Łysi dzielą się na tych, którzy doskonale czują się ze swoim brakiem fryzury, a także na takich, którzy się jej wstydzą. Wszyscy niżej wymienieni panowie z dumą prezentowali swoje glace, na pewno gdyby spotkali się we wspólnym gronie, chętnie ponaśmiewaliby się z Rooneya i jego przeszczepianych włosów. Oto nasz skrajnie multimedialny przegląd piłkarskich łysin, które z różnych względów pragnęliśmy przypomnieć.
Zapraszamy!
Fabien Barthez
Najbardziej wpływowa łysina w historii futbolu. Dała w końcu Francuzom zwycięstwo w mistrzostwach świata, o czym tu więc w ogóle dyskutować? Jasne, Francja miała kilku niezłych piłkarzy. Ale chyba wszyscy są zgodni: to dzięki rytuałowi rodem z afrykańskich stadionów, gdzie królują przesądy i szamani, a więc całowaniu przez Blanca glacy Bartheza, „Tricolores” zdobyli tytuł.
Barthez jest też jedynym graczem na świecie, któremu śni się po nocach Piotr Matys. To ten zawodnik ośmieszył go prawdopodobnie najbardziej w karierze. Filmik Youtube z akcjami Matysa powinien notabene wyglądać tak: zapętlona ta jedna akcja przez dziesięć godzin. Kluby waliłyby drzwiami i oknami.
Jaap Stam
Ciekawostka: Jaap Stam jest jedynym piłkarzem, który prawdopodobnie ma kilka tysięcy lat. Tylko w ten sposób da się wytłumaczyć dlaczego tajemnicze posągi na Wyspie Wielkanocnej są wyrzeźbione na wzór jego wizerunku. Nie wiemy czym sobie na ten zaszczyt zasłużył, ale jeśli grą w piłkę w jakiejś tamtejszej lidze, w sezonie 5000p.n.e – 4999 p.n.e, to chyba byłoby to jedyne sensowne wytłumaczenie. Właściwie zastanawia czemu w Manchesterze nie ma przynajmniej kilku tego typu posążków, Stam to był jednoosobowy mur, jakiego wszyscy chcą mieć w drużynie.
William Prunier
Moyes jest dla fanów Man Utd synonimem klęsk wszelakich, ale dawniej był nim Prunier. W głosowaniu wybrany szóstym najgorszym zawodnikiem w historii klubu. Kto to w ogóle jest?
Fergusonowi w 1995 zamarzył się nowocześnie grający obrońca z kontynentu, bo miał do dyspozycji tylko rasowych wyspiarzy, Bruce´a, Pallistera i Maya. Nawinął się Prunier, dostał się na testy, otrzymał szansę. Pierwszy mecz? Sukces! Pomógł stworzyć sytuację Cole´owi, sam trafił w poprzeczkę. A potem, pierwszego stycznia 1996 roku, przeszedł do historii. Katastrofa przeciwko Tottenhamowi, do której przyłożył obie ręce, bo miał czynny udział przy czterech golach rywali. Mimo to Sir Alex chciał dać mu jeszcze jedną szansę, ale to sam Prunier zdecydował się odejść. Może i chodząca porażka w oczach fanów „Czerwonych Diabłów”, ale i charakterny łysol. Zawiódł, to sam postanowił odejść.
Thomas Gravesen
Gravesen. Przykład człowieka skrajnie konsekwentnego. Całe życie imprezował i przepuszczał pieniądze, zarabiając przy tym krocie. Gdy skończył karierę i tym samym skończyło mu się źródełko pewnego, łatwego dochodu, wciąż zarabia krocie (doskonale inwestując), a przy tym mieszka w Las Vegas z modelką, z którą głównie zajmują się chodzeniem do kasyn. Poniżej aktualna pani Gravesenowa.
A boisko? Wspominamy go jako faceta, który prędzej urwie komuś nogę niż da się przejść. Dobrym przykładem ta akcja z Ronaldinho.
Roberto Carlos
Tak, to Roberto Carlos, słynny brazylijski muzyk. Śmiejcie się, ale „ten drugi” RC też kiedyś imponował wcale niewiele gorszą fryzurą.
Co więcej dodawać o Carlosie poza tym, że na nowo wymyślił pozycję lewego obrońcy? Ł»e potrafił zrobić z piłki bumerang, a jego uderzenia szły po kątach, które próbowały podważyć prawa fizyki? Ł»artujemy? Może, ale tylko w połowie. Zobaczcie sobie tę analizę jego słynnego rzutu wolnego z 1997 roku. Robi wrażenie.
Jacek Wiśniewski
Nie chcielibyśmy grać przeciwko panu Jackowi. Chyba błagalibyśmy trenera trenera, by wystawił nas po drugiej stronie boiska. Ale mieć go w swojej ekipie? Aż chce się atakować. Aż nie chce się wracać do obrony, bo wiadomo, że rywal będzie przechodził połówkę z piłką na miękkich nogach. Z drugiej strony musisz pamiętać, że z panem Jackiem w składzie musiałbyś dawać z siebie wszystko zawsze, inaczej…
Ivan De La Pena
Pamiętacie go jeszcze? „Mały Budda”, jedna z wielkich dziesiątkach Barcy, która jednak po odejściu z Katalonii nie radziła sobie tak dobrze. W pewnym sensie podobnie było z innym „niezłym” rozgrywającym, Guardiolą, który przecież trafił nawet do Brescii. De La Pena nie poradził sobie w Lazio, nie poradził sobie w Marsylii, dopiero wracając na powrót do Katalonii (choć tym razem do Espanyolu) odżył. Mimo wszystko trzeba powiedzieć, że chyba nie zrealizował pełni swojego talentu.
A oto prawdopodobnie jedyne zdjęcie, na którym De La Pena ma czuprynę. „Nieco” musieliśmy cofnąć się w czasie.
Zinedine Zidane
Zidane prezentuje nam łysinę typu „lądowisko dla helikopterów w środku dżungli”. Czyli wykoszony szczyt fryzury, a na bokach ciągle dość sporo włosów. Teraz ścina się na zero, ale z takiej glacy go zapamiętaliśmy. No i to też bodaj najsłynniejsza łysina świata, najbardziej agresywna. Glaca – symbol finału mistrzostw świata w 2006. Te francuskie łysiny lubią się zapisać w historii piłki, trzeba im oddać, że skutecznie.
A tu Zidane z włosami. Szok i niedowierzanie.
A tak strzelał z 35. metrów w tamtych czasach.
Pierluigi Collina
Nie wierzymy, by Collina kiedykolwiek miał włosy na głowie. Nie da się znaleźć ani jednego zdjęcia z choćby jednym zaplątanym, samotnym włosem Colliny, nie wierzymy by takie istniało choćby w szkolnych albumach albo domowych pamiątkach. Szczerze brakuje nam tego pierwszego bodaj celebryty wśród sędziów, bo jednak na sławę zasłużył wykonując naprawdę rzetelnie swoją robotę. Tu idealne podsumowanie jego pracy.
Gianni Infantino – łysy z UEFA
Kto ma więcej polubień na Facebooku, łysy z UEFA czy łysy z Brazzers? Nie pamiętamy, ale obie postacie kultowe. Gianni Infantino ma dość niewdzięczną pracę polegającą na zajmowaniu się kulami przed kamerą. Jakkolwiek by to zabrzmiało, taki fach. To znaczy podejrzewamy, że na co dzień też zajmuje się innymi obowiązkami. Ale dla nas to ten pan od kul i tyle w temacie.
Esteban Cambiasso
Co tu dużo mówić, nie znamy zbyt wielu piłkarzy, którzy przeszli aż taką transformację wyglądu. Od młodziaka z grzywą ala Backstreet Boys, do generała środka pola, gościa którego nie chciałbyś spotkać w ciemnej uliczce. W swoim czasie śmiało mógł startować w konkursie na „Zakola roku”, aż ostatecznie dał sobie spokój i ścina się na zero. A potem zaczął notować między innymi takie faule.
John Hartson
Hartson. Rudy, potem łysy, kopiący kolegę z drużyny w twarz podczas treningu (tego zaszczytu doznał Eyal Berković). Czy trzeba dodawać, że grał ostro, a obrońcy po starciach z nim marzyli o przerzuceniu się na curling? Drewniany jak Biskupin, ale jednak uderzeniami głową mógłby dokonywać rozbiórek.
Adriano Galliani
Łysy z Milanu ostatnio nie ma dobrej prasy, nie ma też specjalnie fotogenicznej mimiki. Oto zdjęcie z tego weekendu, Galliani uchwycony podczas starcia „Rossonerich” z Juve.
Radość wręcz promienieje z tego zdjęcia. Tak wygląda człowiek, którego dotyka na co dzień trud i znój. I kto powie, że zarządzanie klubem to czysta przyjemność i wymarzona praca?

















