w Liverpoolu nadal pozostaje na poziomie europejskich pucharów, grając w Fenerbahce. Kapitan drużyny narodowej, mającej dla niej znaczenie podobno do Kamila Glika w przypadku naszej reprezentacji, grał do tej pory przeciwko Czechom pięciokrotnie (a więc w połowie takich meczów), dwa razy wygrywając. Dzisiaj jego rolą nie jest jednak tylko dowodzenie linią defensywną, ale też nauczenie jako najwięcej Milana Škriniara, który od czasów Euro na francuskich boiskach bardzo się rozwinął. Teraz jest już być może najlepszym stoperem w silnym Interze, a po powrocie ze zgrupowania zagra kolejno w derbach Mediolanu i przeciwko Barcelonie w Lidze Mistrzów.

W innym miejscu w swojej karierze jest także Ondrej Duda, który strzelił co prawda gola w pierwszym meczu grupowym mistrzostw Europy, ale z Niemcami już nawet nie wszedł na boisko. Dziś błyszczy w Bundeslidze. To także, a może przede wszystkim dzięki niemu nudna do tej pory do granic możliwości Hertha gra obecnie futbol niemal porywający. W środku pola pomagać mu będzie będący od dłuższego czasu na radarze klubów takich jak Napoli i PSG Stanislav Lobotka. Środek pola dopełni śrubujący rekord największej liczby gier w reprezentacyjnej koszulce Marek Hamšík. Będzie to dla niego już 108 taki mecz. Słowacka pomoc i środek obrony wyglądają więc naprawdę ciekawie i to właśnie te pozycje stanowią o sile drużyny Kozáka, choć nie można zapominać o szybkich skrzydłowych. Z Ukrainą po bokach biegali Weiss i Mak, w odwodzie jest zawsze wyglądający dobrze w Slavii Praga Stoch. Ciągłym problemem jest za to brak napastnika z prawdziwego zdarzenia.

Podobnych kłopotów Kozák nie ma z obsadą bramki. Stanie w niej Martin Dúbravka, który zbiera bardzo dobre recenzje za grę dla Newcastle w Premier League. Słowacy długo nie mogli równać się z Czechami jeśli chodzi o pozycję golkipera –  pewnego przylatującego z Londynu pana w kasku na głowie nie wypadało nawet zestawiać z dobrze nam znanymi Muchą czy Kuciakiem. Teraz wychowanek Ziliny wydaje się prezentować poziom nie niższy niż jego czescy odpowiednicy. Ich sytuacja przypomina trochę to, co dzieje się w naszej reprezentacji, z tym że jeszcze trudniej jest ustalić hierarchię. Każdy z trójki Vaclík, Koubek i Pavlenka mógłby wyjść w pierwszym składzie i pewnie dałby radę. Pierwszy świetnie spisuje się w będącej rewelacją w La Liga Sevilli. Drugi ma pewne miejsce w Stade Rennes, a trzeci jest dobrze oceniany za występy w Werderze Brema. W jednej z pierwszych wypowiedzi nowy selekcjoner Czechów Jaroslav Šilhavý pochwalił właśnie całą trójkę bramkarzy. Problemy zaczynają się jednak już w polu. W obronie boki obrony obsadzone Kadeřábkiem z Herthy i klubowym kolegą Pavlenki Theodorem Gebre Selassie wyglądają solidnie, ale już na środku wystąpią pewnie dwaj piłkarze, którzy jeszcze nigdy ze sobą nie zagrali (Čelůstka i Brabec – nazwiska niepowalające). Jest z kogo wybierać jeśli chodzi o atak, bo i Schick, i Vydra i mający już dwa gole w Lidze Mistrzów Krmenčík wydają się być zdecydowanie lepszymi snajperami od swoich słowackich odpowiedników. Fani czeskiej reprezentacji czasem piszą nawet, że skoro jest trzech dobrych, to czemu nie zagrać wszystkimi w ustawieniu 4-3-3. Byłoby to możliwe także dlatego, że zarówno Schick jak i Vydra mogą grać bardziej z boku, a Krmenčík to raczej piłkarz w stylu Jana Kollera (zachowując wszelkie proporcje rzecz jasna).

Tak czy inaczej wystawić należy jeszcze pewną grupę pomocników. Trzech spośród nich gra na co dzień w Serie A. Z tria Barak, Jankto i Krejčí jednak tylko ten pierwszy jest obecny w przewidywanych składach. Większe szanse na grę mają Soucek (defensywny pomocnik Slavii, raczej pewne miejsce, bo ktoś musi też piłki odbierać), Zmrhal (piękny gol w Lidze Europy i ogólnie bardzo dobra forma w Slavii) czy Pavelka, którego selekcjoner zna z czasów pracy w Slovanie Liberec (w roku 2012 obaj cieszyli się z sensacyjnego mistrzostwa Czech dla klubu z północy kraju). Chętny na grę jest też na pewno kolejny znajomy trenera, tym razem z Kladna, Borek Dočkal, który prowadzi swoją karierę w dość osobliwy sposób, bo ze Sparty odszedł do Chin, a obecnie gra w MLS-ie.

Czechów chwali się w polskich mediach najczęściej za to, jak niewielu obcokrajowców gra w tamtejszej lidze. Niestety w ogóle nie przekłada się to jednak na wyniki reprezentacji, która ostatnimi czasy dołuje. Brak awansu na kolejne mundiale kibice znad Wełtawy mogli sobie zawsze zrekompensować dobrymi mistrzostwami Europy, ale występ na tych ostatnich pozostawiał wiele do życzenia. Drużyna w połowie składająca się z obiecujących zawodników z coraz silniejszej ligi włoskiej i doświadczonych już, cenionych na niemieckich boiskach Kadeřábka, Daridy i Gebre- Selassie nie grała ani dobrze, ani skutecznie. Eliminacje do rosyjskiego mundialu Czesi zakończyli z czterema zwycięstwami na koncie, w tym dwoma z San Marino i jednym z Azerbejdżanem. Udało się pokonać u siebie Norwegię, ale w rewanżu był już tylko remis. Strata punktów z Azerami w meczu w Pradze też chluby nie przynosi, podobnie zresztą jak bardzo wysoko przegrywane w czerwcu 0:4 z Australią, czy miesiąc temu 1:5 z Rosją mecze towarzyskie. W pierwszym meczu Ligi Narodów silniejsza od Czechów okazała się Ukraina, która była drużyną lepszą w każdym aspekcie. Wszystko to musiało poskutkować zmianą trenera. Šilhavý pokazał się z dobrej strony prowadząc Slavię, którą potrafił doprowadzić do tytułu mistrzowskiego (ale też odpadł z LE po meczu z Astaną). Jego podstawowym zadaniem jest poprawienie słabych wyników, ale też samej gry zespołu.

Dzisiejszy mecz zapowiada się więc naprawdę ciekawie. Na pierwszy rzut oka lepszych piłkarzy ma Słowacja. Jest też drużyną budowaną od dawna, a bardzo zdolni Duda czy Lobotka to tylko pojedyncze elementy, które mają uczynić tę układankę Kozáka jeszcze ciekawszą. Czesi są w zupełnie innym miejscu. Muszą, przy dużym udziale nowego selekcjonera, zbudować w końcu drużynę. Piłkarzy grających w poważnych ligach im nie brakuje. Przede wszystkim dzisiejszy mecz to jednak derby. A te muszą być ciekawe, nawet jeśli rozgrywane są na zielonej murawie, a nie lodowej tafli.

Reklama

Kamil Freliga

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

Komentarze

10 komentarzy

Loading...