Artur Jankowski nie jest już prezesem Górnika Zabrze. To znaczy… Do tej pory też nie był prezesem w normalnym rozumieniu tego słowa, bardziej marionetką w rękach ludzi z miejskiego magistratu, mających decydujący głos w każdej istotniejszej sprawie. Niemniej wypada odnotować, że na stanowisku właśnie zastąpił go niejaki Zbigniew Waśkiewicz. Człowiek z doświadczeniem w pracy w zawodowej piłce… mniej więcej na poziomie Jankowskiego, a więc dość znikomym. Tutaj zmienia się niewiele.
Waśkiewicz w minionych latach, owszem, pracował jako prezes, tyle że Polskiego Związku Biathlonu, będąc jednocześnie rektorem katowickiego AWF-u. Ostatnio mignął nam gdzieś w mediach, wypowiadając się o przekręconym pokrętle karabinu Krystyny Pałki, ale zasadniczo – dawno ustaliliśmy, że akurat w Zabrzu szerokie rozeznanie w zakresie zarządzania piłkarskim klubem nie jest nieodzowne.
Grunt to być z odpowiedniego rozdania.
Tak naprawdę bowiem zmiana na tym stanowisku oznacza tylko jedno: prezydent Zabrza, Małgorzata Mańka – Szulik ciągle nie zamierza pakować w Górnika publicznej kasy, nie mając pełnej kontroli nad tym, co się w klubie dzieje (wyobraźcie sobie analogiczną sytuację np. w Warszawie i Hannę Gronkiewicz-Waltz pociągającą za wszystkie sznurki w Legii). Na łamach sport.pl ukazał się już z nią nawet świeży wywiad. Niestety mocno groteskowy, w którym nic od początku do końca nie trzyma się kupy.
Mańka-Szulik z jednej strony chwali Jankowskiego, który „ustabilizował sytuację w klubie i dobrze wykorzystał swój czas”, z drugiej strony właśnie zastępuje go kimś innym, używając argumentów, że praca w sporcie to wypalająca misja. Zresztą… O jakiej tu stabilizacji mowa? Nie tak dawno szef komisji licencyjnej Krzysztof Sachs wypowiedział się otwarcie, że sytuacja Górnika z roku na rok nie poprawia się w najmniejszym stopniu. Nie tylko infrastrukturalna, dotycząca zamieszania ze stadionem, ale również finansowa.
To co robi dzisiaj Mańka-Szulik to zwykła polityczno-urzędnicza gadanina. Najpierw zapowiedziała marsz na majstra, teraz… Cóż, zostaje opowiadać jej, że jesienny termin ukończenia stadionu jest realny.
W wywiadzie dla sport.pl mówi: „Pojawiła się kandydatura prof. Waśkiewicza”. Pojawiła się. Nagle ktoś ją wyczarował… Nie pojawiła się, tylko została wymyślona przez samą prezydent miasta. Nikt inny, tylko właśnie ona zaproponowała Waśkiewiczowi w styczniu wejście do rady nadzorczej Górnika (sam zainteresowany w rozmowie z PAP komentował: „Propozycji pani prezydent nie mogłem odmówić” ), a teraz formalne przejęcie sterów. Już w przeszłości zresztą ta dwójka ściśle ze sobą współpracowała. Zdaje się, że choćby wtedy, kiedy Waśkiewicz jako rektor AWF pracował nad otwarciem filii w Zabrzu.
Oczywiście, łatwo jest podnosić argumenty, że gdyby nie miejska pomoc, Górnik z pewnością nie istniałby w obecnym kształcie, być może nie grałby w ogóle w Ekstraklasie. Ale to naprawdę nie jest całkiem normalna sytuacja, kiedy magistrat robi z klubu swój prywatny folwark. Zatrudnia, zwalnia, decyduje, żongluje stanowiskami. Nie tylko buduje nowy stadion, ale obiecuje dalszą pomoc na bieżące funkcjonowanie.
Na pytanie o poszukiwania prywatnych inwestorów, Mańka – Szulik dzisiaj odpowiada: „Zapewniam, że miasto się od klubu nie odwróci”. Chwilę wcześniej mówi też o konieczności dokonania obliczeń w jakim stopniu jeszcze w tym roku trzeba będzie Górnika dodatkowo wesprzeć finansowo. Jakże hojnie.
Ostatnio obiło nam się o uszy, że prezydent Gdyni akurat w roku wyborczym postanowił o wymianie miejskich chodników na odcinku 20-krotnie większym niż w każdym poprzednim roku swojego urzędowania. Pani Mańka-Szulik najwyraźniej uznała, że w Zabrzu najbardziej opłaca się pójść w promocję sportu.
A my ciągle powtarzamy: nie jest to najzdrowsza sytuacja.
Fot. gornikzabrze.pl