Osiem miesięcy – tyle koniec końców będą trwały wakacje Waldemara Fornalika od piłki nożnej. Były selekcjoner, którego łączono przez ten czas z kilkoma klubami, ostatecznie zdecydował się wrócić na ławkę. Jak ćwierkają śląskie wróbelki, dogadał się z Januszem Filipiakiem i to on w przyszłym sezonie poprowadzi Cracovię.
Wojciech Stawowy został więc już ostatecznie odarty z nadziei. Aktualny (jeszcze) szkoleniowiec „Pasów“ zmienił ostatnio optykę i opowiadał, że chętnie zostałby przy Kałuży na następny sezon, ale jego relacje z „górąâ€œ były tak toksyczne, że – po tych wszystkich ostrych konferencjach i wywiadach – rozstanie było nieuniknione. Na korzyść Stawowego też z pewnością nie działał fakt, że Cracovia mocno wyhamowała, a 90-procentowe posiadanie piłki przestało dawać wyniki, o czym najlepiej świadczą ostatnie wyniki z przeciętniakami:
– 0:1 z Koroną
– 0:1 z Podbeskidziem
– 0:2 z Widzewem.
Wygląda więc na to, że nie tylko nam tiki-taka jako-taka Stawowego się przejadła, choć – już na pożegnanie – trzeba mu oddać, że jest jednym z nielicznych trenerów, którzy faktycznie odmienili swoją drużynę. A że efekt jest, jaki jest, to już inna sprawa. Fornalik natomiast pewnie liczył, że sama łatka ex-selekcjonera „załatwi“ mu posadkę w klubie z czołówki, ale na to, jak widać, się nie zanosiło. Ciekawi jesteśmy, co by się stało, gdyby były trener kadry miał wskoczyć do lekko przytopionego okrętu już teraz i spróbować uratować ligę (bo ona taka na sto procent uratowana nie jest), ale coś nam się zdaje, że to by było nazbyt wielkie ryzyko dla Smutnego Waldemara. Poprzycina żywopłot do lata i przyjdzie wraz z początkiem przygotowań do nowego sezonu.
Fot. FotoPyK