Od czwartku trwa podwórkowy maraton piłki nożnej, rozgrywek ligowych z rozgrywkami pucharowymi, który w tej kolejce dobiega właśnie końca. Powracają na boiska finaliści Pucharu Polski, którym zafundowano wyjątkowo krótką – jak na dwugodzinne starcie – przerwę. Z tą jednak różnicą, że dziś Zawisza tylko może, a Zagłębie już musi. Musi, jeśli faktycznie chce się w tej lidze utrzymać.
Czy Lech poradzi sobie bez Łukasza Teodorczyka?
Mówić można o nim różne rzeczy – że marnuje zbyt wiele okazji, że zbyt często się myli – ale jednak strzela. A w minionych miesiącach strzelał wyjątkowo często. Wystarczy, że wspomnimy statystykę dziesięciu ostatnich spotkań, w których zdobył jedenaście bramek, nie trafiając jedynie w dwóch starciach (z Podbeskidziem i Legią). W międzyczasie wypadł za kartki, akurat Lech zebrał oklep od Pogoni, tak jak i nie potrafił wygrać w dwóch innych meczach tego sezonu, w których brakowało Teodorczyka. Z tą jednak różnicą, że w tych trzech przypadkach w miejsce Teo wskakiwali Ślusarski, Ubiparip i Hamalainen, a teraz trener Rumak ma jednego asa w rękawie: 17-letniego Kownackiego. Z nim w składzie o gole będzie łatwiej.
Czy Zawisza zdąży powrócić do rzeczywistości?
Nie, nie chodzi nam o żadnego kaca. Igor Lewczuk zapewniał nas ostatnio, że grubszego świętowania po Pucharze Polski nie było – było natomiast „delikatnie, ale tylko delikatnie”. I my mu wierzymy, bo ciężko wyobrazić sobie, żeby trener Tarasiewicz na kilkadziesiąt godzin przed ligowym meczem dał piłkarzom kompletny luz. Pytanie tylko, czy oni tego luzu… i tak już nie mają. Podstawowy cel, czyli awans do grupy mistrzowskiej, został wykonany już jakiś czas temu. O europejskich pucharach, do których Zawisza się dostał poprzez krajowy puchar, nikt nawet nie myślał. Co więc zostało bydgoszczanom? Drugi raz do Europy się już nie dostaną, a i walka o większą kasę (za wyższe miejsce w tabeli) przybrała inny wymiar, gdy niektórzy po raz pierwszy w karierze wywalczyli jakieś trofeum.
Która Korona jest prawdziwa?
Czy ta do przerwy z Widzewem, czy ta po przerwie? Trener Pacheta na łamach Gazety Wyborczej przekonuje, że pierwsza połowa przed tygodniem wcale nie była najgorszą połową, ale… trudno w to uwierzyć. No bo czy może być coś gorszego niż szczęśliwe 0:2 – dla rywali tych goli powinno być więcej – przed własną publicznością z ostatnią drużyną ligi? Wystarczyło jednak kilkanaście minut odpoczynku, rozmów i korekt, a zobaczyliśmy zupełnie inną Koronę: agresywną, ofensywną, z pressingiem i pomysłem. Wystarczyło do remisu, a kilka minut więcej i wystarczyłoby… do zwycięstwa. Pacheta mówi o wahaniach formy, ale to nie było wahanie, tylko przepaść.
Czy Zagłębie zdąży nabrać sił?
Trener Korony na niedawnej konferencji prasowej mówił z uśmiechem: „niech Zagłębie nie gra 90 minut w Pucharze Polski, tylko jeszcze dogrywkę i rzuty karne”. No i ma to, co chciał – zmęczonych rywali. Zmęczonych nie tylko fizycznie dwugodzinną walką, ale zmęczonych też psychicznie, jak to po takich przegranych bywa. Ciężko może być w takim momencie o ten jeszcze jeden zryw. Tym bardziej, że lubinianie w ostatnim czasie wyglądają bardzo mizernie, a właśnie punktami zrównał się z nimi Widzew.


Fot.FotoPyK