Reklama

Superpuchar Europy papierkiem lakmusowym. Jakie płyną z niego wnioski?

Mariusz Bielski

Autor:Mariusz Bielski

16 sierpnia 2018, 13:05 • 5 min czytania 17 komentarzy

Pamiętacie Superpuchar Hiszpanii sprzed roku? Real Madryt zmiótł wówczas Barcelonę z powierzchni ziemi, wygrywając w dwumeczu 5:1. I jakie to miało przełożenie na dalsze losy obu zespołów? Praktycznie żadne. To najlepszy przykład, dlaczego tego typu przedsezonowych rozgrywek nie należy uznawać za wiążące w dłuższej perspektywie.

Superpuchar Europy papierkiem lakmusowym. Jakie płyną z niego wnioski?

Co innego, jeśli chcemy wyciągnąć parę wniosków na już. Pod tym względem jest wręcz odwrotnie – Superpuchary stanowią wartościowe papierki lakmusowe, dzięki którym trenerzy dowiadują się sporo o swoich drużynach tuż przed startem ligowych zmagań. Sprawdzają, co funkcjonuje dobrze, a nad czym należy jeszcze popracować. Czego zatem po wczorajszym meczu o swoich podopiecznych dowiedzieli się Diego Simeone oraz Julen Lopetegui?

Mundialowe zmęczenie ciąży niektórym zawodnikom
Często śmiejemy się, iż powoływanie się na ten argument już na starcie sezonu to absurd nad absurdami, aczkolwiek w niektórych wypadkach ma zastosowanie. Dotyczy na przykład tych zawodników, którzy brali udział w rosyjskim mundialu, szczególnie tych, którzy grali na nim do samego końca. Jeśli więc mielibyśmy jakkolwiek usprawiedliwiać Raphaela Varane’a za wczorajsze błędy (ten przy trzecim golu dla Atletico najbardziej wyraźny), powołalibyśmy się właśnie na aspekt fizyczny. Zresztą, rywalizacja z Diego Costą w perspektywie 120 minut tylko to potwierdziła, wszak jak tylko sobie zażyczył krewki napastnik, tak przestawiał obrońcę. Po drugiej stronie barykady zaś z podobnymi problemami zmagał się Antoine Griezmann, który pokazał się tylko w dwóch momentach – gdy stał w szeregu przed pierwszym gwizdkiem i kiedy w 57. minucie schodził z boiska. Był mało aktywny, niemrawy, ślamazarny, więc trzymanie go na murawie dłużej mijało się z celem. Modriciowi, który pojawił się na placu gry w drugiej połowie, dałoby się postawić podobne zarzuty. Pytanie, co teraz postanowią szkoleniowcy – dadzą im trochę odpoczynku na starcie sezonu, czy może jednak wyjdą z założenia, że tylko przez regularną grę gwiazdorzy dojdą do formy?

Bogaty arsenał Atletico
Wspominaliśmy już o tym wczoraj w pomeczówce, aczkolwiek trudno nie wrócić do tej kwestii. W porównaniu z poprzednim sezonem, zwłaszcza po zimowej wyprzedaży, Atleti ma znacznie mocniejszą kadrę. Nie będzie dla nich zatem żadnej wymówki w nadchodzących rozgrywkach, od początku muszą podtrzymywać ton, skoro zaczęli sezon od tak „wysokiego c”. Tym razem Diego Simeone ma jednak duży komfort co do wyborów personalnych, co zresztą wczoraj sam zauważył. – Nasze zmiany były świetne, bo dały nam witalność, energię czy świeże nogi… Wejścia Correi, Vitolo i Thomasa wzmacniały nas w czasie wielkiego wieczoru Costy. Po 2:2 drużyna znowu zaczęła coraz mocniej wierzyć. Potrzebujemy takiej kadry, w której wszyscy będą gotowi. Jeśli wszyscy będą czuć się dobrze, będziemy mieć więcej szans – przekonywał.

Do tego wszyscy są zdrowi, co rok temu wcale nie było normą, a zatem praktycznie każda pozycja jest obsadzona dwoma zawodnikami, w wielu przypadkach zmiennicy nie odbiegają poziomem od swoich konkurentów. To sprawia że i siła rażenia Rojiblancos wzrosła znacznie i pod względem taktycznym wachlarz możliwości El Cholo znacznie się powiększył. Głównie dzięki zatrudnieniu wartościowych skrzydłowych z dużym naciskiem na Thomasa Lemara, który raczej nie będzie potrzebował pół roku adaptacji do stylu Atletico.

Reklama

Klękajcie narody przed Diego Costą
A jeśli nie zrobicie tego z własnej woli, Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem złapie waz za fraki i siłą do tego zmusi. Piszemy to jednak w pozytywnym kontekście, bo dawno nie widzieliśmy napastnika w tak dobrej formie – zarówno fizycznej, jak i piłkarskiej. Wczoraj dosłownie miażdżył każdego, kto wdał się z nim pojedynek siłowy. Przerąbane miał Varane, ale też na przykład Dani Carvajal, który przy akcji na 2:4 zderzył się z Costą niczym mucha z przednią szybą pędzącego samochodu. Dla Atletico Diego w takiej formie to prawdziwy skarb, bo w chwili, gdy po mundialu fizycznie nie domaga jeszcze Griezmann, duża odpowiedzialność za ciągnięcie ekipy z przodu będzie miał właśnie on. Z kilku powodów – skupi on na sobie więcej uwagi, dzięki czemu Antoine i inni jego partnerzy będą mieli łatwiej, by przebijać się przez obronę. Będzie też brał udział przy rozprowadzaniu akcji, jak wczoraj, kiedy schodził do boków. W końcu zaś nie trzeba będzie się aż tak bardzo obawiać o jego zdrowie jak na wiosnę, gdy co chwilę zmagał się z mikrourazami, więc podlegał ciągłej rotacji.

Real Lopeteguiego ma grać bardziej intensywnie niż ten Zizou
Póki starczało im sił, Królewscy prowadzili grę, dominowali nad Atletico, a momentami nawet nieco je tłamsili. Dobrze reagowali na straty piłki pod przeciwnym polem karnym, dążąc do szybkiego odbioru, męczyli obrońców przeciwnika pressingiem, kiedy starali się wyprowadzać futbolówkę, zaś kiedy sami konstruowali akcję, im bliżej byli przeciwnego pola karnego, tym szybciej starali się ją sobie przekazywać. Lopetegui ma idealnych wykonawców, by w ten sposób budować zespół, wszak Isco, Benzema, a nawet akurat wczoraj nieco słabszy Asensio nadają się do tego typu gry idealnie. Na tej podstawie możemy domniemywać, iż również dla oka Real Julena będzie przyjemniejszy niż Real Zidane’a. Zwłaszcza gdy Królewscy doszlifują schematy, lepiej wyćwiczą automatyzmy, których momentami wczoraj jeszcze nieco brakowało.

Bale musi się jeszcze pouczyć roli największej gwiazdy
Po odejściu Cristiano do Juventusu numerem jeden ma być Gareth Bale. – Jesteś znakomitym piłkarzem, na pewno jeszcze to pokażesz. Nie chcę, abyś wchodził w buty Cristiano, lecz napisał swoją własną historię, znalazł tu swoje miejsce – tak ponoć przemawiał do niego Julen Lopetegui. Wczoraj jednak Walijczyk nie wybijał się tak wyraźnie ponad swoich kolegów, nie brał na siebie wielkiej odpowiedzialności. Zaliczył co prawda prześliczną asystę przy golu Benzemy, poza tym jednak nie pociągnął drużyny w trudnym momencie. W grę defensywną praktycznie się nie angażował (nie wykonał ani jednej interwencji, przechwytu, ani odbioru), zanotował za to 6 strat (więcej miał tylko Karim – 7), zaś w dogrywce rzadko był pod grą, notując w niej 21 kontaktów z piłką. To mocne zderzenie z rzeczywistością, no ale co innego błyszczeć w sparingach, a co innego w meczach o stawkę z walczącym tak zaciekle jak Atletico rywalem. Nie zaprzepaszczamy szans Garetha na bycie genialną jedynką Realu w przyszłości, ale aby słowo stało się ciałem, musi mieć większy wpływ na losy meczu niż wczoraj za sprawą pojedynczych zagrań.

Fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Komentarze

17 komentarzy

Loading...