Liverpool zatonął, duch Stambułu w Londynie!

redakcja

Autor:redakcja

05 maja 2014, 23:51 • 3 min czytania

Reklama
Liverpool zatonął, duch Stambułu w Londynie!

Jeszcze tliła się nadzieja. Jeszcze mogło być tak pięknie. Luis Suarez bijący wszelkie rekordy i doskakujący do osiągów największych napastników w historii ligi angielskiej. Brendan Rodgers, „The Carefully Chosen One”, który cierpliwością, pokorą i konsekwencją mógł wygrać wszystko. Wreszcie Steven Gerrard, jeden z ostatnich egzemplarzy gości, którzy całą karierę spędzają w jednym kolorze, nawet jeśli oznacza to rzadkie obcowanie ze złotem. Gerrard, kapitan, legenda i symbol, który w tym sezonie po raz pierwszy mógł wygrać Premier League. Dziś jeszcze mogli, jeszcze wierzyli. A potem nadszedł czas apokalipsy.
Autostrada była przecież taka szeroka. Droga do tytułu zdawała się dziecinnie prosta, medale wisiały na drzewie, wystarczyło po nie sięgnąć. Potem jednak nastąpiło pierwsze potknięcie, drugie, wreszcie wywrotka Gerrarda w meczu z Chelsea. To miał być symbol straconego sezonu, ale przecież wciąż tliła się nadzieja, że Manchester City gdzieś się potknie, gdzieś pogubi punkty.

Reklama

Dziś zgaszono ją w sposób wyjątkowo brutalny. Dziś zgaszono ją w sposób, który na długo przypnie do „The Reds” łatkę „Looserpoolu”. Komfortowe 3:0 na Selhurst w 80. minucie zamieniło się w bolesną zemstę za Stambuł sprzed dziewięciu lat. Liverpool w dziesięć minut stał się obiektem kpin na jakieś dziesięć miesięcy.

Liverpool utonął. Dwight Gayle, dla wielu niedzielnych kibiców z Polski kompletny anonim, rozstrzygnął kwestię mistrzostwa Premier League. Symbolem przegranego dla Liverpoolu sezonu miała być wywrotka Gerrarda, ale dziś już wiemy, że tym symbolem będzie klęska na Selhurst Park. Od dzisiaj obrazkiem, który na zawsze będzie kojarzył się z kampanią Premier League 2013/14 będą łzy Luisa Suareza, który po końcowym gwizdku zakrył twarz i nie pokazał jej aż do momentu zejścia do szatni. Niewiele lepiej wyglądał załamany Gerrard, nie wspominając o minach kibiców.

Mistrzostwo, które jeszcze niedawno było na wyciągnięcie ręki, a o którym kapitan Liverpoolu mówił: „Nie pozwolimy, aby wyślizgnęło nam się ono z rąk…”, dziś zostało ostatecznie przegrane. Możemy śmiało ogłosić, iż ten wspaniały sezon Premier League dobiegł końca, a stało się to dokładnie w 88. minucie meczu pomiędzy Crystal Palace, a Liverpoolem. Rezerwowy tego dnia Dwight Gayle zdobył swojego drugiego gola, ustalając wynik spotkania na 3:3, ku rozpaczy fanów „The Reds”. Tych samych, którzy kilka chwil wcześniej cieszyli się z prowadzenia 3:0…

To, czego „dokonał” Liverpool nie można nazwać inaczej, niż frajerstwem czystej maści. Wczoraj Brendan Rodgers fantazjował na temat tego, ile goli mogą strzelić „The Reds” i jeśli ktoś ma przegonić City w bilansie bramkowym to z pewnością jego chłopcy. Dzisiaj wszystko szło zgodnie z planem. 3:0 może nie powalało na kolana, ale przedłużało nadzieję, pokazywało, że w tunelu jest światełko. Cóż, po raz enty okazało się, że jest to nadjeżdżający pociąg z Gaylem w roli konduktora.

Reklama

Na dłuższą analizę porażki Suareza i spółki przyjdzie jeszcze czas, najpierw niech opadną emocje. Niebieska część Manchesteru odkorkowała zapewne szampany, nie pozostaje nam nic innego jak pogratulować Pellegriniemu mistrzostwa. Wątpimy, aby „The Citizens” wypuścili taki prezent z rąk, Etihad znów po 38. kolejce rozpłynie się w mistrzowskim szale radości. Każde inne rozwiązanie byłoby kompletną katastrofą, ale z drugiej strony kto spodziewałby się tego, że Liverpool prowadząc 3:0 z Crystal Palace ostatecznie „polegnie” 3:3? Bądźmy jednak realistami – City ma mistrzostwo w kieszeni. Bill Shankly, legendarny menedżer „The Reds”, powiedział kiedyś: „Jeśli jesteś pierwszy, jesteś pierwszy. Jeśli jesteś drugi, jesteś niczym”. Liverpool grał najpiękniejszą piłkę w tym sezonie, ale i tak po latach pamiętać będziemy jedynie kolejność w tabeli, a tam w rubryce „mistrzowie” zabraknie chłopców Brendana Rodgersa. Puenta? Może być tylko jedna. Football, bloody hell! No i „karma wraca”. Stambuł 2005 powrócił w najmniej oczekiwanym momencie.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama